Temat: Doliną Zieloną Gąsienicową na Kościelec
"Wyzłocone słońcem szczyty
Już różowo w górze płoną,
I pogodnie lśnią błękity
Nad pogiętych skał koroną.[...]"
/Adam Asnyk/
Po afrykańskiej spiekocie na Malcie należało powrócić w góry
. Stęskniłam się bowiem za nimi bardzo
. Niestety upały właściwie do teraz Polskę nie opuściły. Ucieczka w góry to najlepsze, co można przy takiej pogodzie było zrobić. Nawet woda w niektórych rzekach całkowicie już wyschła. Spędzanie więc czasu nad wodą właściwie też nie wchodziło w rachubę. Zresztą w Małym prawie każdy jeszcze cieknący strumyk czy potok jest oblegany, zwłaszcza w weekendy. ![]()
Lipiec i sierpień to pora kwitnienia wierzbówki kiprzycy, niesamowicie dekoracyjnej rośliny. Tworzy ona w górach niepowtarzalne różowopurpurowe kompozycje.
Na Kościelec ruszamy z Hali Gąsienicowej późnym popołudniem, ok. godz. 17.00. Powód ? Raz, żeby upał mniej doskwierał, dwa, żeby uciec przed przewalającymi się tłumami turystów. Nie lubię obijać się o przechodzących ludzi.
Troiśniak zaczyna powoli tracić wodę.
Zatrzymuję się nad częściowo zarośniętym turzycą dzióbkowatą Litworowym Stawkiem, po którym pływają kaczki krzyżówki. Pstrągi wyskakują nad powierzchnię wody i łapią owady. Można bez końca się im przyglądać.
Cel wycieczki jest jednak inny, trzeba więc ruszać dalej
.
Nad strumykiem w Kotlinach focę piękne wysokogórskie ziołorośla: żółtą nawłoć alpejską z tojadem mocnym. Natura najlepiej zna się na kontrastach, a ponoć kontrasty, tak jak przeciwieństwa, się przyciągają
.
Woda w Zielonym Stawie cudownie mieni się turkusowymi odcieniami.
Uroku dodają jej srebrzyste odblaski promieni słońca.
Wygłodniałe pstrągi są tak przyzwyczajone do turystów, że wystarczy, że podejdzie się do brzegu, żeby przypłynęły.
Po chwili spędzonej nad wodą, wspinamy się wyżej.
Z tej perspektywy góra nie wydaje się znowu taka straszna … ![]()
A im bardziej się do niej podchodzi tym zbocza stają się łagodniejsze ![]()
Spomiędzy skał wychylają się do słońca dzwonki karpackie. ![]()
Po lewej mijamy malowniczy Kurtkowiec, po prawej Czerwone Stawki.
Teraz kierujemy się w stronę )( Karb.
Stąd już Kościelec wygląda prawie jak stół …
Na Karbie robimy sobie mały odpoczynek na widoczki, picie i coś słodkiego.
Widok na Mały Kościelec.
Słońce nie dokucza już tak jak przed wyjściem na szlak. Praktycznie nie ma już wielu turystów. Jeden tylko podchodzi, a kilkoro schodzi ze szczytu. Ponieważ było sucho, wspinanie nie sprawiało problemów.
Jest wprawdzie kilka miejsc, gdzie trzeba było się nieco wbić w skałę, żeby się wspiąć. Moim zdaniem można by ubezpieczyć je jakimś łańcuchem. Bezpieczniej i pewniej wychodziłoby się jak i schodziło, zwłaszcza przy śliskiej nawierzchni. Zachodnie stoki Kościelca to w dużej mierze gładkie płyty.
Widoczki z góry w blasku zachodzącego słońca - robiły wrażenie. ![]()
Z lewej Dwoisty Staw
Czarny Staw Gąsienicowy
Żółta Turnia
Im wyżej tym piękniej ![]()
Na sam szczyt musiałam się trochę wdrapywać.
Warto było !!!
Na górze cisza, zero wiatru, przyjemnie ciepło i jesteśmy, jak się okazuje, sami.
Ostatnie 3 schodzące osoby minęliśmy tuż pod szczytem. Długo jednak nie zabawiliśmy, ponieważ chcieliśmy zejść jeszcze przed zapadnięciem zmroku. Niemniej podziwiania zachodu słońca z Kościelca sobie nie podarowaliśmy. ![]()
Widok na Kozią Dolinkę
Zeszliśmy do doliny po zapadnięciu zmroku. Drogę oświetlała nam niebieska pełnia księżyca wyłaniająca się znad Kościelca – niesamowity widok !
Czy można chcieć czegoś więcej … ?
![]()
Dziękuję bardzo Staszkowi za wspólne zdobywanie ponoć jednego z ładniejszych tatrzańskich szczytów
. Było mi dużo raźniej wspinać się pod czujnym okiem doświadczonego górołaza.
Wg Karłowicza to właśnie cyt. „tylko z Kościelca widoczne są wszystkie bez wyjątku Stawy Gąsienicowe”. To prawda !. Miałam okazję się przekonać
.
Ostatnio edytowany przez nena (2015-08-18 18:36:28)

