Temat: Moja Droga do Santiago...
Moja Droga do Santiago...
Droga św. Jakuba ( Camino de Santiago) jest jednym z najważniejszych, chrześcijańskich szlaków pielgrzymkowych i pierwszym Europejskim Szlakiem Kulturowym. Istniejący od ponad 1000 lat szlak przeżywa w ostatnim dwudziestoleciu ogromny rozwój. Droga św. Jakuba to szlak określany mianem najpiękniejszej drogi świata i drogi życia.
Współczesny człowiek wyrusza na camino , by odnaleźć siebie , zatrzymać czas, spotkać Boga, odkrywać sens życia, „posprzątać” swoje wnętrze...Camino – to miejsce, gdzie uświadamiasz sobie jak niewiele potrzeba ci do szczęścia. Wystarczy Droga, która jest nadzieją i niewiadomą …oraz niebo nad głową. Nie troszczysz się o nic, cały dobytek nosisz na plecach, nie myślisz, co będzie jutro, za godzinę, za chwilę... Jesteś szczęśliwy i wolny. W twoim sercu jest pokój. Camino de Santtiago nazywane jest często droga życia – drogą na której wiele osób poszukuje odpowiedzi na nurtujące pytania dotyczące wiary i życia. Dlatego też na Jakubowy Szlaku spotyka się także osoby niewierzące, poszukujące wiary – osoby różnych ras, wyznań oraz w różnym wieku i wykształceniu.
Wędrowanie Drogą św. Jakuba to czas zadumy nad własnym życiem To czas na poznanie samego siebie, przemiany życia a także przełamania fizycznego i duchowego.
Popularne wśród caminowiczów zdanie: „to nie droga jest trudnością, to trudności są drogą” – doskonale oddają przesłanie Camino de Santiago. Na Drodze św. Jakuba nie brakuje również osób, które podejmują wyprawę do Santiago de Compostela wyłącznie z motywów poznawczych. Pomimo różnic kulturowych i wyznaniowych oraz barier językowych, caminowicze nawiązują wspaniałe przyjaźnie. Często można usłyszeć opinię że na Camino wyrusza się będąc „turystą”, a wraca „pielgrzymem”.
Pielgrzymowanie Drogą św. Jakuba to niesamowiten doświadczenie i niepowtarzalne rekolekcje w drodze.
Znakiem każdego pielgrzyma i caminowicza podążającego do Santiago de Compostela jest muszla przypinana najczęściej do plecaka. 
Moja przygoda z camino…
Wspólnie z 12-sto osobowa ekipą przeszliśmy trasę z Porto (Portugalia) do Santiago de Compostella w dniach od 02.08.2014-12.08.2014.
Pomysł wyszedł z inicjatywy ks. Tomasza Sroki, który pewnej niedzieli ogłosił możliwość udziału w pielgrzymce do Santiago. I tak się to zaczęło…Temat bardzo mnie zaciekawił, ponieważ kiedyś już o tym słyszałam, ale nie zagłębiałam się. Dopiero teraz zaczęłam czytać, szukać informacji i poczułam, że to jest to.. że chcę tam być. Taka okazja może nigdy się już nie powtórzyć.
Oboje z mężem mamy swoją pasję, którą są góry i to camino w pewien sposób można porównać do takiej wędrówki. Wiedziałam, że nie będzie łatwo przekonać Tomka, ale czułam że mi się uda
Kolejnym dylematem był nasz 5-cio letni syn- Miłoszek, który nigdy nie zostawał beze mnie dłużej niż jeden dzień. Mieliśmy dużo czasu na przygotowanie go emocjonalne i to też uczyniliśmy. Wiedział, ze nie jedziemy na wakacje i ze nie możemy go zabrać. Powiedział, ze codziennie będzie skreślał jeden dzień z kalendarza. To cudowny chłopczyk, taki dorosły
Cały rok podporządkowany był pod camino..Wszystkie wypady w góry kończyły się tematem-ciekawe jak to będzie, czy damy radę fizycznie.. cięgle odliczaliśmy z niedowierzaniem, że jeszcze pół roku, jeszcze miesiąc I w końcu nadszedł ten dzień…
„Już niedługo wyruszę w drogę. Staję przed Tobą ,Panie. Proszę Cię, abyś towarzyszył mi dzień w dzień…Żebyś był moim nauczycielem we wszystkim tym, co mi się przydarzy. Oddaję moją drogę w Twoje ręce. Zastanawiam się, co mnie czeka, w którym miejscu wyjdziesz mi na spotkanie, dokąd mnie poprowadzisz. Teraz wszystko to składam w Twoje ręce, Panie. W tych dniach będę czuł, że jesteś obecny w każdym moim kroku, nadając sens wszystkiemu, co mnie otacza…”
Pojawia się wzruszenie i niepewność jak to będzie.. Mam tyle wątpliwości i nadziei, tyle oczekiwań.. W domu zostawiam syna. Boję się jak on to przetrzyma, bo ja przecież muszę sobie poradzić. Oddaje to w ręce Boga, wiem że nam pomoze. Chcę już zacząć wędrówkę, wszystko inne zostawiam w tyle. Dom, pracę, rozkład dnia, ludzi z którymi stykam się na co dzień. Na szczęście jest ze mną mój kochany mąż
„Razem z drogą otwiera się przede mną okres pytań. Pytań na temat mojego życia, na temat związanych ze mną ludzi, na temat tego, dokąd zmierzam i co chcę osiągnąć. Pytań zwykłych, dotyczących codziennych spraw, ale być może również pytań głębszych, dotyczących Boga, sensu mojego życia.. W trakcie wędrówki będzie czas na zadanie sobie tych wszystkich pytań.”
PORTO
Pierwszy dzień w obcym kraju, próbujemy odnaleźć się w nowej rzeczywistości pośród nowych ludzi. Po przylocie do Porto celem jest znalezienie noclegu, co staje się bardzo trudne. Jednak wspólnymi siłami po długim czasie zatrzymujemy się u strażaków(bombaieros). Nocleg większości z grupy przypada na podłodze. Mnie udało się spać na łóżku
Tomek nie miał tyle szczęścia i spał na podłodze
Tam poznałam Ewę z Pragi, która już do końca wpisała się w moje camino. 
how to use print screen
W Porto zaopatrujemy się w paszport pielgrzyma-credencial i muszlę, którą przypinamy do plecaka.
online photo storage
Nie mogłam się doczekać rana, kiedy wyruszymy w drogę..
Poranek wita nas deszczową pogodą, mamy nadzieję, że to minie
Wyciągamy kurtki i ruszamy w drogę. Musimy dotrzeć do VILARINHO, czyli do pokonania jakieś 34 km.
picture upload sites
Droga mija na wspólnym poznawaniu się uczestników
Pogoda chyba chce nas przestraszyć, leje jak z cebra
Wszystko przemoczone, ale dajemy radę. Nie rusza nas to specjalnie. Pewnie gdybyśmy siedzieli w domu, to nikt z nas nie wybrał by się w taką pogodę nigdzie. Tu jednak jest inaczej
I nikt nie narzeka
to chyba magia camino.. Zatrzymujemy się w sklepie prowadzonym przez starsze małżeństwo, które zaskakuje nas gościnnością i zaprasza do środka, nie zwracając uwagi na kałuże pozostawione na podłodze
Tutaj możemy odpocząć, wypić kawę i posilić się. Otrzymujemy kolejną pieczątkę do Credencial’a (paszportu pielgrzyma). Nocleg mamy w albergue przy klasztorze
img host
. I co ciekawe śpimy na sali z Ewą
Mimo bariery językowej nawiązujemy wspólny dialog.
Uwieńczeniem każdego dnia była Msza Święta, która dodawała siły na następny dzień. Tym razem odprawiana była w pięknym klasztorze, innym razem pod palmą, na tarasie i tak codziennie w innej scenerii. Jak wiemy nie najważniejsze jest miejsce, ale wspólnota intencja. 
pic upload
Podczas wędrówki poznajemy się coraz bliżej, rozmawiamy albo i milczymy. Czasami idziemy w samotności, jednak po dotarciu do albergue spotykamy się na wspólnym posiłku.
Kolejnym etapem drogi jest Barcelos/Barcelinhos (ok. 21 km). Jak zwykle wyruszamy wcześnie rano żeby zdążyć przed otwarciem albergue, gdyż często jest tam ograniczona liczba miejsc.
Dziś towarzyszy nam słoneczko, które dodaje sił. Pan Jurek posiada doskonałą orientację w terenie, trzyma on przewodnik w ręce i mimo ze nie zna języka, świetnie porozumiewa się z Portugalczykami
Natomiast Siostra Wawrzyna potrafi wszystko załatwić u swojego „Szefa”
Basia posiada taką apteczkę, że pomoże na każdą dolegliwość
W końcu to chyba połowa jej plecaka
Z przodu zawsze idą chłopaki, tempo maja niezłe
Podziwiam Kubę „młodego” za całokształt, a Kubę „starszego” za wytrwałość-niesie plecak, który waży chyba tyle co on

image hosting over 10mb
A mój mąż szuka sensu.. i chyba dlatego często zostaje w tyle
Wiem, że jest i mogę spokojnie iść swoim tempem. Nie wiem dlaczego, ale nie czuje zmęczenia, nogi same mnie niosą, jestem szczęśliwa. Bałam się tej drogi..ze nie dam rady, ale codziennie ofiarowałam ja Bogu, każdego dnia w innej intencji. Czułam, ze muszę dać radę, ze nie ma wyjścia, że chcę. Po drodze mijają nas inni pielgrzymi, pozdrawiają-to też dodaje sił, czuć ich życzliwość i serdeczność. Uśmiechają się. 
images hosting
Po dotarciu na nocleg, postanawiamy pozwiedzać Barcelos. Idzie z nami pan Jurek i „starszy” Jakub. W Barcelos jest dom, w którym jak mówi legenda zdarzył się „Cud koguta”, co doprowadziło do tego ,że kogucik stał się symbolem narodowym Portugalii. Legenda mówi, że pielgrzym wędrujący do Santiago został oskarżony o kradzież, której nie popełnił. Został skazany na śmierć przez sędziego. Pielgrzym oświadczył, że jest niewinny i twierdzil, że o jego niewinności zaświadczy ożywienie upieczonego koguta.Sędzia jednak skazał nieszczęśnika na śmierć przez powieszenie i udał się do domu na obiad. Gdy zasiadł do stolu zdumiał się, gdy upieczony kogut przed nim zerwal się nagle i zapiał. Sędzia rzucil się na szubienicę gdzie odnalazł żywego pielgrzyma, bo pętla się nie zacisnęła, wszystko dzięki wsparciu Świetego Jakuba.
Wieczorem świętujemy urodziny Moniki. Jest z nami również Eva
Z rozmowy wynika, że podobnie jak ja interesuje się aromaterapią, ma przy sobie wiele olejków, którymi robi mi masaż stóp
Ciekawe jest to, ze w sumie się nie znamy, a czuję dobroć bijącą od niej.
„Wierzę, że droga którą idę
Jest Panie jedną z Twoich dróg
Zamykam oczy, żeby widzieć
Otwieram serce na Twój cud”
W życiu mamy wiele planów… Ciągle coś planujemy, dzień, tydzień itd. Na Camino ta perspektywa bardzo się zmienia. Często nawet nie jesteśmy w stanie zaplanować jednego dnia. Jak zareagujemy gdy nasze plany się nie zrealizują? Camino niejednokrotnie weryfikuje nasze zamiary. Bo czyż możemy przewidzieć lub zaplanować np. pogodę, stan zmęczenia, reakcję naszego organizmu? To dobrze, że planujemy, stawiamy sobie cele, ale najważniejsze jest otwarte serce na to co przyniesie Droga, na to co mnie dzisiaj spotka, nawet jeśli miałoby to się wiązać z rezygnacją z własnych wyobrażeń i całkowitym poddaniem się Drodze.
„Człowiek szepnął "Boże, przemów do mnie..
i ptak zaśpiewał...
ale człowiek nie usłyszał go.
Człowiek krzyknął "Boże, przemów do mnie!...
i grzmot przeciął niebiosa...
ale człowiek nie usłyszał.
Człowiek rozejrzał się wokół i powiedział
"Boże spraw, abym zobaczył Ciebie...
i gwiazda zabłysła na niebie...
ale człowiek nie zauważył tego.
Wtedy człowiek wykrzyknął "Boże, pokaż mi cud...
i narodziło się dziecko...
ale człowiek nie pojął tego.
Wtedy człowiek krzyknął w desperacji
"Boże, dotknij mnie i spraw abym poczuł Twoją obecność...
i przyszedł Bóg, i dotknął człowieka...
...lecz człowiek odgonił motyla.”
Przełomowym momentem dla mnie była droga do Ponte de Lima (ok. 40 km).
Większość pielgrzymów uważała ją za jedną z trudniejszych na szlaku, ale też i bardzo pięknych. Podzielam ich zdanie.
„Kiedy na drodze pojawiają się trudności, nie ma miejsca na uniki. Trzeba iść dalej i nie zawsze jest to łatwe. Panie nie pozwól mi się poddać, kiedy podczas wędrówki-albo w życiu-pojawiają się problemy…”
Wyruszamy wcześnie rano. Dziś często towarzyszy mi Siostra Wawrzyna, która staje się przewodniczką duchowa, można ją o wszystko zapytać. Nigdy wcześniej nie miałam kontaktu z zakonnicami, tyle spraw mnie nurtowało a teraz znalazłam odpowiedź.

„Droga zmienia cię. Zmienia cię fizycznie. Hartujesz się, przyzwyczajasz do niewygód, być może nawet odkrywasz, że jesteś silniejszy, niż ci się wydawało…Ale przede wszystkim następuje w tobie cała seria zmian wewnętrznych. Pojawiają się nowe cele i zamiary. Zaczynasz postrzegać w odmienny sposób swoje życie, które teraz, z perspektywy, łatwiej ci jest ocenić. Czy dostrzegasz coś konkretnego, w czym się zmieniasz?”
imagehost Z upływem dnia droga stawała się coraz bardziej uciążliwa, zmęczenie dawało znać o sobie. Mój mąż został gdzieś za mną, starał się uwiecznić w kadrze piękne widoki. Szłam coraz częściej z panem Jurkiem i Kubami z przodu. Dochodziła do nas Siostra i pojawiała się też Basia. Był czas na przemyślenia, refleksje.. Tak bardzo bałam się rozłąki z synem, a muszę przyznać, że stało się cos nadzwyczajnego…nie mogę powiedzieć, że nie tęskniłam bo myślałam o nim, ale nie cierpiałam z tego powodu , ze go nie ma przy mnie. Nie umiem tego opisać, nie wiem czy ktoś to zrozumie…Kiedy wyjeżdżaliśmy na jeden dzień w góry, to caly dzień myślałam o nim, tęskniłam, nie mogłam się doczekać kiedy go wezmę w ramiona, przytulę a tutaj była inna rzeczywistość. Wieczorem rozmawialiśmy przez telefon, opowiadał mi jak spędził dzień, pytał czy bola mnie nogi
Nie płakał, był dzielny. To niesamowite! Tyle czasu osobno. Natomiast kiedy dotarliśmy do Santiago i miał się zacząć dla nas czas odpoczynku, coś we mnie pękło i pojawiła się straszna tęsknota za Miłoszkiem. Do dzisiaj nie potrafię tego zrozumieć.. wiem ,że to Bóg tak sprawił, dał przetrwać drogę…
W drodze do Ponte de Lima gdzieś ok godziny 12.00 zatrzymaliśmy się na Aniol Pański, postanowiliśmy odpocząć w cieniu. Czułam, że stopy bardzo bolą. Zdjęłam skarpety i ujrzałam pierwsze pęcherze pod stopami, przekłułam igłą i przykleiłam plastry, bardzo bolało.. najgorzej było wstać i iść dalej, ale starałam się nie myśleć o bólu, wiedziałam że nie ma wyjścia. Do celu dotarłam ok godz. 14.00. Słońce grzało mocno. Teraz był czas na odpoczynek. Czekałam na mojego męża, który niebawem pojawił się. Mimo bólu i pierwszych zakwasów wieczorem poszliśmy na spacer podziwiać piękne krajobrazy.
To był cudowny dzień, pokazał że człowiek jest w stanie wszystko pokonać mimo słabości. Trzeba tylko zaufać…Z sentymentem wracam do tego dnia.
how to use print screen
Kolejnym etapem jest RUBIAES (ok. 20 km). Droga z Ponte de Lima do Rubiaes jest bardzo piękna i w większości z dala od wiosek, prowadzi przez szczyt jednej z gór, wejście na góre jest kamieniste i wąskie. Po drodze zatrzymujemy się w albergue na kawie, która przerodziła się w obfite śniadanie
Właściciel z pochodzenia-kanadyjczyk okazał się bardzo serdecznym człowiekiem. Udostępnił nam kuchnię i produkty dzięki którym mogliśmy najeść się do syta za przysłowiowe donativo („co łaska”). Siostra Wawrzyna od razu poczuła się jak u siebie (na co dzień pracuje w kuchni) i przyrządziła pyszna jajecznicę dla wszystkich chętnych
Po pysznym śniadaniu i kawusi, pozmywałam naczynia w dowód wdzięczności za gościnę. Oczywiście gospodarze protestowali, ale ja robiłam swoje
Tego dnia również towarzyszyło nam słońce. Po przyjściu do albergue, opatrzeniu ran, robiliśmy jak każdego dnia pranie, które na takim słonku w mig było suche. Mieliśmy do dyspozycji leżaki, które pozwoliły relaksować się na łonie natury. Tutaj spotkaliśmy znowu parę z Chorwacji z którymi poprzedniego dnia również dzieliliśmy wspólną drogę. 
picture uploading
VALENCA, stare miasto otoczone murami pochodzenia rzymskiego, leżące na lewym brzegu rzeki Minho- to następny cel naszej wędrówki.
image post
„Teraz ze spokojem myślę o bliskich. O tych wszystkich ludziach, którzy towarzyszą mi w życiu. Niekiedy nie mam czasu, żeby zainteresować się ich sprawami. Dziś przeglądam w pamięci ich imiona, ich twarze. Proszę Cię, Panie, abyś pozwolił mi uświadomić sobie ich problemy, ich niepokoje i pragnienia. Dziś modlę się za nich, prosząc Cię, abyś wziął ich w opiekę i żebyś im błogosławił.”
Mamy czas na zwiedzanie. Brama potężnych murów zaprowadziła nas na plac małego miasteczka, otoczony licznymi wąskimi, brukowanymi uliczkami, biegnącymi wzdłuż murów. Rozciąga się stąd piękna panorama miasta. W uliczkach liczni turyści, okupujący sklepiki z pamiątkami. Słoneczko przygrzewa, jest cudnie
Dziś w albergue dostąpił nas zaszczyt
mamy osobny pokój z łazienką

free adult image hosting
Wyruszamy do PORRINO (ok. 18km). Żegnamy Portugalię, przesuwamy zegarki o godzinę do przodu i wkraczamy do Hiszpanii m. Tui. Z daleka widoczna jest katedra i stare miasto. Pogoda nas nie rozpieszcza, pojawia się mgła i zaczyna padać.
Jak nam podpowiedziała Eva, miasto Tui związane jest z objawieniem Św. Łucji w dn 13 czerwca 1929 r. Ujrzała tajemnicę samej Trójcy Przenajświętszej i usłyszała:
"Przyszła chwila, w której Bóg wzywa Ojca Świętego, aby wspólnie z biskupami całego świata poświęcił Rosję memu Niepokalanemu Sercu, obiecując ją uratować za pomocą tego środka". Szczególna więź duchowa połączyła ją z "Papieżem trzeciej tajemnicy" - Janem Pawłem II, który uważnie wsłuchał się w przesłanie Matki Bożej z Fatimy i starał się spełnić wszystkie Jej życzenia.
Na szczycie wzgórza stoi piękna katedra (XI-XIII wiek) w stylu romańskim i gotyckim.
Nie było nam dane zobaczyć jej od środka, gdyż byliśmy tam wcześnie rano. Pogoda nie pozwalała żeby zaczekać. Może następnym razem..:-) Idziemy dalej.. Nasza siódemka jest nierozłączna,(pan Jurek ,Kuby, siostra, Basia i ja z mężem) wspieramy się nawzajem, rozśmieszamy się a czasami idziemy w samotności obok siebie. Podobnie jak w życiu…Ta droga jest właśnie odbiciem życia.
„Boże dziękuję Ci za tych wszystkich ludzi, których kocham i którzy mnie kochają. Są jak deszcz podlewający ziemię…To moi bliscy…uświadamiam sobie, że nie jestem sam na drodze. Że na drodze jesteś Ty. I że jest na niej wielu innych ludzi, którzy są częścią mojego codziennego życia.”
W końcu docieramy do schroniska, bardzo dużo pielgrzymów, ciężko z noclegami ale udaje się. Nie można nikomu zarezerwować miejsca, trzeba być osobiście. Robimy zakupy w Lidlu i wieczorem urządzamy sobie małą ucztę. Jest i taniec „brazylijski”
.




Kolejnym etapem drogi jest REDONDELA (ok 16 km) – miasto położone w północno-zachodniej Hiszpanii, nad zatoką Vigo. Nie pamiętam zbyt wiele z tego dnia. Wiem, ze cały dzień padał deszcz. Po dotarciu do albergue i krótkim odpoczynku wybraliśmy się nad zatokę, mieliśmy nadzieję, że niebo rozchmurzy się

upload imagem
„Droga to wspaniała metafora życia. Tak jak i w życiu mamy tu punkt wyjścia, odległość do przebycia oraz metę. Po drodze zaś dzieją się rozmaite rzeczy. Zdarzają się dobre i złe dni. Radości i smutki. Choroba, zmęczenie, radość, zaskakujące krajobrazy, spotkania z ludźmi, którzy pozostawiają w nas trwałe ślady, oraz z innymi, których drogi krzyżują się z naszą niemal bez echa. Myślę teraz o moim życiu i zastanawiam się, na jakim etapie drogi znajduję się w tej chwili…”
Opuszczamy Redondela i zmierzamy w kierunku PONTEVERDA (ok 16km).
Pontevedra to miasto w północno-zachodniej Hiszpanii, położone nad zatoką Pontevedra .
„Za najcenniejszy relikt przeszłości uważa się kompleks klasztorny Franciszkanów, datowany na XIV-XV w.”, Można w nim podziwiać ogromne witraże we wczesnogotyckim prezbiterium oraz figury świętych w bocznych ołtarzach ubrane w naturalne materiały. Nie daleko można zobaczyć półokrągły kościół matki Bożej Pielgrzymującej, Igreja de Virgin Peregrino. Jej figura w głównym ołtarzu przedstawia Panią ubraną w pielgrzymi płaszcz, na glowie charakterystyczny kapelusz św. Jakuba z odwiniętym nad czołem rondkiem, przypiętą muszlą, a w prawej ręce trzyma kij pielgrzymi z tykwami.
Podczas naszego spaceru, natknęliśmy się na hiszpańską fiestę. Ulicami maszerowały rzesze ludzi, eksponujące swą radość na wszelkie nie zawsze etyczne sposoby. Można było zauważyć jak wiele młodych ludzi naocznie piło alkohol. Rażący był widok dyskoteki urządzonej na dziedzińcu klasztoru, porozrzucane butelki, młodzież pijana. Zderzenie dwóch rzeczywistości-za drzwiami powaga i modlitwa, na zewnątrz rozpusta. 
pic hosting
Jeśli czujesz, że nie jesteś sam na świecie, jeśli wszystko dziś przemawia do ciebie
-i przydrożne kamienie,
i gwiazdy migoczące na niebie,
i tańczące w powietrzu świetliki,
i królujące w głębinach ryby-
jeśli wiatru szum słyszysz
i nasłuchujesz brzmienia ciszy,
raduj się!
Bowiem wędruje z tobą miłość,
Miłość jest twojej drogi towarzyszem,
Twoim bratem…
Raduj się
Jeżeli masz setki powodów do zycia,
Jeśli budzisz się i pragniesz śpiewać i krzyczeć,
Helder Camara
CALDAS DEL REIS (ok 23km) to następny etap drogi. Miasto słynie z rzymskiej fontanny, z której woda gwarantuje zamążpójście w ciągu roku. Wystarczy łyk wody
Miasto jest znanym uzdrowiskiem słynącym z wód termalnych.
Nasza droga zbliża się ku końcowi. Wiele spraw zostało przemyślanych, do innych nabrało się dystansu…Jesteśmy coraz bliżej celu. .czuję podekscytowanie

upload gif from url
image hosting 12mb
Przedostatni etap to PADRON (ok 19km). Nazwa miasta pochodzi od hiszpańskiego słowa padrón – głaz, kamień, do którego miał przycumować statek wiozący ciało św. Jakuba.
Po drodze mijamy wzgórze na którym jest Santiguino Monte. W tym miejscu jak głosi legenda, nauczał Apostoł, jest tam figura Apostoła nauczającego. Co roku w Jego Święto od fontanny Carmen idzie procesja wspinając się po 150 schodach.
„Jeszcze jeden dzień-kolejne kilometry, wzniesienia, chwile radości i inne, być może trudniejsze momenty. Jeszcze jeden dzień…Oddycham głęboko…Pragnę poczuć Cię blisko siebie. Ty jesteś Bogiem, który nieustannie przerzuca mosty między sobą a moim życiem i który zaprasza mnie, żebym przeszedł na drugą stronę, żebyśmy się spotkali. Jesteś Bogiem, który wkracza na moją drogę, który wychodzi mi na spotkanie. W drogę!”
image sharing
Katedra w SANTIAGO DE COMPOSTELA-uwieńczenie naszej wędrówki. Jest jedną z najważniejszych świątyń pielgrzymkowych, miejsce docelowe drogi Świętego Jakuba. „Miejsce spoczynku Św. Jakuba Większego jednego z dwunastu apostołów, uczniów Jezusa Chrystusa.„Katedra w Santiago de Compostela jest jedną z największych dzieł architektury romańskiej w Hiszpanii i najważniejszych świątyń w średniowieczu. Bogata w liczne dzieła sztuki, przede wszystkim romańskiej rzeźby, takie jak Puerta de las Platerias (Brama Złotników), czy Pórtico da Gloria (Portal Chwały). Inną osobliwością katedry jest Botafumeiro – wielka kadzielnica o ponad 700-letniej historii. Zawieszona jest na sklepieniu, na skrzyżowaniu naw.”
Wyruszamy wcześnie rano żeby zdążyć na Mszę Świętą, która odprawiana jest w południe dla pielgrzymów, którzy dotarli do Santiago w ciągu ostatniego dnia. To jest nasz ostatni a zarazem najważniejszy cel. Chcemy złożyć nasz trud przed ołtarzem i przedstawić intencje, z którymi przyszliśmy. Zbliża się koniec pewnego rozdziału, ale również początek czegoś zupełnie nowego, ale w tej chwili nie to jest najważniejsze. W głowie przewijają się myśli jak to będzie kiedy staniemy u drzwi katedry…czuję adrenalinę… tyle dni czekałam na ten moment…jakie to wzniosłe…i wzruszające…jestem…dałam radę!
„Oto jesteśmy o krok od celu. Początek drogi został daleko w tyle, a wszystkie związane z nią przeżycia kłębią się w pamięci, w sercu, ciąża w zmęczonych już nogach. Dzięki Tobie wiele się nauczyłem. I przede wszystkim, szedłem z Tobą. Jesteś słowem w mojej ciszy, światłem moich dni, siłą moich kroków. Proszę Cię, abyś po raz kolejny wyszedł mi na spotkanie..
Koniec drogi jest pełen treści, gdyż zawiera wszystkie kolejne kroki, które mnie tu doprowadziły. Dobre i złe chwile.”
Pan Jurek do końca jest wspaniałym przewodnikiem-dzielnie prowadzi nas do celu.
Ostatnie kilometry to marsz bez odpoczynku, przez rozrzucone wokół miasta dotarliśmy na szczyt Monte do Gozo, wzniesienia unoszącego się nad Santiago. Stąd można było zobaczyć miasto, do którego szliśmy przez ten czas. Przez przedmieścia dotarliśmy do starego miasta, kierunek wskazywały muszle wmurowane w bruk uliczny. Mijali nas ludzie zdążający w tym samym kierunku. Przez bramę Santiago weszliśmy na stare Miasto, następnie przeszliśmy przez długą, mroczną bramę i wyszliśmy na szeroki plac, wypełniony ludźmi. I wtedy naszym oczom ukazała się katedra. Niesamowite uczucie...było to ok godz. 11 (12.08.2014). Doszliśmy sześcioosobową grupą (Tomek-mój cudowny mąż, ja, Pan Jurek, Siostra Wawrzyna, Basia Kuba „młodszy”, i Kuba „starszy”), wiedzieliśmy, że pan Gienek jest blisko-wielki szacunek dla niego. Przez wcześniejsze dni raczej szedł bardziej z tyłu, chyba po to żeby nabrać sił i teraz nas wszystkich zaskoczyć I udało mu się
Stoimy na placu, wokół słychać rozmowy w obcych językach, chcemy otrzymać compostelę-certyfikat potwierdzający przejście Szlaku Św. Jakuba.. ale nie wiemy gdzie się ruszyć.. Nie znamy języka
Wszystkie osoby, które mogłyby nam pomóc, zostały daleko w tyle. Szkoda, ze nie udało się trzynastoosobową grupą wejść do Santiago…
Czas szybko biegnie, zastanawiamy się co zrobić…Siostra Wawrzyna modli się.., nagle ktoś z naszej grupy ( nie pamiętam kto) usłyszał polski głos i poczuliśmy, że ktoś jednak czuwa
Okazało się, ze była to Polska wycieczka autokarowa z przewodnikiem, który chętnie zaprowadził nas do biura obsługującego przybywających do miasta. Ale tutaj kolejny problem, bardzo długa kolejka po compostelę, jakieś dwie godziny czekania, a do Mszy jeszcze niecałe 40 minut
nie poddajemy się, liczymy na cud..i znowu doświadczamy czegoś nadzwyczajnego- z biura wychodzi pani albo pan ( nie pamiętam) i pyta czy jesteśmy grupą, jeśli tak to zaprasza nas do środka
Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę
Wypełniamy formalności, chcemy od razu załatwić compostelę Panu Gienkowi, ale nie da się, bo nie jest fizycznie z nami. Prosimy panią, żeby zaczekała, ze jest już blisko…,ale czas ucieka. Pan Jurek i wnuk Kuba decydują się wyjść przed dziadka i po niedługim czasie wracają w trójkę
Wszystko załatwione. Udajemy się do katedry, jednak nie możemy wejść z plecakami, musimy znaleźć przechowalnię bagażu. Pomaga nam w tym pan Gienek, który wskazuje miejsce. Tyle przygód po drodze, ale w końcu przemierzamy progi katedry, serce bije jak szalone.., że to już ten dzień, ta chwila… Jesteśmy w środku, nie można opisać emocji towarzyszących, radość miesza się ze wzruszeniem...w środku coś jakby pęka..
Tradycyjnie przed rozpoczęciem odczytano listę tych, którzy doszli w ciągu minionego dnia, z narodowościami i miejscami z których wyruszyli.
Kulminacyjnym momentem uroczystości było zakończenie. Przed ołtarzem pojawiło się siedmiu mężczyzn w brązowych płaszczach. Jeden z nich odwiązał potężny sznur, na którym wisiała, w centralnej części katedry, wielka kadzielnica. Inny mężczyzna przyniósł naczynie żarzących się węgli, przewodniczący ceremonii biskup podpalił kadzidło. Cała siódemka zaczęła ciągnąć linę i już po chwili kadzidło szybowało pod sklepieniem, a zapach dymu wypełnił świątynie. Chyba każdy z nas czekał na tę chwilę i nikt z nas nie wymarzyłby sobie lepszego zakończenia pielgrzymki.
how to print screen on pc
upload gambar 
upload images free 
„Skończyło się. Już po wszystkim. Powoli droga odchodzi w przeszłość…Ale to nie koniec, lecz zaledwie początek tego wszystkiego, co ma teraz nadejść”
Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną w tej Drodze...
"Trzeba iść dalej,
wyjść poza wątpliwości i cienie,
poza strach i śmierć.(…)
Trzeba iść dalej,
z szeroko otwartymi oczami,
żeby odkryć żywego Boga
-przyjaciela, chleb i słowo-
Wychodzącego nam na spotkanie.
W drogę więc…"
Jose Maria R. Olaizola
A teraz coś dla Ciała…
„FISTERRA - to niewielkie miasteczko w połnocno-zachodniej Hiszpanii, położone na półwyspie o takiej samej nazwie. Dawniej miejsce to uważane było za najdalej na zachód wysunięty punkt kontynentalnej Europy (Cabo Fisterra), błędnie pomijając Przylądek Roca w Portugalii. Niegdyś to właśnie tutaj kończyła się słynna Droga św. Jakuba (szlak pielgrzymkowy do katedry w Santiago de Compostela). Miejsce to określane bywało także często mianem Krańca Ziemi (finis terrae). Tradycja kończenia pielgrzymek właśnie tu pozostała po dziś dzień, jednak tylko niewielu pątników decyduje się na dalszą wędrówkę poza Santiago de Compostela.
Na okolicznej plaży zawsze zbierano muszle w celu potwierdzenia odbycia pielgrzymki, a także palono zużyte w jej czasie buty. Dziś na pamiątkę tamtych czasów na skale nad brzegiem oceany stoi symboliczna niewielka rzeźba przedstawiająca But Pielgrzyma.
Fisterra to jeden z najpiękniejszych odcinków całego hiszpańskiego Camino. Góry i nadmorskie klify, zielone lasy i jałowe pustkowia, średniowieczne mosty i małe wsie.
Tam właśnie spędziliśmy jeden dzień na błogim odpoczynku
Urzekła nas plaża pełna dużych białych muszli. Leniuchując na słońcu, zbierałam myśli… układałam to wszystko w głowie, co przeżyłam. Jeszcze tam wrócę…

Bibliografia: "Modlitwy Pielgrzyma" Wydawnictwo WAM
Ostatnio edytowany przez Marzena (2015-04-03 18:03:20)































































































