Temat: Spacerkiem do Wielickiego Ogrodu (Kvetnicy)
Dolina Wielicka nie jest duża, ale bardzo urokliwa. To jedna z mniejszych dolin w Tatrach Słowackich. Swoją nazwę wzięła od miasteczka Wielka na Spiszu. Żałuję, że tego dnia pogoda nie była do końca pewna. Pomimo gorącego dnia, niebo raz po raz zasnuwało się chmurami i robiło się chłodno. Szczyty tonęły wtedy we mgle i odsłaniały się tylko na moment, kiedy ukazywało się słońce. Szkoda, bo marzył mi się Polski Grzebień i Mała Wysoka, ale nie wyszło. To znaczy, że jeszcze kiedyś tam muszę wrócić
.
Jako, że Staszek miał w Dolinie Wielickiej trochę do zrobienia, a pogoda niepewna, dostajemy się pod Śląski Dom samochodem. Oszczędzamy przy tym sporo czasu i zbędnego dreptania asfaltem. Po drodze praktycznie nie ma się czym zachwycać, więc nie ma też czego żałować. Samochód zostawiamy w centrum Tatrzańskiej Polanki. Przesiadamy się do innego auta i drogą asfaltową udajemy się aż pod samo Wielickie Schronisko. Dwupiętrowy hotel górski Śląski Dom, który stoi nad Wielickim Stawem jest jak dla mnie brzydki i nie pasuje do całej górskiej scenerii. Na dodatek ceny są tam mocno wygórowane. Z górskim schroniskiem nie ma on raczej już nic wspólnego. My jednak nie zamierzamy tu nocować, więc za bardzo nas to nie interesuje.
Po zaparkowaniu ruszamy w górę. Jako pierwsza rzuca mi się w oczy Wielicka Siklawa, wodospad na Wielickim Potoku, bardzo ładny, aczkolwiek o tej porze średnio zasobny w wodę. Zresztą Wielicki Staw również lekko „wyschnięty”.
No i oczywiście … Gerlach ! Śląski Dom położony jest u stóp Gerlacha. Z tego miejsca nie wydaje się wcale, że jest to najwyższy szczyt Tatr.
Owszem cały masyw Gerlacha robi wrażenie, ale niemniej imponująco prezentują się np. Granackie Baszty (Granátové steny) należące do Granatów Wielickich, z Rogatą Turnią - ok. 2420 m n.p.m., ich najwyższym szczytem.
Skąd nazwa „granaty” ? Nad Wielicką Siklawą jest ogromna wanta. Nazywają ją Mokrą Wantą lub Granatnicą. Ściana ta przyciągała od dawna geologów. Odkryto w niej bowiem kryształy granatu - minerału z gromady krzemianów, przezroczystego, o różnej barwie. Najczęściej spotykane są odcienie granatu barwy pomarańczowoczerwonej do fioletowoczerwonej. Ze ściany Granatnicy wyłupywano niegdyś te minerały. Przypisywano im właściwości magiczne i lecznicze. Kamienie wykorzystywano również w jubilerstwie. W XIX w. okruchy skał z granatami można było kupić w schronisku.
Mokra Wanta rzeczywiście jest mokra. Spływa z niej stale woda, dlatego skały wokół i kamienie leżące na przebiegającym obok niej szlaku, są mokre.
Jest również ospitowana.
Od Śląskiego Domu udaliśmy się szlakiem zielonym, wzdłuż Wielickiego Stawu w górę.
Szlak wiedzie tu kamiennymi „schodkami” lekko pod górę. Minęliśmy Wielicką Siklawę i dotarliśmy do niemal płaskiego tarasu dolinnego, a dokładnie do Wielickiego Ogrodu tzw. Ogrodu Wahlenberga lub Kvetnicy. Miejsce to szczególnie urokliwie wygląda ponoć w lipcu. Zgodnie z nazwą, Kvetnica usłana jest wówczas feerią barw kwitnących letnich roślin górskich. Tak że, to kolejny powód, żeby tu kiedyś przyjechać w lipcu
. O tej porze większość roślin była już przekwitnięta. Gdzieniegdzie można było zobaczyć jeszcze resztki wierzbówki kiprzycy, dziurawca, starca gajowego i dzwonka wąskolistnego. Zupełnie przekwitły już modrzyk górski, miłosna i ciemierzyca zielona.
Na łące jest dosyć obszerna młaka, rodzaj torfowego stawu (Kvetnicowé Pliesko). Robimy sobie nad nim mały postój.
Tutaj Panowie naukowcy zajmują się swoimi sprawami, a ja rozsiadam się wygodnie u stóp samego „tatrzańskiego króla”. We mgle, to znów w słońcu, podziwiam okolicę potwierdzając słowa Ludwika Zejsznera : Krajobraz jest tu już inny: „Wirchy, przy pierwszym jeziorze wznoszące śmiało czoła pod niebiosy, tu widocznie zmalały – nie poznajemy ich prawie, iżby to były też same olbrzymy”. Dokładnie, z tego miejsca nie wydają się aż tak wysokie
, szczególnie Gerlach, pod którym praktycznie siedzę …
.
Pogoda z minuty na minutę się pogarsza. Mgła coraz bardziej zasnuwa szczyty. Wyżej nie ma co iść. Widoczność marna. Nawet deszcz możliwy.
Wracamy.
W drodze powrotnej wypatruję świstaków, których gwizdy cały czas słyszę. Są!
Po raz pierwszy udało mi się je zobaczyć
. Tłuścioszki wygrzewały się w słońcu
. Trzeba mieć dobry wzrok, żeby je wypatrzyć wśród skał. ![]()
Schodzimy do Śląskiego Domu i zjeżdżamy tą samą drogą do Tatrzańskiej Polanki.
Nocleg mamy w Starej Leśnej, w fajnym akademickim hoteliku
.
Liczę jutro na lepszą pogodę ... ![]()
Ostatnio edytowany przez nena (2018-08-30 11:34:47)