Ogarnąłem "kuwetę"
Tak do poczytania przy popołudniowej kawie, bo sypie cały dzień i ...... wychodzić się nie chce.....
A zapowiadało się tak fajnie….
Spotkamy się, pogadamy, nawodnimy, zjemy coś itd. Itp….. ale po ostatnim chatkowaniu na Potrójnej, już nic nie będzie tak samo…., skończył się pewien okres w życiu i już nie wróci…… dobrze że Ziemia jeszcze obraca się we właściwym kierunku, choć nie dużo brakowało by zmieniła swój spin…. a to za sprawą wody w stanie gazowym, czyli „pary”, w różnych izotopach: izotop młodzieżowy – czyli „rapa para, rapa para….” oraz izotop ciężki czyli „ko-para”.
Te hasła i ta nuta którą przytoczył Staszek, towarzyszyły nam na spotkaniu cały czas, śmiechu było co nie miara, „rapapara rapapara” rządzi…. Ale od początku….
Jak to Jola napisała… „ino prowde godać…” no to „bydzie prowda…..”, a czy pierwsza, druga czy trzecia, to już oceńce sami
…. Bo to wiecie… są 3 prowdy…. 
Dojeżdzam na Przełęcz Kocierską, tam czeka już Jola, Ala, Staszek, Darek ….. miejsca na parkingu sporo, no to parkuję gdzie mi wygodnie…. ale,ale… właśnie dowiaduję się że jesteśmy Celebrytami a ci parkują pod kamerami. Całkiem mi to spasowało więc pospiesznie przeparkowuję auto. Droga na Potrójną przebiega na śmiechach i chichach i opowieściach z mchu i paproci, i zleciała bardzo szybko.

Troszkę pizga, chmury przykryły zachodnią stronę, ale i tak jest pięknie….

Po tym pięknym zachodzie, zachodzimy do chatki. Dwie silne grupy pod wezwaniem już okupują okoliczne ławki, ale co..., dla celebrytów miejsce się nie znajdzie? Zajmujemy przytulny kącik skąd mamy wszędzie blisko i zaczynamy chatkowanie i spożywanie dóbr wszelakich….. w tym spierniczonego piernika, który nie był tak spierniczony jak się nazywał, bo smakował WYBORNIE

Część oficjalna chatkowania przebiegła wg ustalonego oddolno-odgórnie harmonogramu:
Pkt 1) toast za nieobecnych….

Pkt 2) drugi toast za tych co nie mogli….

… i na tym zakończyła się burzliwa część oficjalna obrad prostokątnego stołu
Dodam, że toasty (z uwagi na powagę sytuacji i dochodzące dźwięki zza rogu) wznosiliśmy nie byle czym…. a przepyszną miętówką (PS. przepis poproszę
)
Jak wiadomo wszystkim, celebryci nie jedzą kiełbasek z gara, czy innej patelni…. Prawdziwy celebryta, taki „pełną gębą” celebryta, je tylko smażone na wolnym ognisku w zimowej scenerii i po zmroku.…..
Tak też się stało….

Oczywiście celebryckie kiełbaski wymagały dokładnego sprawdzenia….

Ogień pełzał pięknie dopiekając kiełbaski. Pogasiwszy czołówki zrobiło się tak pięknie, nastrojowo….


Z tego wszystkiego, nawet pozwoliliśmy się podpiąć pod celebryckie ognisko silnej grupie pod wezwaniem, a co… niech se też upieką….
Czas udać się na konsumpcję…. Nie jest to prosta sprawa, gdyż na celebryckie kiełbasony popyt jest wielki. Obawiając się napadu, postanowiliśmy utworzyć orszak zabezpieczający, i gęsiego po wydeptanej ścieżce, krok po kroczku, sprawdzając tyły i przody udaliśmy się do chatki.



Broniliśmy kiełbasek dość zaciekle przed „silną grupą“ zza rogu, za co w odwecie „silna grupa“ raczyła nas nieustannie piosenką o „koparze“ i że było dużo pary….. „rapapary…”
Niestety, „silna grupa” nie była tak silna, i około 01:00 poszła spać
Jak się jest na Potrójnej, a szczególnie w chatce, nie sposób ominąć wschodu słońca. Ze wstawaniem nie było problemu, gdyż około 6:00 „grupa” (nie mylić z „silną grupą”) wstała i miała ambitny plan przejść przez Leskowiec bodajże do Wadowic…. Do łazienki znów kolejka, ale my jesteśmy Celebryci, i wybieramy zawsze dobre lokum… Łazienkę mieliśmy za ścianą i udaje się „wstrzelić” między „grupowiczów”
Na Potrójnej jesteśmy przed wschodem. Zaczyna świtać…..



O zjawiskach na niebie pisał już Staszek, więc tylko parę fotek. Zachodzący od prawej wał fenowy miałby przysłonić wschodzik? Nie nie nie nie….


Czekamy, czekamy i …..

JEST !!!




-6 stopni mrozu robi robotę….



Wróciliśmy na śniadanko do chatki, nie utrwało dobrej chwili, a tu w drzwiach zjawia się Kisiel, przynosi „coś dobrego”…. i jak tu „się rozejść”


Niestety na mnie już czas… „silna grupa” dopiero się budzi i wita „rapaparą” ….. ta nuta będzie mnie długo prześladować….
Zbieram się do wyjścia, i podążam w kier. Przełęczy Kocierskiej. Rzut oka na szczyt Potrójnej…. Ktoś tam chodzi….. Dalszy bieg wypadków to już znamy…. Szkoda że nie zaczekałem …..






Podsumowując, super bardzo udane spotkanie, jednak to my celebryci rządziliśmy i tak trzymać !!!!
Myślę że nie tylko ja jestem takiego zdania.
Oczywiście „silną grupę” pozdrawiam
Do następnego …. Namioty jak najbardziej…
