Temat: Mała fatra i nie tylko czyli słowacki weekend czerwcowy
Witam wszystkich.
Ostatni weekend czyli 3-6 czerwca spędziłem wraz z Pudlem i Teresą (kobitą Pudla) na Słowacji miedzy innymi na Małej Fatrze.
Dzień Pierwszy 03-06-2010
Wypad nasz rozpocząłem gdy punkt 8.10 rano pod moje domostwo zawitał Pudlomobil rozpoczął się szybki załadunek i sru w trasę. Po drodze krótka przerwa na zakupy w Čadcy w niektórym już znanym TESCO. Na miejsce docieramy około godziny 11.30 po przepakowaniu i przelaniu odpowiednich trunków w odpowiednie naczynia około godziny 12 ze Starego dvoru szlakiem niebieskim ruszamy w trasę po pół godzinie docieramy do Sedla Prislop ( 916 m n.p.m. ) tam w przyjemnej wiacie przerwa na piwko i dalej w drogę po krótkim odcinku okazuje się że dobrałem złe ogumienie i lekko się ślizgam na szczęście docieramy do grani, która rozpościera przed nami malownicze widoki. Na grani kolejny horror mijając kilka szczytów szlakiem przez nas okrzykniętych „ w górę i w dół, w górę i w dół i tak do usranej śmierci” docieramy do szczytu Kraviarske ( 1361 m n.p.m. ). A na szczycie pokazuje się nam widok na następny odcinek trasy o zgrozo znowu w dół i zaś pod góra, jest to gdzieś koło godziny 15 – 15.30 na domiar szczęścia niebo porządnie się zaciąga i zaczyna padać. Pudel z Teresą już na szczycie przywdziewają pałatki ja dopiero po zejściu do Sedla za Kraviarskym ( 1230 m n.p.m.) tam otwieramy kolejne piwo i w deszczu i mgle ruszamy w dalszy marsz ku Głównej Grani Małej Fatry. Półtorej godziny zajmuje nam dojście na Sedlo Bublen ( 1510 m n.p.m. ). Z Sedla poprzez Pekelnik (1609 m n.p.m. ) we mgle ograniczającej nasza widoczność do minimum ruszamy w kierunku Veľký Kriváň ( 1709 m n.p.m. ). Docierając do punktu gdzie trzeba zboczyć na sam szczyt co zajmuje zaledwie 10 min w jedna stronę odpuszczamy sobie ponieważ przy tych warunkach i tak nie miało by to najmniejszego sensu tak wiec ruszamy w kierunku Chaty pod Chlebom ( 1423 m n.p.m.) miejsce naszego pierwszego noclegu tam umywszy się i posiliwszy rozpoczynamy spożywanie schroniskowego piwka Tam szybko zaprzyjaźniam się z przebywającymi Słowakami i jak to powiedział Martin „ je to polsko słowacka koperacija „ wiec razem sobie piwkujemy, dochodzi również do wymiany mocniejszych alkoholi z naszych piersiówek i jak ich flaszeczki. O godzinie 22 prowadzący zamyka bufet co nie przeszkadza mu dalej sprzedawać złocistego napoju. Podobno w chacie tej nie można spożywac własnych alkoholi co jednak prowadzącemu nie przeszkadza wręcz nawet wymieniam się z nim moje puszeczkami polskiego piwa które wniosłem za słowackie
. Dzień kończymy koło godziny 2 -3 w nocy na śpiewaniu i popijaniu bimberku słowackiej grupy studentów.
Dzień Drugi 04-06-2010
Dzień zaczynamy około godziny 9 wstajemy witam się serdecznie z towarzyszami wieczornej imprezki po zejściu do jadalni z gospodarzem poleca mi jajecznice do tego piweczko rzeczywiście orzeźwiająca sprawa tak więce małe posiedzenie i około godziny 12 po pożegnaniu się z obsługą i kompanami ruszamy w dalszą drogę żółtym szlakiem na Sedlo za Hromovym (1550 m n.p.m. ) Pogoda nadal nas nie rozpieszcza więc postanawiamy skrócić naszą zaplanowaną trasę przynajmniej o połowę widoczność niesie gała nawet 3 metrów do tego drobny deszczyk i porywający wiatr. Tak więc ruszamy Poludniovym Gruniem . W pewnym momencie zamiast jak w początkowych planach ruszyć na Stoha ( 1608 m n.p.m.) zbaczamy na żółty szlak w kierunku Chaty na Gruniu . Szlak całkiem miły straszliwie pochyły i śliski nie obyło się bez kilku upadków moje na szczęście z podparciem lecz Teresa już tego szczęści nie miała. W końcu docieramy do chaty zajmuje nam to w tych warunkach nieco więcej niż pokazują tabliczki, tu robimy sobie przerwę na mały popas i zdjęcia z „królem”. Około godz. 15 ruszamy w dalszą drogę niebieskim szlakiem do naszego miejsca parkingowego. Na początku szlak wydaje się być miły i przyjemny lecz po krótkim odcinku okazuje się ze przejście tym w miarę płaskim wąskim szlakiem to droga przez katusze po cudownym błotku co znowu wydłuża naszą drogę ( o wyglądzie butów lepiej nie wspominam ) no ale cóż trzeba iść przed siebie pod sam koniec szlaku Teresa zalicza kolejny upadek pada podejrzenie skręcenia nadgarstka (na szczęście okazało się ze jest on tylko mocno stłuczony. W Końcu docieramy do auta przebieramy buty na suche te przemoczone i obłocone wrzucamy do worków w bagażniku już ich nie wyciągamy do końca weekendu ( mogę tylko powiedzieć ze cywilizacja która powstał po tym weekendzie w moich butach wynalazła już koło ). Po tym krótkim zabiegu ruszamy do Rużenberoka . Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w widokowych miejscach przy drodze aby zrobić parę zdjęć oraz w Terchowej aby obcykać Janosika. Docieramy w końcu do celu tam po zajęciu kwater odbyciu upragnionego prysznicu ruszamy na miasto w celu spożycia posiłku. Rużenberok jak co roku w tym terminie obchodzi dni miasta co skutkuje imprezą na rynku i koncertem lecz my ruszamy pojeść a później do dobrze nam znanej i lubianej przez nas knajpki zwanej Nove Korzo po wypiciu tam piwka ruszamy na kwaterę spać.
Dzień trzeci 05-06-2010
Całkiem odmienny od reszty w planach niema żadnych gór ruszamy zwiedzić skansen ziemi Liptowskie po zwiedzeniu skansenu ruszamy w kierunku Liptowskiego Hradu niestety robimy tylko zdjęcia z daleka ponieważ znajduje się on na terenie Hotelu (pensjonatu) i obowiązuje zakaz wstępu. Pudelek poluje tam jeszcze na słońce aby obfotografować jakiś pomnik za ten czas Ja z Teresą siadam na ławce przy bajorku i oglądamy kaczki i rybki
Jak w końcu pudelkowi udaje się zrobić zdjęcia ruszamy do Liptowskiego Mikulaszu wcelu spożycia posiłku po długim poszukiwaniu miejsca z znośnymi cenami okazuje się ze dostajemy posiłek z mikrofali no cóż co mamy począć zjadamy co nam dali i wracamy do Różenberoka. Tu ponownie piwko na kwaterze i w miasto dojeść po zjedzeniu posiłku udajemy się do naszej ulubionej Knajpki gdzie jak w każdą sobotę organizowane SA koncerty tym razem akurat metalowe. Pudel i Ja bierzemy piwko a Tersa cole. Po opróżnieniu piwek i coli Teresa postanawia udać się na spoczynek, a my zostajemy jeszcze w knajpce wypijamy jeszcze ze 3 piwka i ruszamy na kwaterę, gdzie w lodówce czeka na nas kolejne piwko po opróżnieniu piwka i obejrzeniu „13 Dzielnicy” po słowacku udajemy się spać ( zapomniał bym wspomnieć pogoda tego dnia już idealna bez chmurki na niebie samo słońce co doprowadza mnie do szału biorąc pod uwagę pogodę jaką mieliśmy będąc w górach)
Dzień czwarty 06-06-2010
Tego dnia w planach mieliśmy odwiedzić Aquapark lecz patrząc na niebo nad nami i nad Małą Fatrę postanawiamy udać się ponownie na Veľký Kriváň. Tak wiec spożywamy śniadanko pakujemy wszystko do samochodu i ruszamy. Po drodze odwiedzamy jeszcze Hrad Likava gdzie bilety sprzedawała młoda ładna dziewczyna która nie wiadomo czemu się nas speszyła
tak wiec oglądamy zameczek i ruszamy dalej w drogę. Dojeżdżamy do Vratna a tam jak prawdziwa stonka Pudel w sandałkach Ja w adidaskach Teresa w półbutach bez plecaków i bez map z aparatami udajemy się do gondolki aby zobaczyć widoki które odebrała nam matka natura w czwartek i piątek ;P. Gondolą wjeżdżamy na Vytah – Horna Stanica i dalej pieszo w naszym stonkowym oporządzeniu w kierunku Krivania ( jak to mówią jak chcesz poznać wroga to zachowuj i ubieraj się jak on ) tym razem już z pięknymi widokami podziwiamy okolice wszystko to czego nie byliśmy w stanie dojrzeć wcześniej jak byśmy tam w ogóle nie byli robimy fotki podziwiamy i ruszamy w dół do gondolki. Tam postanawiamy udać się jeszcze na symboliczny cmentarz Ofiar Gór i tym akcentem zakończyć naszą wyprawę
Dziękuję za uwagę gratuluje dotarcia do końca relacji bo przypuszczam ze nie było to łatwe biorąc pod uwagę moje zdolności humanistyczne
Zdjęcia dodam jak tylko będę miał okazje
Z górskim Pozdrowieniem Kaper