Temat: Albo trafię albo się zgubię, czyli Gancarz na azymut :D
Grzechem byłoby przesiedzieć dzisiejszy dzień w domu, wybrałam się więc w "moje" górki. Żeby popołudnie trochę urozmaicić postanowiłam, że poćwiczę azymut (wiedzę bowiem w sobotę nieco odświeżyłam, tak myślę...
).
Ustawiam więc tę NRD-owską busolę na Gancarz i ruszam w górę
.
To co wskazuje w dużej mierze pokrywa się z tą trasą, którą zazwyczaj chodzę, nie zbaczam więc w jakieś chaszcze
, bo masochistką nie jestem
, tylko idę znaną mi ścieżką.
Na niebie piękny błękit. Buki i brzozy na jego tle wyglądają zjawiskowo.
Ponieważ nie ma śniegu można podziwiać różnego rodzaju grzyby saprofityczne rosnące głównie na pniakach lub martwych, powalonych drzewach np. piękne wrośniaki wywołujące przede wszystkim białą zgniliznę drewna,
wrośniak szorstki (Trametes hirsuta)
wrośniak różnobarwny (Trametes versicolor)
wrośniak garbaty (Trametes gibbosa)
albo czarną galaretowatą kisielnicę kędzierzawą (Exidia plana)
Las na Gancarzu to głównie buczyna, nie mogło więc zabraknąć bukwi. ![]()
W niższych położeniach jest jeszcze na krzakach sporo owoców dzikiej róży,
a pod bukami pięknie się zieleni mech płonnik.
Ze zwierząt obserwowałam jedynie sikorki bogatki, które swym śpiewem rozweselają „zimową ciszę”, jakiś podniebnych drapieżców i słyszałam gdzieś w głębi lasu kozła sarny.
Tak sobie kontemplując nie do końca uśpioną przyrodę i raz za czas zerkając na busolę
dochodzę do punktu, skąd mogę podziwiać te miejsca, które m.in. odwiedziliśmy w sobotę
.
Pozostaje już samo podejście na szczyt. ![]()
teksański miałeś rację – to co zastałam na szczycie było przerażające. Ci co spędzili tu noc sylwestrową zostawili wszystko co ze sobą przynieśli. Nie uszanowali nawet chleba … leżał na ziemi…
Jeszcze nigdy nie widziałam tam tylu śmieci
.
Pod obrazkiem zastawiam obraz tego co zastałam …
Na szczycie zabawiłam tylko chwilę, obraz po bitwie nie zachęcał do dłuższego pobytu
. Przez ten czas przewinęło się kilka osób idących od strony Leskowca.
Pora wracać. Ustawiam więc azymut na Rzyki Jagódki i postanawiam teraz być posłuszna busoli.
.
Zaczęło się od krzaczorów i małego chaszczingu,
powalonych drzew i jakiś dziur
No nic, najważniejsze, że schodzę w dolinę i po odpowiedniej stronie …
= dobrze, że wiem gdzie jestem i dokąd idę ...
Jak się okazuje marsz ten ma swoje plusy. Udało mi się trafić na nowe fajne miejsca, ładne widokowo, gdzie nigdy nie byłam. ![]()
para ? … ![]()
on i ona
![]()
Na koniec schodzę jakąś przekopaną leśną drogą prosto na pętlę autobusową w Rzykach Jagódkach.
Żeby sobie jeszcze nieco skrócić trasę zaglądam na „moją” storczykową łączkę, gdzie oczywiście storczyków o tej porze nie zobaczę, ale za to piękne ślady obecności dzików
. Mam nadzieję, że nie wykopały i nie zjadły wszystkich cebulek.
Do domu wróciłam po 15.00. Słońce rzucało już ostatnie promienie znad Klimaski.
Piękny, ciepły dzień tej zimy – fajny spacer
– zabawa z busolą przednia, nie wiem tylko czy nie popełniłam przy ustawianiu azymutu klasycznego błędu
…, ale skoro się nie zgubiłam…
![]()