Teraz doczytałem, że pan Zbigniew Kubień podaje na początku swojego artykułu następująca informację:
Jako pierwszy na jego walory turystyczne zwrócił uwagę nestor polskich krajoznawców i odkrywca Beskidu Małego, Kazimierz Sosnowski. Pisze on w „Wierchach”, tom III, z 1925 roku o stromym Gancarzu, jako wygasłym wulkanie, gołym na szczycie z którego rozpościera się wspaniała panorama.
No to wiemy już, że nie był pierwszy
A najlepsze jest to, że w późniejszej treści artykułu cytuje właśnie wyżej wymienionego Marczewskiego.
W literaturze możemy się doszukać jeszcze jednego opisu o Gancarzu W Roczniku Oddziału Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego Beskid Śląski w Cieszynie z 1935, R. 6 Kazimierz Sosnowski w artykule poświęconym o "Leskowcu " na stronie 84 pisze:
Do wycieczek atoli umiarkowanych należy przede wszystkim Gancarz i Modohora. Goły szczyt pierwszego, jesienną porą liljowy od wrzosu, przetykanego zielenią, jałowców, daje widok nizinny jeszcze szerszy i dokładniejszy, niźli szczyt Leskowca. Spadzistość jego stoków, śmiały zarys i częste rumowiska skalne - dały podstawę do wywodzenia jego merytoryki od wulkanu. O sile zapędu wichur świadczy fakt, iż żelazny krzyż na Gancarzu, słabo osłoniętym przez 250 m niższe pasmo przedgórza między Andrychowem a Gorzeniem, został jak gibka gałązka do ziemi przyciągnięty i dopiero żelaznymi prętami umocowany do ziemi, zdoła się ostać stojąco.
Jak łatwo zauważyć, jest to pierwszy opis wskazujący, iż znajduje się żelazny krzyż na Gancarzu i został żelaznymi prętami umocowany do ziemi
Poniżej oryginał

Ostatnio edytowany przez baca (2013-04-01 16:49:24)
----------------------------------------
Największą ozdobą naszego Beskidu [...] są jego urocze doliny. Wprawdzie dawno już straciły one charakter pierwotności i dzikości, [...] ale mimo wszystko nie są pozbawione swoistego wdzięku, chociaż wszędzie już widoczne są ślady rąk ludzkich.
- Jan Galicz