Temat: Od chatki do chatki … słowackie łazikowanie.
„I cóż te Tatry mają tak cudownie przyciągającego do siebie, że się za nimi tęskni, jakby za ukochaną osobą? Jakaż siła zwabia tam ludzi najrozmaitszego zatrudnienia, usposobienia, płci i wieku? Uczeni, badacze przyrody, artyści, poeci, miłośnicy pięknej natury dążą do Tatr jakby do skarbnicy dziwów, a wracają stamtąd owiani urokiem niepojętym dla tych, co tam nie byli.”
/Walery Eliasz/
Pomimo tego, że pogoda zapowiadała się w kratkę postanowiliśmy ruszyć w Tatry Słowackie. Niestety tego lata strasznie trudno zaplanować sobie kilkudniowy wypad w góry.
W planach mieliśmy 3 dni wędrówki. Z domu wyjechaliśmy w duchocie i palącym słońcu. We wsi Wróblówka przed Czarnym Dunajcem wjechaliśmy w potężną burzę z taką zlewą, że świata nie było widać. Przez chwilę zastanawialiśmy się nawet, czy nie zawrócić … .
.
WTOREK 26 lipca 2016
Samochód zostawiamy w Zakopanem i korzystamy z usług polsko – słowackiej linii autobusowej STRAMA. Okazuje się, że autobus o 15:15, na który czekaliśmy jeździ tylko od. 1.10. do 16.10. Kolejny był za godzinę
. Z Zakopanego ruszyliśmy ok. 16:30. Na miejsce startu – przystanek przy parkingu Kežmarské Žĺaby – Biela voda dotarliśmy ok. 17:30.
Nie padało, ale była duża wilgotność i jak na wieczór bardzo ciepło. Łomnica i Kieżmarskie Szczyty próbowały się przebić przez mgłę.
Ruszamy z parkingu żółtym szlakiem w kierunku Chaty pri Zelenom plese. Tu mamy dzisiaj nocować. Dzwonimy upewnić się, czy możemy liczyć jeszcze dziś na schronienie. Mamy zapewnione miejsce na poddaszu na materacach, a jak zdążymy doczłapać do godz. 21:00 to i gorący prysznic na nas poczeka
.
Wg szlakowskazu do chaty mamy jakieś 3 godz (626 m przewyższenia). Spotykamy wracających turystów, w tym sporo rodzin z małymi dziećmi. Szlak żółty prowadzi wzdłuż Białej Wody Kieżmarskiej a później Zielonego Potoku, których głośny szum towarzyszy nam cały czas podczas podejścia. Nie wymaga praktycznie żadnego wysiłku. Równolegle do niego prowadzi ścieżka rowerowa, aż do samego schroniska nad Zielonym Stawem Kieżmarskim.
Pomimo tego, że trochę nam się śpieszy, udaje mi się uchwycić piękne białe bystrza i baniory z krystalicznie czystą wodą oraz kilka leśnych ziołorośli, których intensywny zapach unosił się w dusznym wieczornym powietrzu.
bodziszek łąkowy
kwitnący łopian pajęczynowaty
dzwonek pokrzywolistny
Chociaż sam szlak technicznie nie sprawia żadnych trudności, z powodu dużej wilgotności w powietrzu, idzie się ciężko. Na plecach mamy też dosyć ciężkie plecaki. Mijamy Rzeżuchową Polanę i Salviovy Prameń (Zimną Studnię) – 1200 m n.p.m. Jest tu obudowane źródełko i fajna wiata. Kiedyś w tym miejscu stał pensjonat. Tu żółty szlak odbija nieznacznie w lewo, a towarzyszący mu do tego miejsca niebieski w prawo, w kierunku Białego Stawu.
Planowo mieliśmy tu zrobić postój na coś ciepłego, jednak martwią nas niewyraźne pomruki „z nieba” i coraz to bardziej duszne powietrze. Nie zatrzymujemy się więc, tylko idziemy dalej. Dochodzimy do Kovalcikov’ej polany (1226 m n.p.m).
Na mostku, mijamy ostatnich schodzących turystów. Dalej szlak jest kręty i bardziej kamienisty, znaczniej pnie się pod górę.
Na niebie zbierają się coraz ciemniejsze chmury. Zaczyna częściej i głośniej grzmieć.
Jatki – grzbiet znajdujący się w głównej grani Tatr Bielskich
Do schroniska mamy jeszcze jakieś 1,5 godziny. Gdzieś na wysokości 1350 m dopada nas burza i kolejna w tym dniu zlewa. Nie możemy się już schronić niestety w samochodzie. Nie da się iść, ponieważ buty szybko przemakają. Musimy czekać jakieś dobre pół godziny. Do schroniska docieramy w deszczu, kwadrans przed 21:00. Zdążyliśmy jeszcze wziąć prysznic (gospodarze czekali
) i upichcić sobie coś ciepłego. W nocy już nie padało. Na niebie pojawiły się nawet gwiazdy. Przyjemnie było położyć się w ciepełku na wygodnym materacu. Poddasze było prawie całe nasze.
Oprócz nas nocowała tu jeszcze dwójka turystów. Rano pyszne śniadanie - wypasiony szwedzki stół. Ciepła domowa atmosfera. Bardzo miło będę to schronisko wspominać.
.
ŚRODA 27 lipca 2016
Środa wita nas piękną słoneczną pogodą. Już od rana jest gorąco. Wyspani i najedzeni ruszamy dalej. Przedtem jednak mały postój na fotki przy Brnčal’ce i Zielonym Stawie Kieżmarskim. Dzień wcześniej nie udało się nic zobaczyć, teraz trzeba to sobie zadośćuczynić. ![]()
od lewej: Niżna Czarna Galeria, Czarny Szczyt, Czarny Kopiniak, Czarne Czuby, Kołowy Szczyt, Jastrzębia Turnia, Wielki Jastrzębi Ząb, a w dole Dolina Jastrzębia
Czarny Szczyt
od lewej: Mały Kieżmarski Szczyt, Złota Turnia, Wyżnia Złota Kazalnica, Durny Szczyt, Mały Durny Szczyt i Spiska Grzęda
Durny Szczyt, Mały Durny Szczyt
z lewej Spiska Grzęda, z prawej Barani Mnich
od lewej Kozia Kopka, Kozi Mnich, Kozia Turnia i Rzeżuchowe Turnie
Po „ochach” i „achach” czas w drogę. Idziemy czerwonym szlakiem tzw. Tatrzańską Magistralą na Rakuski Przechód (Sedlo pod Svišťovkou) 2023 m n.p.m. Przewyższenie ok. 480 m. Na dole szlak biegnie wśród kosówki, obok niedużego Czarnego Stawu Kieżmarskiego. Za chwilę rozpoczniemy jednak dłuuuugie i mozolne wspinanie pod górę, wzdłuż Lendackiego Żlebu.
Czarny Staw Kieżmarski
Podchodzenie idzie nam mozolnie. Ale za to im wyżej tym piękniej.
Jatki
dzwonek wąskolistny
omieg kozłowiec
Porostowy zawrót głowy ![]()
Po jakimś czasie schronisko zostaje głęboko w dole.
Wg czasu na mapie, powinniśmy ten odcinek pokonać w 1 h. To zdecydowanie przesadzone dane. Nam zajęło wspinanie znacznie więcej czasu. Przyczyniły się do tego m.in. ciężkie plecaki i z godziny na godzinę coraz to większa wilgotność powietrza i duchota. Trzeba było częściej przystawać i odpoczywać.
Na przełęcz wyszliśmy wczesnym popołudniem. Niestety w chwili wejścia niebo zasnuło się chmurami, a szczyty mgłą. Zaczęło nawet lekko kropić, mocniej powiało.
Nie zostajemy więc dłużej tylko schodzimy do Łomnickiego Stawu. Tuż po zejściu z przełęczy zaczyna pogrzmiewać. Czyżby powtórka z dnia poprzedniego … ? Teraz szlak robi się mniej przyjemny. Trawersuje grań biegnąc po rumowisku skalnym. Niestety wiele głazów jest niestabilnych. Trzeba uważnie stawiać kroki. I tak do samego Skalnaté’go plesa.
Gdzieś w połowie drogi zaczyna grzmieć i padać. Dochodzimy zmoknięci do stacji kolejki przy Łomnickim Stawie. Pijemy piwo i zastanawiamy się, co robić dalej. Deszcz na przemian pojawia się i zanika, ustępując miejsca słońcu. Nic nie wskazuje jednak na to, żeby coś się miało dziś zmienić, wręcz przeciwnie, kłębiące się nad szczytami czarne chmury nie wróżą nic dobrego. Do Téryho chaty jeszcze kawał drogi… .
Łomnicki Staw (Skalnaté pleso)
Obserwatorium astronomiczne nad Łomnickim Stawem
Wykorzystując przerwę w deszczu idziemy coś przekąsić nad Łomnicki Staw obserwując przejeżdżający nad naszymi głowami tam i z powrotem czerwony wagonik kolejki. Nad Łomnicą raz gęste chmury raz słońce, ale widać to „kolejkowiczom” nie przeszkadzało.
W końcu musieliśmy coś postanowić, tym bardziej, że znowu zaczęło padać. Zdecydowaliśmy przerwać wycieczkę i wrócić tu za kilka dni, kiedy pogoda się poprawi. Zjechaliśmy kolejką do Tatrzańskiej Łomnicy, a stąd autobusem STRAMY wróciliśmy do Zakopanego.
Jak się okazało, była to dobra decyzja. Następnego dnia pogoda się całkowicie załamała. Padało mocno i bez przerw.
c.d.n.
Ostatnio edytowany przez nena (2016-08-12 21:16:45)