Temat: Osadnictwo wołoskie i pasterstwo w Beskidzie Małym
Beskid Mały, podobnie jak inne pasma górskie w polskich
Karpatach, został w znacznym stopniu zaludniony przez Wołochów
(Wałachów) napływających ze wschodu w XV i XVI wieku. Tradycje
pasterskie są w całych Karpatach związane z ludnością wołoską -
koczowniczym ludem przybyłym znad Adriatyku, o niewyjaśnionym do
dziś pochodzeniu i składzie etnicznym (kwestia Wołochów jest złożona
i nadal niejednoznaczna). W XIII stuleciu odnotowano jego obecność
na Bałkanach, skąd ruszył ku łukowi Karpat w trzech kolejnych falach
migracyjnych, wywołanych między innymi naporem ludności tureckiej.
Do XVI wieku Turcy osmańscy zdobyli Półwysep Bałkański, Bośnię,
Serbię i Węgry. Z terenów tych część ludności nie związana z uprawą
ziemi ruszyła ku północy. Byli to starobałkańscy i starorumuńscy
pasterze, tzw. ludność arumuńska (aromańska), będąca mieszaniną ludów
prabałkańskich (zromanizowanych Traków, Daków i Ilirów) i Słowian
osiadłych niegdyś na Bałkanach. Wędrując ku północy, zagarnęli
Słowaków, Rusinów, a nawet Węgrów. Pierwsza fala wołoska, bardzo
nieliczna, dotarła do łuku Karpat prawdopodobnie pod koniec XIII
i na początku XIV wieku (tworząc w 1310 r. państwo - Hospodarstwo
Wołoskie, które w drugiej połowie XIX wieku połączyło się z sąsiednią
Mołdawią w zjednoczoną Rumunię), druga, liczniejsza przybyła na
przełomie XV i XVI, a trzecia w XVII stuleciu. Według niektórych teorii
badawczych pierwsza fala osiągnęła Karpaty Południowe i częściowo
Wschodnie, a dopiero trzecia ogarnęła Zachodnie. Najnowsze prace
dotyczące kwestii wołoskiej skłaniają się raczej ku tezie, że migracje
te trwały przez cały czas, a nie ograniczyły się do trzech określonych
„fal”. Obecnie nieliczni już Wołosi (Aromanie) mieszkają w wysokich
partiach gór w Grecji (ok. 100 tys.), Albanii (ok. 150 tys.), Macedonii (ok.
15 tys.), Bułgarii (ok. 15 tys.) i Rumunii (ok. 30 tys.). Ogromna większość
Wołochów (Aromanów) mówi językiem aromańskim (grupa języków
wschodnioromańskich), nie jest to rozwinięty język literacki, lecz grupa
pokrewnych dialektów. Oprócz aromańskiego (macedorumuńskiego)
istnieją też zanikające dialekty - meglenoromański i istroromański.
Ten koczowniczo-pasterski lud, wędrując poprzez Bałkany, Rumunię,
Ukrainę, Słowację, południową Polskę aż do Moraw w Czechach,
zmienił oblicze Karpat.
Wołosi zwani też Wałachami lub Walasami wprowadzili typ
gospodarki pasterskiej wysokogórskiej oraz przynieśli kulturę będącą
mieszaniną pierwiastków bałkańskich, ukraińskich (ruskich), słowackich
i polskich - kulturę góralską. Wołosi trudnili się głównie hodowlą owiec,
kóz, rzadziej świń. Specjalizowali się również w technikach kastrowania
zwierząt, stąd kastrować to wałaszyć (kastrowany ogier to wałach).
Zajmowali oni przez nikogo nieeksploatowane wówczas, rozległe połacie
stoków Karpat Wschodnich a następnie Zachodnich. Na szlaku swoich
wędrówek asymilowali się z miejscową ludnością ruską, a następnie
słowacką i polską.
Pierwsi Wołosi dotarli na obszary Beskidu Małego na początku
XVI wieku, stosunkowo szybko wprowadzając gospodarkę pasterską.
Koczowniczy tryb życia sprawił, że Wołosi ustawicznie zmieniali
miejsca pobytu. O przemieszczaniu się pasterzy wołoskich świadczą
powtarzające się nazwy gór, hal, polan i miejscowości w Beskidach,
spotykane także w Rumunii i Karpatach Wschodnich. Znakomitym
przykładem z terenów Beskidu Małego mogą być nazwy takich
miejscowości jak: Ponikiew pod Wadowicami i Ponikiew w dzisiejszym
Międzybrodziu Bialskim. Z kolei Zembrzyce koło Suchej Beskidzkiej,
zwane jeszcze w XV wieku Zubrzyc, odpowiadają orawskiej Zubrzycy.
Można z tego wnioskować, że gdy jakaś grupa pasterska wyeksploatowała
tereny pasterskie, przenosiła się w inne miejsce i nadawał mu poprzednią
nazwę. Inne nazwy wołoskiego pochodzenia bardziej znane w Beskidzie
Małym to: Beskid (nazwa pierwotnie pochodzenia albańskiego, co
oznacza pastwisko lub polane w górach); Carchel (przełęcz i osiedle
w grupie Żurawnicy) lub Cerchla (osiedle w Międzybrodziu Bialskim
- cerchlowanie polegało na okorywaniu drzewa, celem jego uschnięcia,
następnie je ścinano, spalano i karczowano pnie); szczyt Kocierz (879 m)
i miejscowość Kocierz Rychwałdzki oraz Kocierz Moszczanicki (nazwa
wywodzi się najprawdopodobniej od wołosko-słowackiego „hotar”
oznaczającego granicę miedzy dwoma posiadłościami, osadę w górach,
lub od wołoskiego „koszar” - zagroda dla owiec); Kocoń i Kaczyna (nazwy
miejscowości, wywodzące się od rumuńskiego „cocina” oznaczającego
zagrodę dla bydła); Praciaki (nazwa przysiółka w Rzykach pochodzi od
rumuńskiego „porc”, co znaczy świnia, ponieważ rejon ten zamieszkiwali
Wołosi trudniący się hodowlą świń); Przysłop (przełęcz [795 m] pod
Wielką Cisową Grapą, z języka rumuńskiego oznacza przełęcz, wąwóz
górski); Magurka - Magura (nazwa powszechna w całych Karpatach,
oznacza grudkę sera lub masła); Kiczera - Kiczora (nazwa pochodzenia
albańskiego, oznacza zbocze lub szczyt górski); Groń - Grapa (również
pospolita nazwa w Beskidach i Słowacji, oznaczająca mniejsze kopulaste
górki); Mucharz (wieś na wzgórzu Upalisko [422 m], może pochodzić
od rumuńskiego słowa „muchar” = zarębnik); Roczyny (wieś koło
Andrychowa, przypomina rumuńskie „raceny” = zimny). Natomiast
nazwy takie jak: Ponikiew, Smrekowica, Mlada Hora, Złota Górka,
Leskowiec czy też Kobyla Głowa również przywędrowały do Beskidu
Małego wraz z Wołochami, ale mają pochodzenie typowo słowackoczeskie.
Wałaskiego pochodzenia są licznie jeszcze występujące w Beskidzie
Małym nazwiska, takie jak miedzy innymi: Roman, Ramenda, Walas,
Walaszek, Wałach, Wołoch, Wojewoda, Wojewodzic, Babiś, Pabiś,
Bulanda, Byrda, Byrski, Danek, Dyrcz, Filek, Galas, Gałuszka, Hatala,
Gabryś, Putyra, Kassolik, Komendera, Komenda, Madej, Madeja,
Oleksy, Panczakiewicz, Pałosz, Paleczny, Pindel, Slagor, Talaga,
Tomala, Babiński, Hajos, Kocemba, Książek, Matejko, Matlak, Mydlarz,
Styła, Balon, Bargiel, Błahut, Garleja, Janos, Janas, Janoszek, Magiera,
Micherda, Penkala, Pytel, Sekuła, Sordyl, Wajda, Wojdyła, Wojtyła,
Gajda, Bajdura, Batko, Baca, Bryja, Węgrzyn, Czabak, Kojder, Buda,
Buła, Kośmider, Kuźma, Mętel, Mika, Ramza, Rajda, Rogala, Romanik,
Rusek, Rusinek, Cibor, Tomiczek, Romanek, Mosór.
Status prawny ludności wołoskiej był odmienny od pozostających
we wsiach rolnych chłopów pańszczyźnianych. Osiedlani oni byli na
tzw. prawie wołoskim, pozostając w dość luźnej zależności od panów na
terenach, którymi gospodarowali. Wołosi byli zobowiązani do różnych
świadczeń na rzecz dworu, przede wszystkim był to czynsz w naturze za
użytkowanie terenów pasterskich tzw. „dań barania”. Lustracja Wadowic
z roku 1569 wspomina o dani baraniej od paszy: kiedy wołosza pasie
owce albo kozy w lesiech królewskich, da ją od sta baranów albo koz
pięć y ser ieden watażki...
Na czele gromady wołoskiej stał wojewoda (wajda) wałaski,
wybierany przez Wołochów, a zatwierdzany przez zwierzchność
dworską. W XVII wieku wojewodowie byli już powoływani przez
właściciela dóbr. W tym czasie Wołosi prowadzili już osiadły tryb życia.
Z chwilą, gdy osiedli na stałe, zaczęli zakładać w górnych częściach wsi
przysiółki zwane zarębkami, a karczując i wypalając lasy, spowodowali
powstawanie szeregu polan. W Beskidzie Małym w wałaskich wsiach
zarębnych, na północ od głównego grzbietu, od Porąbki na zachodzie po
Koziniec na wschodzie, rządził jeden wojewoda, który był pośrednikiem
między wałachami a zwierzchnością zamkową. W roku 1614 w państwie
zatorskim taki urząd wojewody wałaskiego piastował Jan Nogawica
z Rzyk i trzech jego przysiężników: Franek Wiotki z Ponikwi, Wojciech
Polanek i Franciszek Nogawiczka z Rzyk. Z całą pewnością urząd
wojewody wałaskiego w XVIII wieku został przeniesiony do Kozińca,
gdzie wojewoda ten osiadł na wydzielonym przez administrację zamkową
zarębku wojewodowskim - o czym wspomina wspólna dla Kozińca,
Ponikwi i Kaczyny księga sądowa Ponikiewska, inwentarz po zmarłym
wojewodzie Marcinie Wiercimaku z 1772 roku: Ćwiarcizna zarębku
wojewodowskiego, którą ćwierciznę miał z babki swojej. W południowo
- wschodniej części Beskidu Małego siedzibą wajdy był Krzeszów
i Stryszawa.
Wałasi wypasali bydło na polanach i halach leśnych, które są
rezultatem również ich działalności. Na masową skalę niszczyli oni
pierwotną puszczę poprzez tak zwane cerchlowanie (o czym pisałem
już wcześniej), w wyniku czego powstawały pola uprawne, polany
i hale leśne. Świadectwem tego są istniejące do dziś takie nazwy jak
Żar, Żarnówka, Upalenisko (Upalisko), Palenica, Cerhla. Na tych halach
w okresie od kwietnia do września odbywał się wypas owiec i kóz,
a w XIX wieku również krów. W miejscach tych powstawały budowle
i urządzenia pasterskie, takie jak szałasy (koliby) i koszary (ogrodzenie
dla owiec) umożliwiające bytowanie załogi pasterskiej oraz zwierząt
i prowadzenie działalności gospodarczej w zakresie przeróbki mleka.
Pasterstwo w Beskidzie Małym intensywniej zaczęło się rozwijać
od XVI wieku, czyli wraz z pojawieniem się Wołochów w tej części
Karpat Zachodnich. O intensywności gospodarki pasterskiej na tym
terenie świadczy lustracja księstwa Zatorskiego i oświęcimskiego z roku
1564, z której wynika, że w lasach królewskich wypasano około 750
owiec.
„Złoty okres” rozwoju pasterstwa w Beskidzie Małym to wiek
XVII , XVIII i pierwsza połowa XIX. W 1706 roku z samego państwa
łodygowickiego pasło się w Beskidzie Małym (na szczytach Magórki
i Czupla) prawie 3000 sztuk owiec i kóz, w połowie XVIII wieku
w Straconce na halach dworskich wypasano 500 owiec, a według
inwentarza powinności wsi Ponikiew z 1744 roku odnotowano istnienie
tam czterech szałasów i stu owiec. Od drugiej połowy XIX zauważalny
jest wyraźny kryzys pasterstwa w Beskidzie Małym. W wyniku
karczowania i wypalania lasów, zniszczenia w drzewostanie przybrały
takie rozmiary, że spowodowało to interwencję właścicieli dóbr, którzy
zaczęli zabraniać w nich wypasu lub też znacznie podnosić opłaty za
wypas. Dodatkowym czynnikiem, który ujemnie wpłynął na pasterstwo,
było zniesienie w roku 1853 serwitutów, a więc prawa do wypasu owiec
i bydła w lasach dworskich. W 1880 roku w całym powiecie wadowickim
wraz z terenami podgórskimi i nadwiślańskimi było tylko 1051 owiec.
Franciszek Dziedzic w swoim opracowaniu o powiecie wadowickim
z 1927 roku pisze, iż w 1910 roku chów owiec nie odgrywał już większej
roli, najdłużej dochowały się one w okolicy Rzyk i Ponikwi (1,8 i 2,0
sztuk na 100 h), choć Tadeusz Wojtanek w monografii wsi Zembrzyce
podaje informacje, że jeszcze przed I wojną światową hodowla owiec
cieszyła się tam popularnością, a na zarąbku „Łachowskim” stały
wówczas zabudowania bacówki.
W początkach XX wieku w związku z wysokimi kosztami
i niekorzystnymi przepisami szałaśnictwo zaczęło stopniowo zanikać.
Kazimierz Sosnowski, który zwiedzał te góry w latach dwudziestych
XX wieku, tak oto opisał zanikanie pasterstwa w Beskidzie Małym:
Życie pasterskie, które tyle swoistego wdzięku nadaje górskim obszarom,
zanikło w Beskidzie Małym w zupełności. Na tutejszych halach napotyka
się tylko drewniane koliby na siano lub kamienne stajenki na bydło, lecz
nie widzi się już wcale dymiących szałasów, ogorzałych baców i juhasów,
nie słyszy się tępego brzękania dzwonków kierdeli owczych. Hal tu jest
wprawdzie wiele i niemałych; ciągną się one przeważnie długiemi
pasami po grzbietach, ścielą się po zboczach, przełęczach, po rozstajach
grzbietowych. Pomijając wiele pomniejszych, jako największe trzeba
przypomnieć hale: na Magórce, Sokołówce, Jaworzynie, Jawornicy,
Potrójnej, Beskidzie, Laskowcu. Dziś te piękne hale zalega głusza,
gdzieniegdzie tylko spotkać można na nich pastuszków z kilku krowami,
z małem stadkiem kóz lub owiec. Szałaśnictwo zniknęło tu przed 25 - 30
laty z powodu drożyzny najemnych pasterzy i zakazu paszenia po lasach,
a obecnie szałas można tu jeszcze spotkać wyjątkowo. Gazdowie tutejsi
nie chcą sprzedawać hal obszarom dworskim, a zbierają z nich twardą
„psiarę lub szczotnicę” służącą przeważnie za ściółkę… Sporadycznie
wznawiają tu jeszcze pasterstwo owcze; w r. 1923 stał na hali Bieskidu
koło Leskowca baca, z Koszarawy pod Babią Górą sprowadzony,
z półtora setką krzeszowskich owieczek, lecz już w ubiegłym roku
wznowienie szałasu do skutku nie doszło. Ponadto Sosnowski wspomina,
iż przed 25 laty (tj. ok. 1900 r.) stały na halach Jawornicy szałasy z trzema
tysiącami owiec (liczba zapewne przesadzona)z pobliskich Targanic,
Sułkowic i Rzyk. O szałaśnictwie na Jawornicy zachowały się jeszcze
tradycje opowiadane w tutejszych legendach, związane z ostatnią bandą
zbójników w tych górach, pochodzących z pobliskich Bulowic: zbóje ci
mieli napaść na jawornickich pasterzy, bacę usmażyć w żętycy, a juhasa
chcieli upiec na ogniu, lecz wcześniej kazał mu jeden zbój zagrać na
długiej trombicie. Ten zagrał w stronę pobliskiej Kiczory te słowa:
Spólnicy, spólnicy, bo tu są zbójnicy… Rozgniewani zbóje upiekli
juhasa, lecz na jego wołanie przybyli górale z Targanic, rozbijając tę
ostatnią bandę. W 1917 r. Sosnowski natrafił na szałas na Oczkowskiej
hali, ale była to bardziej parodia szałasu, wewnątrz którego gdakały
kury, liczba krów przeważała nad liczbą owiec, a jego celem głównym
było nagromadzenie nawozu pod zasiew owsa. Sosnowski podaje, że
w owym czasie stał jeszcze gdzieś za Sołą czysto owczy szałas oraz że
hodowla owiec i wyrób wełnianych samodziałów trzyma się jako tako po
żywieckiej stronie, natomiast po wadowickiej upadła prawie zupełnie, na
co wskazują statystyki z 1922 r., w których powiat wadowicki wykazał
tylko 560 owiec. Stanisław Leszczyki w 1932 r. na łamach „Wierchów”
pisze: Gospodarka jest tu indywidualna, niema form pasterskich, mleko
odnosi się do wsi, oddalonej nie więcej jak na godzinę drogi. Jednak
istnieje tu żywa tradycja życia pasterskiego, do dziś dnia wypasa się
jeden kierdel owiec (około 200 sztuk); Sosnowski widział ich dwa przed
kilkoma laty. W latach 30.XX wieku jeszcze licznie występowały w tych
górach szałasy kamienne(w okresie międzywojennym po obu stronach
Soły ich liczbę szacowano na około 40) będące pozostałością po
dawnym, zanikającym życiu pasterskim - dokładny opis tych szałasów
znajduje się w czwartym rozdziale.
Po II wojnie światowej szałaśnictwo w Beskidzie Małym uległo
całkowitemu zanikowi. Dziś pozostał po nim ślad w toponomastyce
i nazwiskach tutejszej ludności, choć 1982 roku była wielka nadzieja
na odrodzenie się pasterstwa w tych górach, związana z działalnością
spółdzielni hodowlanej „Iskra” w Gilowicach. Spóldzielnia ta zakupiła
część łąk na Gibasówce (842 m), gdzie w rejonie Przełęczy Gibasowej
wypasano duży kierdel (stado) owiec spółdzielczych. Drugi kierdel
liczący kilkaset owiec wypasany był na polanach w rejonie Leskowca
(juhasi zamiast szałasu korzystali wtedy z namiotu). W 1983 roku na
polanach tych „ Iskra” wypasała 900 owiec. Niestety, w 1983 roku
prokuratura bielska wykryła poważne nadużycia w „Iskrze”, nastąpiły
aresztowania i dziś próżno wypatrywać pięknego widoku pasących się
owiec na grzbietowych polanach Beskidu Małego.
Ostatnimi świadkami dawnego życia pasterskiego w tych górach
pozostają ruiny szałasów kamiennych i piękne hale szczytowe, które też
powoli ulegają zanikowi. Ginie bardzo szybko ostatnia z wielkich - Hala
Rzycka w pobliżu Przełęczy Beskidek (805 m) i dawna Hala Jawornicka.
Ostatnio edytowany przez harnaś wołoski (2011-11-25 23:00:26)