Wydaje mi się, że więcej opisała w artykule: "Przymusowe lądowanie w gęstym lesie KATASTROFA BEZ OFIAR" Kronika Beskidzka nr.: 37 z dnia: 15-09-2005
Poniżej treść artykułu:
Kilka minut po 12.00 w poniedziałek, 12 września, w gęstym lesie na Przełęczy Kocierskiej lądował awaryjnie wojskowy samolot AN-2. Na pokładzie lecącego z bielskich Aleksandrowic dwupłatowego transportowca znajdowała się trzyosobowa załoga oraz ośmiu pilotów z grupy pilotażowo-akrobacyjnej Biało-Czerwone Iskry. Samolot roztrzaskał się na drzewach, jednak znajdujący się na jego pokładzie wojskowi piloci wyszli z wypadku praktycznie bez szwanku. Tylko jeden z nich doznał niegroźnych obrażeń nogi.
Wojskowy An-2 wystartował po 12.00 z lotniska w Aleksandrowicach. Zabrał na pokład grupę wojskowych pilotów, którzy wykonywali podniebne akrobacje podczas weekendowego pikniku lotniczego w Bielsku-Białej. Maszyna miała lecieć do Dęblina. Ze wstępnych, na razie nieoficjalnych ustaleń wynika, iż tuż po starcie zaczęły się kłopoty z silnikiem. W okolicach Przełęczy Kocierskiej, na styku powiatów wadowickiego i żywieckiego, pilot „Antka” zdecydował się awaryjnie lądować. Samolot usiadł na gęsto zalesionym stoku. Stara radziecka konstrukcja ze skrzydłami pokrytymi płótnem obroniła się wyjątkowo dzielnie. Kadłub wytrzymał, połamały się tylko skrzydła. Doszło też do wycieku około ośmiuset litrów paliwa.

Pierwsi na miejscu katastrofy byli strażacy z Andrychowa. Później wsparły ich zawodowe jednostki z Żywca. Grożący wybuchem teren zabezpieczono. Na początku nie było nawet wiadomo, na czyim terenie spadł samolot. Na miejsce wypadku jechał nawet patrol z Bielska-Białej. W końcu ustalono, że samolot leży w granicach powiatu żywieckiego. Do akcji wkroczyła więc miejscowa policja, następnie zaczęły pojawiać się oddziały prewencji i wojska. Nie można się było zbliżyć nawet na kilkaset metrów od miejsca katastrofy. Policjanci zawracali wszystkich, także dziennikarzy twierdząc, że kontrolę nad całym terenem przejęło wojsko. Rzecznik prasowy żywieckiej policji Wiesław Zoń, który na początku rozmawiał z dziennikarzami, odesłał ich w końcu do oficera prasowego sił powietrznych w... Warszawie. Pilnujący terenu żołnierze i funkcjonariusze Żandarmerii Wojskowej chcieli nawet odbierać dziennikarzom aparaty i kamery.

- To nie jest niczyja zła wola. Teren został zamknięty, bo wyciekło paliwo lotnicze i istnieje realna groźba wybuchu - tłumaczył pułkownik Janusz Smolec, zastępca dowódcy 32. Ośrodka Dowodzenia i Naprowadzania w Krakowie, który około 15.00 pojawił się na miejscu wypadku. Do wybuchu wszakże nie doszło, a na miejscu katastrofy zjawiły się dodatkowe oddziały żandarmerii oraz cały sztab wojskowych z czarnymi teczkami w rękach i dużą ilością gwiazdek na pagonach. Przyczyny wypadku będzie teraz badała specjalna wojskowa komisja.
Tekst i foto: Łukasz Piątek
Możesz też znaleźć artykuły w innych gazetach"
- Wypadek wojskowego samolotu AN-2 na Przełęczy Kocierskiej;
- Przymusowe lądowanie wojskowego samolotu niedaleko Andrychowa
Na jednym z forum wyczytałem wtedy, że chodzi samolot AN 2 o numerze 1464 ( n/f 1G 114-64 ) z 1 Ośrodka Szkolenia Lotniczego w Dęblinie.
Tak wyglądał samolot przed rozbiciem

a tak po katastrofie z góry

Zdjęcie pochodzą ze strony Stowarzyszenia lotnictwa ratowniczego w Beskidach
Ostatnio edytowany przez baca (2012-10-22 18:03:09)
----------------------------------------
Największą ozdobą naszego Beskidu [...] są jego urocze doliny. Wprawdzie dawno już straciły one charakter pierwotności i dzikości, [...] ale mimo wszystko nie są pozbawione swoistego wdzięku, chociaż wszędzie już widoczne są ślady rąk ludzkich.
- Jan Galicz