Temat: 18.12.2011 Jaszczurowa - Leskowiec
Żeby odreagować porządki świąteczne pojechaliśmy sobie na małą wycieczkę na Leskowiec.
Z Jaszczurowej jeszcze nigdy nie szliśmy. Zostawiliśmy auto pod kościołem i ruszyliśmy bez szlaku na północ, w górę do zielonego. Po nocnych skromnych opadach śniegu góry wyglądały jak posypane miejscami cukrem pudrem.

Przejścia bezszlakowe są najfajniejsze. Nigdy nie wiadomo, co będzie za 100 metrów ![]()
Trochę było pozarastane, ale ogólnie bardzo ładnie i bez problemu doszliśmy do zielonego szlaku.

A dalej to już prosto na Leskowiec.
Stara tabliczka w połowie pożarta przez drzewo - jak widać przyroda skutecznie broni się przed ciałem obcym;)

Pogoda ciekawa. Na przemian słońce i czarne chmury.

Szczytowanie na Leskowcu. Widocznośc dobra, ale i tak najfajniejsze rzeczy działy się wysoko na niebie.

Powrót w kierunku schroniska. Tylko tutaj gdzieniegdzie leżał "stary" śnieg, głównie w postaci lodu.

Zejście inną drogą. Najpierw niebieskim, potem czarnym, a na koniec znów bez szlaku.
W zagłębieniach wiatr nawiał dużą ilość liści. Można sie było w nich zapadać po kolana.

Tam gdzie zostawiliśmy czarny szlak schodzący do Śleszowic przy drodze ktoś wybudował taką oto "grotę". Obok powstaje jakiś duży budynek. Ciekawe co tam będzie?
Zaskoczyło nas też pojawienie się dwóch szlaków (niebieski i żółty), których nie mam na mapie. Niebieski szybko skręcił w kierunku Jaszczurowej (ale dla nas za wcześnie), a żółty poszedł dalej grzbietem (nie wiem gdzie). Nam udało się zejść planowo wprost na kościół.

Przy aucie zauważyłem, że cały śnieg, który spadł w nocy stopniał bez śladu. Dziwna coś ta zima... na razie.
