Temat: Niebieski szlak Łopuszna --> Brzeźnica
Minął roczek, czas na długi szlaczek…
Szlak z Łopusznej do Brzeźnicy ma długość 104 km, należy do elity najdłuższych szlaków w polskich górach. Niebieski trakt biegnie przez Gorce, Beskid Wyspowy, Beskid Makowski i Pogórze Wielickie.
Pierwszy dzień naszej wędrówki rozpoczynamy w Łopusznej. Jest to piękna malownicza miejscowość położona nad Dunajcem. Stamtąd pomalutku asfaltem idziemy do Zarębek. Po drodze mijamy Dworek Tetmajerów, gotycki kościół drewniany Św. Trójcy i Św. Antoniego Opata oraz Tishnerówkę. Z Zarąbka Wyżnego podziwiamy cudne widoki na Tatry. Dalej nogi niosą nas na Bukowinę Waksmundzką. Świderkowa przywitała nas widokiem na Jezioro Czorsztyńskie. Jeszcze kilka kroków i jesteśmy na Turbaczu (1310 m.n.p.m.). Po zrzuceniu plecaków i zabukowaniu noclegów, bierzemy się za rozpalanie ogniska, przecież po takim ciężkim dniu należy zjeść porządną kolację. Mimo tego, że przez dłuższy okres na Turbaczu padało udało się nam za trzecim razem rozpalić ognisko. Wszystko dzięki Staszkowi, który na Łysinie nauczył nas jak w trudnych warunkach rozpalać ogień.
Gdy brzuszki były już pełne, sen sam się cisnął na oczy……
Drugi dzień pobudka 6.00 przecieramy oczy i cóż Tatry piękne, majestatyczne Tatry.
Niebieski szlak prowadzi nas zboczami Gorców do Koninki małej miejscowości wypoczynkowej, Stamtąd asfaltingiem podążamy do Poręby Wielkiej, w której gubimy szlak po raz pierwszy. Mądry miejscowy zakleił znak klepsydrą. Dzięki uciekinierowi trafiamy do Parku podworskiego pod górą Chabówką. Po odnalezieniu szlaku idziemy do Olszówki. Z tej wsi dalej affaltingiem przez Kotlinę Rabczańską do Rabki Zdroju. W zdrojowej napełniamy brzuszki i dalej tym razem, chaszczingiem idziemy do Rabki Zaryte. Żmije uciekające nam spod nóg były łaskawe, nikogo nie ukąsiły
. Stamtąd rozciąga się już piękny widok na Luboń Wielki (1022 m.n.p.m.). Na górze jesteśmy dosyć późno (20.30). Szybki prysznic, zachód słońca i twardy wymarzony sen.
Trzeci dzień obudził nas strasznym upałem.
Z Lubonia dalej niebieskim wędrujemy do Jordanowa. Dochodząc do głównej drogi prowadzącej do Zakopanego nie odmawiamy sobie zjedzenia miejscowych pierogów. Stamtąd chaszczingiem i asfaltnigiem do Jordanowa. To niewielkie miasto leży nad rzeką Skawą w Kotlinie Rabczańskiej. W towarzystwie komarów i gzów kierujemy się na Łysą Górę (643m.n.p.m.), a z niej idziemy zmęczonym krokiem w stronę drogi rozgraniczającej dwie wsi Łętownię i Osielec. Tam brakuje nam wody i nie mamy, gdzie spać.
Decydujemy się odbić od szlaku. Około 2 km dalej spotykamy miłą staruszkę, która przyjęła nas do siebie na nocleg. Gdyby nie ona spały byśmy…….
Czwarty dzień wędrówki zaskakuje. Starsza Pani budzi nas zapachem kawy i śniadaniem
. Po takiej uczcie ciężko się pozbierać i dalej wędrować. Po pożegnaniu, 2 km i jesteśmy znów przy szlaku, który prowadzi nas na Groń (810 m.n.pm.). Z góry schodzimy do Jabconiówki. Skwar jest straszny, znowu brakuje nam wody.
Na asfalcie porzucamy niebieski i odbijamy do sklepu. Po zaopatrzeniu się w durzą ilość wody, chaszczingiem odnajdujemy nasz niebieski na Cyrkówce (782m.n.p.m). Stamtąd drepczemy umordowane na Koskową Górę (866m.n.p.m). Na górze długi odpoczynek i syty posiłek. Do Bieńkówki schodzimy długim, kamienistym i śliskim wąwozem. Po przecięciu asfaltu we wsi wędrujemy dalej na Bieńkowską Górę (676 m.n.p.m). Na rozstaju dróg spotykamy znanego nam już wcześniej czerwonego przyjaciela (MSB). Potem przez Krowią Górę (549 m.n.p.m) docieramy na Przełęcz Sanguszki, Kopytówkę i dochodzimy do Lanckorony. Tam w willi o fajnej nazwie Zamkowa nabieramy sił na następny dzień.
Piątego dnia żegnamy urokliwą Lanckoronę.
Podążając przez Lanckorońską Górę (545 m.n.p.m), Capią Górę dochodzimy do Kalwarii Zebrzydowskiej. W oddali wyłania się Klasztor. Szlak dalej prowadzi nas asfaltem do Zebrzydowic. Tam łąkami i nieużytkami idziemy do Przytkowic. Szlak jest tam bardzo źle oznaczony, gubimy do w polu.
Decydujemy się zejść drogą w stronę domów. Tam nadrabiamy asfaltem 3km
i na stacji PKP w Przytkowicach znajdujemy niebieskiego uciekiniera. Dalej jest asfalt, asfalt i tylko asfalt…
Upał i zmęczenie wyczerpał nas doszczętnie. W okolicach Ludka szlak całkowicie znika. W miejscu, gdzie przechodził wybudowano bardzo dużą drukarnie, nie udało się nam go odnaleźć. Patrząc na mapę zauważyłyśmy, że można go znaleźć na górze Draboż. Niestety należało by iść cały czas asfaltem parę dobrych kilometrów. Siedząc i zastanawiając się co dalej zrobić, usłyszałyśmy potężne grzmoty, burza deptała nam po piętach. Podjęłyśmy decyzję o powrocie. Do ukończenia szlaku zostało nam 6 km. Niestety szlak w większości prowadzi do Brzeźnicy asfaltem. Jest to bardzo męczące i wyczerpujące w czasie upałów. Po powrocie z wakacji dokończymy brakujący odcinek szlaku Ludek – Brzeźnica.
Podsumowując:
- szlak na Pogórzu Wielickim prawie wcale nie uczęszczany, bardzo źle oznakowany
, w większości podąża asfaltem co nie jest ani przyjemne, ani atrakcyjne, a w czasie upałów wręcz mordercze
, szlak bez szkody dla jego atrakcyjności można by spokojnie zakończyć na wysokości Kalwarii Zebrzydowskiej,
- jeżeli idzie się większą grupą, warto zabrać namiot,
- na odcinku od Jordanowa do Lanckorony z powodu braku cieków wodnych na szlaku często trzeba odbijać do sklepów i wtedy cała trasa się wydłuża,
- odcinek górski szlaku obfituje w piękne widoki, ciekawą faunę i florę, a także nieoczekiwane spotkania … a to ze zwierzem, a to z miejscowym Aniołem,
- w porównaniu do zeszłorocznej wędrówki MSB bardziej dały się we znaki upały i brak wody.
Życzę miłej lektury i oglądania fotek, a ja… mam już spakowany plecak i ruszam na Roztocze
![]()
Ostatnio edytowany przez Włóczykijka (2013-07-06 13:41:07)