Temat: W krainie ognia i lodu
Warto mieć marzenia i je spełniać.
. Okoliczności świata sprawiły, że w lipcu tego roku udało mi się zrealizować jedno z nich - odwiedzić Islandię. Program 8 dniowego pobytu naszej grupy w ramach programu Erasmus+ był bardzo napięty, obejmował szkolenia i wyjazdy w teren. Udało nam się zmieścić w nim wiele ciekawych atrakcji przyrodniczych zachodniej, południowej i południowo - zachodniej części tej niesamowicie oryginalnej wyspy.
Pierwszą informację o Islandii podał zamieścił żeglarz Pyteasz z Massali (IV w. p.n.e.), który podczas jednej ze swoich podróży natrafił na wyspę leżącą na północ od Brytanii. Nazwał ją Thule. Jeśli chodzi zaś o mieszkańców, to pierwsi osiedlili się tu prawdopodobnie iryjscy mnisi, którzy przywędrowali z Irlandii w poszukiwaniu miejsc na pustelnie, kolejnymi byli Wikingowie.
Islandia jest bardzo młodą wyspą pochodzenia wulkanicznego. Położona jest w północnej części Oceanu Atlantyckiego, na skrzyżowaniu dwóch grzbietów oceanicznych Środkowoatlantyckiego i prostopadłego do niego progu łączącego Islandię z Grenlandią i Wyspami Owczymi. W strefie tej zachodzi proces spreadingu czyli rozsuwania się jednych z największych płyt litosfery, tj. Północnoamerykańskiej i Euroazjatyckiej w tempie około 19 mm/rok (Einarsson 2008 za Harasimiuk 2018). W miejsce rozchodzenia się płyt wdziera się magma, powodując rozrost skorupy oceanicznej i dna oceanicznego w wyniku czego wyspa stale rośnie.


Kilka fajnych animacji, które obrazują proces.
Wyspa prawie w całości zbudowana jest ze skał pochodzenia wulkanicznego z wyraźną przewagą bazaltów. Jest jednym z najbardziej aktywnych wulkanicznie regionów na Ziemi. Na jej obszarze jest około 140 wulkanów, z czego ponad 50 było aktywnych w okresie zasiedlenia wyspy. Często się mówi, że Islandia to wyspa ognia i lodu, ponieważ zrodzona została z magmy, a wyrzeźbiona przez lodowce i rzeki. Lodowce powstały na niej z uwarunkowań klimatycznych. Południowa część wyspy leży w zasięgu klimatu umiarkowanego chłodnego morskiego, a na północy panuje już klimat subpolarny. (Andrzejewski 2018)
Do samego końca nie byliśmy pewni, czy z powodu obostrzeń związanych z pandemią, uda się nam w ogóle wylecieć i jak będzie wyglądała sama podróż. Z tego powodu musieliśmy dodać dodatkowo dwa dni do naszego wyjazdu, w razie jakiś niespodziewanych problemów na lotnisku.
DZIEŃ 1 - PRZYLOT
Lecieliśmy ze stolicy z przesiadką w Kopenhadze, a następnie już bezpośrednio na lotnisko Keflavik na Islandii.
Nad Warszawą
Podwieszany Most Øresundsbron o długości 7845m rozciągający się nad Cieśniną Sund między duńską Kopenhagą a szwedzkim Malmö.
Dotarliśmy w godzinach popołudniowych. Pomimo tego, że tuż przed naszym wyjazdem zniesiono obowiązek szczepień i tak przy każdej odprawie żądano od nas unijnego certyfikatu COVID. W przypadku braku szczepienia trzeba by było obowiązkowo poddać się kwarantannie lub samoizolacji, albo przeprowadzić dodatkowe badania lekarskie na zlecenie władz miejscowych. W naszym przypadku, przy tak krótkim pobycie, w ogóle takie rozwiązanie nie wchodziło w rachubę. Najdokładniej sprawdzono nas na lotnisku w Keflaviku, przed wjazdem na wyspę.
Islandia powitała nas właściwą dla niej pochmurną i wietrzną pogodą. Z lotniska autobusem podjechaliśmy pod sam Hotel Oddsson. Hotel bardzo ładny, znajduje się w niedalekiej odległości od centrum miasta, jest nowy i ciekawy, ponieważ bez recepcji i praktycznie też bez „widocznej” obsługi.
Meldujemy się samodzielnie za pomocą otrzymanego wcześniej kodu.
Byliśmy zmęczeni całym dniem podróży, która rozpoczęła się już o 2 w nocy, tymi wszystkimi kontrolami, odprawami itd., dlatego po krótkim rekonesansie naszego obiektu noclegowego z przyjemnością położyliśmy się do łóżek w przytulnych, ciepłych pokoikach.
DZIEŃ 2 - REJKJAVIK
Kolejnego dnia mieliśmy wolne, więc postanowiliśmy zwiedzić stolicę. Recepcyjne mapki i foldery oraz GPSy w telefonach bardzo się przydały. Ponieważ jesteśmy wprawieni w pieszych wycieczkach, poznawanie Rejkjaviku na piechotę nie stanowiło dla nas żadnego problemu.
Jest to najlepszy sposób dotarcia do miejsc mało znanych i uczęszczanych.
Zaczęliśmy od górującej nad miastem potężnej betonowej bryły katedry ewangelicko - luterańskiej Hallgrímskirkja. Swoją nazwę wzięła od imienia islandzkiego poety i duchownego luterańskiego Hallgrímura Péturssona.
Ciekawy projekt świątyni, nawiązujący kształtem do bazaltowych kolumn, charakterystycznych dla islandzkiego krajobrazu formacji skalnych, został powierzony najwybitniejszemu islandzkiemu architektowi Guðjónowi Samúelssonowi. W całym kraju stoi jeszcze kilka obiektów jego autorstwa.
Na placu przed świątynią stoi pomnik Leifa Erikssona, wikinga, który jest uważany za pierwszego odkrywcę Ameryki. Pomnik jest prezentem od USA.
Wystrój wnętrza świątyni jest niesamowicie surowy i skromny. Doliczyłam się tylko dwóch obrazów, jednego kolorowego witraża i pięknych organów. Zostały wykonane w Niemczech, mają 5275 piszczałek, z których najdłuższa ma aż 10 m.
Reykjavík jest najdalej na północ wysuniętą stolicą na świecie. Miasto jest nieduże zarówno pod względem powierzchni (273 km2) jak i liczby mieszkańców (nieco ponad 131 tys.). Ciągle się rozbudowuje. Sprawia wrażenie małego miasteczka, a jest największym miastem wyspy. Spacerując w dzień powszedni z dala od centrum, spotyka się tylko pojedynczych ludzi.
W architekturze islandzkich miast przeważają kolory czarny, szary i biały, czasami czerwony oraz niebieski. Mają się kojarzyć z lawą, lodem, morzem i ciągle szarym niebem.
. Zapewne nawiązują też do barw narodowych. Chociaż na pierwszy rzut oka może się wydawać to zbyt monotonne i przygnębiające, to trzeba przyznać, że jest to osobliwe i ma swój urok. Stare budownictwo komponuje się ładnie z nowoczesną architekturą miast.
Po zwiedzeniu katedry ruszyliśmy w stronę najbardziej znanej i uczęszczanej ulicy w mieście - Laugavegur.
Optymistycznego akcentu sprawiającego, że człowiek się od razu uśmiecha, dodają pomalowane na kolorowo ulice, place, ciekawe murale, graffiti, mnóstwo kwiatów kwitnących na klombach, skwerach i przydomowych ogródkach.
Jest coś dla miłośników tęczy ![]()
Instrukcja wiązania krawatu … ![]()
Można pograć w klasy, albo pobiegać po mieście na krótkim dystansie. ![]()
Nigdzie nie widziałam tak dorodnych i wielkich nagietków, bodziszków, maków i innych roślin kwiatowych
, jak tu, na Islandii. Czyżby sprzyjała im gleba wulkaniczna ? ![]()
Trzeba sobie jakoś rozweselać pochmurne dni, ponieważ tych całkowicie bez chmur w całej Islandii jest średnio 10-20 w roku. Zdarzają się także lata, gdzie pada nawet przez 225 dni. O bardzo zmiennej pogodzie na Islandii decyduje ścieranie się mas powietrza o odmiennych cechach. Najczęściej wieją tu bardzo silne wiatry, pada obfity deszcz oraz śnieg. Kierunek wiatru decyduje o pogodzie na danym obszarze. Cieplejsze wiatry z południa przynoszą wilgoć, a więc opady w części południowej wyspy, zaś w części północnej jest w tym czasie sucho i panują nieco wyższe temperatury niż na południu. Z kolei wiatry z północy przynoszą pogodę chłodniejszą i deszczową w tamtej części wyspy, a cieplejszą i suchą na południu. (Andrzejewski 2018).
Podczas spaceru niejednokrotnie trzeba było wyciągać z plecaka kurtkę, pelerynę czy czapkę, żeby po chwili ponownie je schować.
Na ulicy Laugavegur były rzeczywiście największe tłumy. Tu toczy się życie całej stolicy, zwłaszcza po zmroku, gdy otwierane są bary, restauracje, kluby i puby. Jest tu też najwięcej sklepów.
Powałęsaliśmy się trochę po centrum, zaglądaliśmy do sklepów, po czym udaliśmy się w kierunku nabrzeża.
Im byliśmy bliżej zatoki, tym wiatr wiał silniej i robiło się coraz zimniej. Trzeba było ubrać czapki, a nawet rękawiczki.
W tym momencie przydałby się islandzki sweter lopapeysa zrobiony z wełny tutejszych owiec. Kosztuje sporo i na dodatek niesamowicie „gryzie”. Każdy Islandczyk obowiązkowo taki posiada. A będąc już przy owcach … W Islandii żyje około 900 tysięcy owiec. To jest ponad dwa razy więcej niż ludzi. Baranina obok ryb to główny składnik islandzkich dań. Znana na świecie jest islandzka zupa z jagnięciny. Ponoć mięso młodych jagniąt jest nasycone aromatem ziela tymianku, które owce spożywają na pastwiskach, dlatego ma niepowtarzalny smak.
Islandzkie swetry z wełny owczej - lopapeysa
Owce na Islandię zostały przywiezione przez pierwszych osadników z Norwegii, ze względu na ich wełnę i mięso, które pozwalały na przeżycie surowych warunków panujących na wyspie. Przejeżdżając przez wyspę niejednokrotnie widzieliśmy pasące się na stokach wulkanicznych wzniesień malutkie jak obłoczki owieczki.
Bo rasa ta nie należy do dużych.
Nad Zatoką Faxa, w starym porcie stoi ogromna szklana bryła Harpy, islandzkiej opery i orkiestry symfonicznej. Budynek powstał w ramach rewitalizacji nabrzeża. Stary port miał zyskać nowy, światowy wygląd. Kryzys finansowy w 2008 r. pokrzyżował Islandczykom plany i udało im się z całego projektu ukończyć w całości ten budynek. Szkło na nim jest wielowarstwowe i w promieniach słońca mieni się kolorami. Przypomina wyglądem wielką bryłę lodu. Mieści salę koncertową, centrum konferencyjne i pawilony wystawowe. Odbywają się tu też najważniejsze imprezy kulturalne np. festiwale.
Za budynkiem Harpy podziwialiśmy zatokę i port.
Mocno przemarznięci opuściliśmy nabrzeże by wspiąć się na niewielkie wzgórze Öskjuhlíð (61 m n.p.m.), znajdujące się po przeciwległej stronie miasta.
Na jego szczycie stoi Perlan, charakterystyczny budynek z przeszkloną kopułą widoczną z wielu miejsc w mieście.
Jest to budowla hydrotechniczna, w której znajduje się 6 zbiorników magazynujących zapasy wody geotermalnej dla Reykjaviku. Żeby połączyć przyjemne z pożytecznym postanowiono do niej dobudować kopułę z tarasem widokowym i restauracją , a we wnętrzu budynku urządzić multimedialne centrum dla mieszkańców stolicy. Można tu obejrzeć ciekawe wystawy z ekspozycjami dotyczącymi flory i fauny Islandii. Miejsce to często odwiedzają mieszkańcy miasta, zwłaszcza rodziny z dziećmi, ale również turyści.
Ciekawym miejscem w mieście jest jeszcze park miejski z Jeziorem Tjörnin, dosyć licznie odwiedzany zarówno przez mieszkańców, jak i turystów. Jezioro ma zaledwie 0,5 m głębokości. Zamieszkuje je ponad 40 różnych gatunków ptaków, kaczki, edredony, gęsi, łabędzie i mewy. Na znajdującej się na środku jeziora małej wysepce gniazdują kaczki.
Nad jeziorem stoi m.in. Galeria Narodowa (na zdjeciu po prawej), Fríkirkjan í Reykjavík - Wolny Kościół Luterański (obok Galerii narodowej), budynek Uniwersytet Islandzki oraz postmodernistyczy budynek ratusza, który swoją konstrukcją z powodu braku miejsca wszedł w jezioro, zasypując je częściowo. Filary na południowej ścianie wychodzą z wody, a nocą gdy są podświetlone, ciekawie wyglądają.
Podczas spaceru po uliczkach Reykjaviku znaleźliśmy też katolicką świątynię. Katolików na Islandii jest jedynie 3,5 %.
Na miasto wychodziliśmy podczas naszego pobytu jeszcze kilkakrotnie, tak że wyjeżdżając mogliśmy powiedzieć, że znamy Reykjavik prawie jak własną kieszeń
i moglibyśmy zatrudnić się jako przewodnicy. ![]()
DZIEŃ 3 - SZUKAMY WIELORYBÓW
Kto by nie chciał zobaczyć z bliska wieloryba w jego naturalnym środowisku ? . Okazuje się, że nie jest to wcale takie łatwe, nie zawsze się udaje, ale warto próbować.
Zimne wody północnego Atlantyku są bogate w plankton i przyciągają mnóstwo gatunków wielkich ssaków wodnych np. humbaki, orki, kaszaloty, płetwale karłowate i delfiny. To także raj dla ptactwa morskiego: maskonurów, mew, głuptaków, flumarów, burzyków, rybitw, wydrzyków i wielu innych.
Pogoda w trzecim dniu wyjazdu popsuła nam nieco humory. Od samego rana padał dosyć rzęsisty deszcz, było zimno i wiał wiatr. Udaliśmy się ponownie do starego portu, by stamtąd statkiem wyruszyć na trzygodzinny rejs po Zatoce Faxa połączony z obserwacją wielorybów. Zatoka znajduje się pomiędzy półwyspami Snæfellsnes i Reykjanes. Taką atrakcję trzeba ja sobie odpowiednio wcześniej wykupić, ponieważ w danym dniu może zabraknąć na nią biletów. Nas kosztowała ok. 80 Euro. Płynęliśmy z firmą Elding. Jest to rodzinna firma, która organizuje nie tylko rejsy z obserwacją wielorybów ale również inne wycieczki przygodowe np. obserwacje ptaków czy zorzy polarnej. W czasie rejsu można liczyć na pomoc przewodnika w j. angielskim, który cały czas ciekawie opowiada i informuje o pojawiających się zwierzętach. Fajne jest też to, że po rejsie można na stronie firmy znaleźć z niego relację ze zdjęciami klikając na odpowiednią datę i godzinę.
Przed rejsem zwiedziliśmy na pokładzie statku wystawę poświęconą wielorybom.
Mimo niesprzyjającej obserwacjom pogody, mieliśmy szczęście, ponieważ udało nam się zobaczyć płetwala karłowatego, delfiny białonose z młodymi oraz mnóstwo ptaków morskich, które przez cały czas nam towarzyszyły.
Bywa, że z powodu złych warunków pogodowych rejsy są odwoływane. Wtedy firmy zapraszają ponownie w innym dniu lub o innej godzinie. Falowanie statku i deszcz utrudniał, a momentami w ogóle nie pozwalał też na robienie zdjęć czy kamerowanie. Jednak liczą się bardziej niezapomniane przeżycia
.
Porządnie zziębnięci i przemoczeni, deszcz i zacinający nim wiatr zrobiły swoje, postanowiliśmy z portu na piechotę, żeby się rozgrzać, wrócić do hotelu.
Po powrocie do hotelu włączyliśmy w pokojach kaloryfery, żeby wysuszyć mokre ubrania.
DZIEŃ 4 - W TUNELU LAWOWYM
Dziś tak naprawdę zaczęło się nasze erasmusowskie szkolenie. Organizatorem kursu na Islandii była hiszpańska firma NTR - NEW TEACH RESOURCES. Jej przedstawiciel Ignacio Quesada, pełen temperamentu jak przystało na Hiszpana, był jednocześnie naszym trenerem i opiekunem na cały czas pobytu na wyspie. Do niego dołączyła przesympatyczna Erla, z rodu i kości Islandka. Woziła nas swoim mercedesem po wyspie, była profesjonalnym kierowcą
, wspaniałym przewodnikiem i opiekunem, wiele się od niej można było dowiedzieć o życiu na Islandii. Chyba lepiej nie mogliśmy trafić
. Wspaniali ludzie i organizacja całego kursu.
Erla i Inyaki
- nasi trenerzy, przewodnicy i opiekunowie
Islandczycy to twardzi ludzie, od dzieciństwa związani z morzem, oswojeni z wulkanami i trzęsieniami ziemi, przyzwyczajeni do długich białych nocy w lecie i ciemności w zimie. Uważani są za jeden z najsympatyczniejszych i najbardziej gościnnych narodów Europy. Z początku mogą się wydawać nieco zdystansowani wobec obcych, jednak przy bliższej znajomości okazują się wspaniałymi, ciepłymi i gościnnymi osobami. Są dosyć jednolitym pod względem narodowościowym społeczeństwem. Z tego powodu stali się interesującym obiektem badań genetyków. Obecnie żyje ich na wyspie jedyne 344 tys. Co ciekawe, największą grupę imigrantów w tym kraju stanowią Polacy. W 2019 r. przekroczyliśmy liczbę 20 000. Przyjeżdżamy tu nie tylko ze względów turystycznych, ale przede wszystkim w poszukiwaniu dobrze płatnej pracy. Możemy to potwierdzić, ponieważ prawie w każdym odwiedzanym przez nas miejscu natknęliśmy się na przynajmniej jednego Polaka
. Zatrudnienie Polacy znajdują głównie w gastronomii, hotelarstwie i budownictwie. Ciekawe badania związane z zatrudnieniem Polaków na Islandii prowadziła dr Anna Maria Wojtyńska, mieszkająca tam na stałe. Zainteresowanych odsyłam do poniższego wywiadu z nią na ten temat.
Liczba Polaków w Islandii przekroczyła 20 000 osób
Dawniej Islandczycy zamieszkiwali w małych rodzinnych wspólnotach, osadach rolniczych lub wioskach rybackich. Jedne od drugich oddalone były często o wiele kilometrów. Zajmowali się głównie rybołówstwem, hodowlą owiec i koni. Do dzisiaj rybołówstwo pozostało ważnym sektorem gospodarki kraju. Osady miejskie zaczęły się rozwijać dopiero końcem XVIII w. Pomimo tego, że Islandia jest najrzadziej zaludnionym krajem Europy (nieco ponad 3 osoby na km2), to należy do jednych z najsilniej zurbanizowanych krajów świata. Niemal 94 % społeczeństwa żyje w miastach, w tym najwięcej w stolicy. O tym jak trudno jest tu znaleźć osadę ludzką przekonaliśmy się przemierzając busem bezkresne dzikie pustkowia. (Harasimiuk 2018)
W dniu czwartym zwiedziliśmy z przewodnikiem jeden z dłuższych tuneli lawowych na Islandii - Raufarhólshellir.
Jeszcze do niedawna można go było zwiedzać bez biletu i przewodnika, jednak zniszczenia m.in. bazaltowych nacieków i zanieczyszczenia w postaci dużej ilości śmieci, jakie pozostawili po sobie pseudoturyści spowodowały, że z obawy przed całkowitą utratą cennego geologicznie obiektu, na pewien czas go zamknięto i przystosowano do ruchu turystycznego. Jednak tym razem już za opłatą i z obsługą przewodnika. Przed wejściem trzeba założyć obowiązkowo kask i zapalić latarkę. Można zabrać sobie kijki. W dniu zwiedzania pogoda nam niestety nie sprzyjała. Od rana padał deszcz. Było mokro, ślisko, cały czas na głowę spadały krople wody.
W kilku miejscach znajdują się prześwietlenia (świetliki), którymi wpada do jaskini światło słoneczne. Powstały na skutek zawalenia się stropu tunelu.
Tunel leży pod ogromnym polem lawy, ma długość 1360 metrów, ok. 10 m wysokości i 10-30 m szerokości. Powstał 5600 lat temu w czasie erupcji niewielkiego wulkanu Leitahraun. Przejście zajmuje ok. godziny. Przewodnik ciekawie opowiadał historię tego miejsca.
Jest ładnie podświetlony. Czerwone odcienie światła uwydatniają niesamowite formacje utworzone z lawy.
W naturalnym świetle skały mają szary lub lekko czerwonawy kolor, gdzieniegdzie z żółtymi siarkowymi nalotami.
Zimą gromadzi się pod nimi śnieg i lodowe sople. Lodowe formacje utrzymują się tu w niektórych miejscach przez cały rok. Obecne są tu maty mikrobiologiczne zawierające różne mikroorganizmy, w tym promieniowce i bakterie kwasowe (acidobakterie). Dzięki badaniom mat można dowiedzieć się wiele o życiu organizmów w skrajnie ekstremalnych warunkach. Jeśli kogoś zainteresował temat odsyłam do artykułu z Focusa.
Ciekawym momentem podczas zwiedzania było całkowite wyłączenie na moment światła w tunelu. W grobowych ciemnościach i całkowitej ciszy, wrażenia potęgowała świadomość, że jest się naprawdę pod ziemią …
.
Miejsce to zainspirowało filmowców do nakręcenia w tunelu scen do filmu „Nohe. Wybrany przez Boga”. Odbyły się tu też dwa koncerty muzyczne.
Po wyjściu na powierzchnię można było podziwiać ogromne pole lawy ciągnące się bardzo daleko, porośnięte trawą, mchem i kwitnącymi tundrowymi ziołoroślami.
Macierzanka wczesna (Thymus praecox) - dziki tymianek
Niemal każdego dnia pod wieczór niebo nad Reykjavikiem robiło się mniej szare i zza chmur wychodziło na chwilę słońce, dając nadzieję, że pozostanie z nami na dłużej.
c.d.n.
Ostatnio edytowany przez nena (2022-02-20 00:20:14)




