Temat: Koncert jesienny na dwa świerszcze … czyli wczesnojesienny Gancarz
Dawno mnie na Gancarzu nie było, a dzisiejsza pogoda aż prosiła, aby się gdzieś wybrać. Wychodzę więc w południe kierując się, jak zwykle, w kierunku łączek i najbliższego mi szczytu BM –u.
Już na początku, przekraczając Rzyczankę, jestem przerażona znikomą ilością wody. Już dawno tak źle nie było …
. W lesie nic lepiej … nie ma grzybów, nie ma jesiennych kwiatów, wszystko wyschnięte
. Ku zaskoczeniu znajduję jednak tego dnia jedynego, dosyć dorodnego grzyba - czubajkę kanię. Wyrosła chyba po ostatnim deszczu pod krzakiem jeżyny.
Grzybka jednak nie zabieram ze sobą, bo czeka mnie jeszcze trochę drogi. Wspinam się wyżej licząc na wrzosy w znajomym mi miejscu … . Okazuje się, że i one w tym roku nie są w najlepszej kondycji … ![]()
Tak czy owak spędzam na wrzosowisku trochę czasu podziwiając znane mi już na pamięć widoczki
.
Latem widziałam duże ilości owoców jarzębiny. Teraz nie udało mi się zobaczyć ani jednego. O dziwo, w zeszłym roku o tej porze było jarzębiny bardzo dużo. Czyżby to przez tą suszę … ? Nie ma jarzębiny, ale są dzikie gruszki
. „Uciapałam” sobie trochę, a jakże, trzeba spróbować leśnych owoców
. Jak na „dziczki” były bardzo słodkie
.
Powoli w Mały zaczyna wkraczać jesień. Widać to na coraz bardziej zasychających paprociach oraz przebarwiających się stopniowo liściach buków.
Gancarz wita mnie dosyć dobrą widocznością i pustkami
, z czego się bardzo cieszę. Właśnie ze względu na to, że rzadko można na nim spotkać tłumy, lubię tu przychodzić.
Na szczycie spędzam prawie godzinę. W tym czasie wita mnie kilku przechodzących turystów. Pora jednak się zbierać, ponieważ w głowie zrodził się plan odwiedzenia jeszcze łączek. ![]()
A na łączkach … KONCERT
. A jak koncert, to nie sposób tak łatwo opuścić tego miejsca
. Siadam więc pod moim ulubionym klonem i podziwiając świat wsłuchuję się w jesienne serenady. ![]()
W drodze powrotnej napotykam jeszcze na ogromne ilości owoców tarniny. Oczywiście degustacja obowiązkowa
. I znowu zaskoczenie… Zazwyczaj śliwki te bywają bardzo cierpkie, dopiero po pierwszych przymrozkach nadają się do spożycia, tak tego roku dają się spokojnie, bez mrużenia oczu, już teraz skonsumować
. Na dodatek mają w sobie dużo słodyczy.
Wypatrzyłam jeszcze dosyć dorodną dziką jabłoń, jednak owoce były zbyt wysoko
i nie udało mi się ich zerwać.
Jest też smutna rzecz, na którą chciałabym przy okazji zwrócić uwagę. Otóż jeszcze w tym roku, wiosną, PTT odział w Bielsku Białej pod przewodnictwem Tomka Węgrzyna zorganizował piękną akcję „Sprzątamy Beskid Mały”. Dzisiaj, idąc szlakiem zielonym na Gancarz, widziałam dużą ilość nowych śmieci. Na samym szczycie również jest tragicznie …
. Wniosek z tego jeden, że jednak nie wszystkim, którzy wędrują po Beskidzie Małym zależy na tym, żeby był czystym pasmem …
. Mało tego, nie potrafimy uszanować pracy innych osób. Smutne, ale prawdziwe…
Po kliku na zdjęcie zostawiam mój albumik z dzisiejszej wycieczki. ![]()