Temat: Gerlach Drogą Martina
Dobre prognozy na weekend sprzyjają planowaniu toteż umawiamy się z kumplami, że idziemy na Gerlach popularną Martinką. Ten wariant drogi na najwyższy tatrzański szczyt od dawna chodził nam po głowach ale jakoś dotychczas nie wychodziło. Zawsze coś…Tym razem los nam sprzyja. Wyjeżdżamy dość wcześnie bo dzięki uprzejmości znajomego mamy załatwiony na 4.30 transport do Śląskiego Domu, dzięki czemu będziemy mieli spory zapas czasu i sił a zarazem mniejsze tłumy będą nam towarzyszyć w drodze. Zresztą późniejszą pora i tak nie wchodziła w grę z racji rezerwacji transportu wcześniej przez innych. To tylko wróży spore obłożenie na normalnej drodze na Gerlach i tłumy na szczycie.

Żleb Karczmarza


Mniej więcej o 5 rano ruszamy szlakiem w stronę Polskiego Grzebienia skąd bierze początek Droga Martina. Po drodze kompletne pustki, także na Wielickiej Próbie żywej duszy nie widać. Na razie…
W końcu docieramy na przełęcz. Jest tutaj kilka osób, które właśnie się szpeją z najwyraźniejszym zamiarem ruszenia w tę samą stronę co i my. Chwila postoju, szpejenie, baton na drogę i ruszamy jako ostatni w dalszą drogę. Ponieważ słońce jest jeszcze bardzo nisko to idąc cały czas w cieniu marzną nam ręce na potęgę mimo letniej pory. Zaczynam żałować, że nie zabrałem ze sobą rękawiczek. Dosyć szybko dochodzimy do Wielickiego Szczytu, z którego chwilę później zjeżdżamy korzystając z liny zostawionej przez poprzedników. Swojej nie bardzo chciało nam się wyciągać z plecaka więc ubłagaliśmy ludzi idących przed nami bo ją zostawili dla nas . Ci zgodzili się dość łatwo tym bardziej ,że w zamian zażyczyli sobie byśmy ja potem targali za nimi
. Oj, to nie przejdzie. Nie w smak nam nosić czyjeś graty toteż dość szybko doganiamy właścicieli, którzy odpoczywają przy Litworowym Szczycie. Oddajemy linę i dalej idziemy już sami.
Polski Grzebień ( kiedyś tędy biegła granica )
Widok na Małą Wysoką z Wielickiego Szczytu
Fragment Martinki




Litworowy Szczyt
Trasa zachwyca pięknem i urozmaiceniem terenu. Uwielbiam to. Pewna, sucha i solidna skała uprzyjemnia wspinaczkę w stosunkowo łatwym terenie. Kilka miejsc wymaga skupienia, uwagi i odporności na ekspozycje. Po jakimś czasie nareszcie doświadczamy pierwszych promieni słońca z czego chyba najbardziej cieszą się nasze przemarznięte dosłownie ręce. Dłuższy popas robimy na Zadnim Gerlachu, gdzie możemy chwilę wygrzać swoje kości i coś przekąsić. Z Przełęczy Tetmajera z ciekawością przyglądam się rozrzuconym na stoku szczątkom samolotu z ostatniej wojny. Ciekawe, że do tej pory ich nie uprzątnięto ale domyślam się, że pewnie celowo to zrobiono.
Wielicki Szczyt już za plecami
Fragment drogi za nami, w kierunku Polskiego Grzebienia
Dolina Wielicka

Lawinowy Szczyt ?? Hmmm...


Dużo szczytów na zachodzie ;D
Tudzież na wschodzie ;D



Grań Kończystej
Przełęcz Tetmajera oraz Gerlach w całej okazałości
Dolina Batyżowiecka
Na Zadnim Gerlachu

Przed nami ostatni fragment drogi Martina, który obejmuje wspinaczkę w kierunku grani szczytowej Gerlacha, na której to natykamy się na maleńki zator tworzony przez klientów idących z przewodnikiem. Trochę czekamy przez to ale w końcu udaje nam się wyminąć korek i po chwili już bez przeszkód meldujemy się na szczycie króla Tatr. Zgodnie z przewidywaniami wierzchołek Gerlacha okupuje istne mrowie luda, tak że prawie nie ma gdzie tyłka posadzić. Dosłownie. Trzeba uważać by się nie potknąć o czyjeś nogi albo plecak. Mnóstwo przewodników, klientów oraz wszelkiej maści innych ludzi. Nic tu po nas. Chwila na batona, kilka fot i zaczynamy schodzić do Doliny Batyżowieckiej. Jak na złość pakujemy się na ogon jakiejś słowackiej wycieczki z wodcą. Chcąc nie chcąc musimy cierpliwie dreptać za nimi. Wyminąć ich nie sposób. Przy okazji słowacki przewodnik wdał się z nami w przyjemną pogawędkę wypytując o szczegóły naszej trasy. Najwyraźniej jest pod wrażeniem naszego dobrego czasu przejścia, bo nie ukrywa zdziwienia, że już schodzimy. Tak dochodzimy do Batyżowieckiej Próby , gdzie wreszcie mijamy całą grupę po czym w miłej, sielankowej wręcz atmosferze dochodzimy do Batyżowieckiego Stawu. Tam rozwalamy bezczelnie nasze zwłoki tuż nad lustrem wody i w błogim lenistwie delektujemy się słoneczkiem tudzież widokiem co powabniejszych turystek
Od stawu schodzimy szlakiem w kierunku Tatrzańskiej Polanki gdzie parkuje nasz rumak. To był dobry i owocny dzień.
Zadni Gerlach
Szczątki samolotu z ostatniej wojny na zboczach Z. Gerlacha
W stronę głównego wierzchołka
Top ![]()

Dobrze widoczny Polski Grzebień
Na tle Tatr Bielskich, od lewej Świstowy Szczyt, Dzika Turnia, Mała Wysoka
Bradavica
Sławkowski
Lodowy Szczyt
Charakterystyczna Wysoka i Rysy w oddali
Hej, Krywaniu wysoki ![]()
Fragment grani Gerlacha

Wysoka z perspektywy Batyżowieckiego Żlebu
Batyżowiecki Szczyt, jeden z trudniej dostępnych tatrzańskich szczytów
Staw Batyżowiecki
Dolina Batyżowiecka
Kończysta
