Temat: Angi przytul mnie proszę czyli obchód chatek w Małym
Postanowiłem skusić po raz kolejny Nenę. Tym razem kusiłem Grotą Komonieckiego
Tak, była to bardzo przemyślana i perfidna decyzja. Chyba w czwartek wieczorem swoją chęć udziału w wycieczce zgłasza Jolanta. No to jest nas troje - nie mylić z Ich Troje
Obserwuję prognozy pogody, nie wygląda to w sumie najlepiej. Deszcz, zimno, czyli norma w tym roku jeśli chodzi o weekendy (poza kilkoma wyjątkami). Rano jeszcze sprawdzam na gg czy aby nasze forumowe Rodzynki się nie rozmyśliły, ale gdzie tam!!! Twarde bestie z nich i tyle ![]()
Ok 9 na andrychowskim BP odbiera mnie Jolanta. Suniemy w deszczu do Rzyk, gdzie po krótkiej chwili oczekiwania dochodzi Nena. Już razem Jedziemy na Praciaki i dalej piechotką (w deszczu, a jak
) przez os Potrójna uderzamy do Chatki. Po drodze Czarcia Baszta, mokre kurczęta i takie tam klimaty
Na chatce serdeczne powitanie z Ewą i Lucjanem, kilku starych znajomych, piwko, dziewczyny piją kawusię (notabene również zostałem obsłużony, za co wielkie dzięki
). Po godzinie (może nawet dłużej) ruszamy koło sławojki w dolinę Kocierzanki. Przed nami kolejny cel - Gibasówka. Dziewczyny nie marudzą, a ja wiem że na Gibasówce czeka kolejna niespodzianka tego dnia w osobie wujka Angi'ego. Ale to wiem tylko ja, niestety nijak nie mogę się do niego dodzwonić, co by wyszedł przed chatę i darł się na powitanie ![]()
U Staszka, jak to u Staszka. Tam czas płynie inaczej. Dziewczęta delektują się herbatą chatara, a ja ciastem Neny i Angi'ego. Prawdę powiedziawszy to pierwsze lepsze
Na pogawędkach ze Staszkiem mija nam dobrze ze dwie godziny. W końcu czas się brać, wszak jeszcze dziś obiecana Grota Komonieckiego. Lać przestało, czasami "prawie" świeci słońce, co niektórzy z wielkim zaangażowaniem omijają wszelkie kałuże i błoto (
) i w ten oto sposób dochodzimy w niespełna godzinę do Wójta. Tam - hmm kilkanaście osób, porozkładane karimaty, przed Grotą ognisko, ktoś przyszedł na nocleg.
My instalujemy się trochę na boczku, fotki, kanapki, herbatka z termosu. Robi się powoli późno i czas wracać. Ehhhh nie chciało mi się podchodzić pod Anulę, ale cóż. Z Anuli lecimy przez Łamaną Skałę na wyciąg Pracica i zaczynamy schodzić.... niby wyciągiem, a później zupełnie mi nieznaną, leśną drogą, która wyprowadza nas kawałek za pętlą na Praciakach.
Dziękuję Wam Nena, Jolanto i Angi, za ten świetny wypad w czasie którego wypocone płyny zostały z nawiązką uzupełnione przez padający deszczyk. Było mgliście, deszczowo, błotniście ale niezmiernie ciepło na duszy ![]()
Kilka moich ujęć po kliku w obrazek poniżej:
Oby częściej ![]()
Jan Himilsbach

