Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :)
Świetna fota ! ![]()
Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Strony Poprzednia 1 … 25 26 27 28 29 … 42 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Świetna fota ! ![]()
Po kilku flastartach czas w końcu na krokusy ![]()
Jako specjalista od krokusów znam pewne miejsca, których lokalizacji oczywiście nie zdradzę.
Jedziemy w Beskid Mały i ruszamy z Targszowa żółtym szlakiem na Leskowiec.
Idę, patrzę - krokus.
Oraz pscółka ![]()
Krokusów sporo, trafiały się nawet skupiska.
A w lesie wciąż śnieg.
Im wyżej tym więcej.
Ale na samej górze - mniej. Gdzie tu logika?
W każdym razie nie przyszliśmy tu po to, żeby po górach chodzić. Więc schodzimy i odwiedzamy polany krokusowe.
Na każdej rośnie coś fioletowego.
Czasem nie widać od razu...
Ale kto szuka ten znajdzie ![]()
Krokus z bliska.
Krokusy z daleka.
Krokusy odporne na ogień.
I taka to była wycieczka ![]()
Te stanowiska krokusów widzę że to te same co ja stwierdziłem i chyba coś więcej przybyło od czasu moich odwiedzin. Było też jedno stanowisko sztucznie nasadzone wśród zabudowań Targoszowa które ja nie wliczałem.
Śliczne te nasze małobeskidzkie krokusiki ![]()
Dwa tygodnie pełnego słońca to raczej rzadkość.
Pora roku nienajlepsza, ale trzeba korzystać póki ładnie.
Padło na Orawę, może tam będą krokusy ![]()
Zaczynam w Zubrzycy.
Mimo temperatur dochodzących do 20 stopni, śnieg w górach ma się dobrze.
Najpierw przechodzę bezszlakowo do Lipnicy małej, aby dojść do zielonego szlaku idącego grzbietem.
W lesie zima.
Zrobiłem dzisiaj chyba ze 100 zdjęć Babiej.
Monumentalnie się prezentuje.
Grzbiet jest łagodny i tylko lekko pagórkowaty. Przewyższenia w sam raz dla emerytów ![]()
Ćwiczenia.
Wyszedł i zadowolony. Bo wie, że go zniosą ![]()
Jest ładnie, choć idzie się ciężko.
Dzisiaj Babia w roli głównej modelki.
W południowej części grzbietu wyłaniają się Tatry. Niestety prawie w ogóle niewidoczne.
Ale Babia widoczna ![]()
Powrót zaplanowany bezszlakowym grzbietem między Zubrzycą a Lipnicą.
Wielkie przestrzenie, już mi się podoba.
Jak zawsze widoki lepsze poza szlakiem. To już zaczyna być regułą.
Szkoda, że kiepska przejrzystość, bo kadry niezłe.
Trzeba będzie wrócić, jak będzie żyleta.
Ćwiczymy ponownie.
Na tym grzbiecie jest mniej śniegu.
Oddalam się od Tatr, ale pod koniec dnia przejrzystość jakby ciut lepsza.
Za to zachód szykuje się jakiś dziwny. Światło mocno rozproszone.
Kolejna krokusowa wycieczka bez krokusów.
Chociaż po powrocie okazało się, że były w okolicy, tylko akurat nie tam gdzie byłem ja ![]()
Ale nic to. I tak było fajnie ![]()
Dzisiaj powiedziałem dość!
Nie chcę oglądać śniegu i chodzić po nim.
Dlatego krokusów pojechałem szukać na Jurę, do Olkusza.
Dodatkowo zachęcał mnie fakt, że gdybym znalazł krokusy na Jurze to wszedłbym do panteonu botaników polskich.
Parkuję pod skateparkiem w Olkuszu i cyk, kwiatki.
Niby byle jakie podbiały, ale ładnie zapozowały.
W skateparku można poćwiczyć. Robi wskakiwał na wielkie kamienie, a ja kątem oka widziałem, że obserwuje mnie pani z budki ochrony. W pewnym momencie patrzę idzie do nas. Myślę sobie, może powinienem ją pierwszy zaatakować, wykorzystać element zaskoczenia. Tak też zrobiłem. Jak się zbliżyła, powiedziałem "dzień dobry", a następnie z grubej rury "czy będzie pani na mnie krzyczeć?" Plan się udał, była zaskoczona. Powiedziała, że nie, tylko chciała pieska z bliska popodziwiać. Pozwoliłem.
A potem ruszyłem w kierunku góry z krzyżem.
Po drodze zaobserwowałem świeże zielone wychodzące z ziemi.
Góra zdobyta. Obok krzyża jakiś inny, większy symbol religijny. I mogę współistnieć obok siebie.
Czy Jezus depilował pachy?
Widok z góry na Olkusz.
Przemieszczam się dalej. Szukam krokusów, ale znajduję inne kwiatki. Przykładowo fiołki.
Prymulki.
Peryskop?
Spore trawiaste przestrzenie.
Zamek Rabsztyn.
Ależ jest sucho i gorąco. Cały dzień chodzę w krótkim rękawku i robię sobie nawet godzinną przerwę na leżenie w trawie i opalania klaty.
Kolejne kwiatki. Tych nawet nie znam, ale myślę, sfocę dla Ardiana.
Jako, że Jura, to muszą być skałki.
Pękają pąki.
Przylaszczki już takie na maxa rozwinięte.
A przebiśniegi to nawet lekko przekwitnięte.
Pora wracać, bo słońce zachodzi.
Miałem w planach dojść do Pustyni Błędowskiej, ale nie udało się. Tak się wlokłem, że nie oddaliłem się dalej niż 3 km od auta. I cały dzień zajęło. Ale lenistwo ![]()
Pięknie !!! ![]()
No właśnie, peryskop ... ? ![]()
Dzisiaj powiedziałem dość!
Nie chcę oglądać śniegu i chodzić po nim.
Dlatego krokusów pojechałem szukać na Jurę, do Olkusza.
Dodatkowo zachęcał mnie fakt, że gdybym znalazł krokusy na Jurze to wszedłbym do panteonu botaników polskich.
Jakbyś znalazł krokusy na Jurze to całkiem możliwe że media zapukałyby do twojego mieszkania bo odkrycie ich w naturze w takim rejonie Polski byłoby sporą sensacją ![]()
Twoje zdjęcia to prawdziwa gameta kolorów zwłaszcza tych wczesnowiosennych roślin aż mi komputer przesiąka zapachami od nich
![]()
Ponownie jadę do Zubrzycy.
Tym razem wiem już lepiej gdzie mogą być krokusy ![]()
Śniegu jakby mniej, ale wciąż trochę jest. Za to błotka więcej.
Babia na swoim miejscu.
Przy ulach słychać bzyczenie.
Gdzie te pszczoły tak latają? Czuję że w pobliżu musi coś być.
Zagadka rozwiązana ![]()
Zabytkowy kościół w skansenie.
Decyduję się na morsowanie.
W lesie sytuacja nieciekawa. Śnieg miękki.
A pod śniegiem woda.
Co drugi krok kolejne morsowanie ![]()
Jestem na łąkach pod Kamionkiem. Krokusy są.
Krokusowa rodzinka.
Krokusowy tłum.
Tu można zamieszkać na urlopie.
A tu na resztę życia ![]()
Tobi wita się z fanami.
Fani jak to fani, czasem chcą rozszarpać swojego idola.
Na koniec grzbiet na wschód od Zubrzycy.
Łagodny, rozległy, widokowy.
Pogoda miała się dzisiaj popsuć... i popsuła się tuż przed zachodem, 5 minut od auta. Idealnie ![]()
Świetnie że udało Ci się trafić dywan z krokusów ![]()
Kolejny piękny dzień.
Pojechaliśmy szukać krokusów ![]()
Tym razem do Złatnej.
Najpierw znaleźliśmy przebiśniegi.
Krokusy też były.
A potem poszliśmy w góry. Fajnym bezszlakowym grzbietem.
Na szczycie grzbietu domek.
Idziemy na Zapolankę. Resztki śniegu dodają uroku.
W oddali Pilsko i Mechy.
Domek do wynajęcia - może na zlot? ![]()
Podobno na Zapolance można spotkać białe krokusy. Mnie się niestety nie udało nigdy. Te były najjaśniejsze.
Schodzimy do Ujsoł czarnym szlakiem.
Wychodzimy bezszlakowo na Kubiesówkę.
Całkiem tu fajnie. Sporo otwartych przestrzeni.
Udało się znaleźć drogę w lesie.
W górze śnieg.
Widoki z Kubiesówki są bardzo dobre. Ten na Muńcół.
Na Beskid Śląski.
Nawet Tatry się trafiły.
Zejście bezszlakowe północnymi stokami.
Śnieg leżał praktycznie do samego dołu. Dało nam to trochę w kość.
Była to 11 wycieczka w marcu - rekord ![]()
Postanowiłem sprawdzić co z tą wiosną.
Jura, miejscowość Rodaki. Idziemy na górę Świniuszka.
Wiosna jeszcze słaba, ale pod nogami coś się zaczyna zielenić.
Skały na Świniuszce.
Nie miałem odwagi próbować...
A ku ku ![]()
Na skałach już kolorowo.
Na razie na drzewach pąki zamiast liści.
Plaża niedaleko Ogrodzieńca, przy źródle Bełkotek.
A w wodzie gangbang na całego!
Las się trochę zazielenił.
Rzeczka Centuria.
Nie szukałem, ale znalazłem. W lesie. Czyżby ktoś wyrzucił cebulki...? A jak się przyjmie obcy gatunek i całe lasy na Jurze będą fioletowe?
I taka to była wycieczka ![]()
Jako krokusowy ekspert pojechałem na Podhale, do Dzianisza.
Wyruszyłem na rozległe łąki.
Za plecami mając Tatry.
Jednak nie Tatry, a krokusy mnie interesowały. W dole były przekwitnięte, wyżej marne, ale im dalej, tym lepiej.
Krokusy są pod ochroną i nie wolno ich niszczyć!!!
OK, mam już dość krokusów na ten rok ![]()
Teraz spójrzmy na wyłaniające się Tatry.
Podszedłem bliżej, żeby nic nie zasłaniało.
A potem sobie już tylko szedłem i patrzyłem.
Na koniec wróciłem do Dzianisza.
Wycieczkę można podsumować dwoma słowami: krokusy, Tatry. Nudy ![]()
To się nazywa namierzyć fioletowy dywan ![]()
No masakra !!!
Gdzieś Ty ten Dzianisz wypatrzył !? Niesamowicie pięknie ! ![]()
Prognozy chciały nas zmylić, ale nie daliśmy się. Wyszła z tego fajna wiosenna wycieczka.
Podjechaliśmy do Cisownicy i ruszyliśmy na Małą Czantorię.
W dole całkowicie wiosennie ![]()
Wyżej w lesie mniej.
A na Małej Czantorii to już w ogóle szarawo.
Ewentualnie zeszłoroczne listki można uznać za ładne.
Tobi zadowolony jest zawsze.
Pchać się wyżej nie miało sensu. Było widać resztki śniegu miedzy drzewami.
Poszliśmy na Tuł.
Mała Czantoria - widok wstecz.
A na tule pachnie czosnkem.
Trochę zerwaliśmy na obiad i jutrzejsze śniadanie.
A to co zostało stratował pies.
Dalsza wędrówka przebiegała grzbietem Tułu.
Widok na kamieniołom i Jasieniową.
Najlepsza jest ta zieleń w dole.
Kwitną wiśnie.
Jemioła.
Wracamy do Cisownicy.
Pierwsze zabudowania.
Przy domach jeszcze bardziej kolorowo.
Cały dzień pełne słońce.
Lubię takie niespodzianki pogodowe ![]()
To tam już całkiem wiosennie !
U mnie jeszcze potrzeba kilka ciepłych i wilgotnych dni ![]()
Wiosennie tam tak jak u mnie w Kętach. Mam też płaty czosnku niedźwiedziego tylko nie aż takie, no i nie ma też takich widoków ![]()
Majówka!
Słońce trochę byle jakie, wiosna również się ociąga, ale nie ma co siedzieć w domu. Jadę w Beskid Wyspowy do Żbikowic i jakimiś dzikimi grzbietami idę w górę.
Stara kapliczka.
Jaworz niedaleko, ale nie idę tam schodzę w dół aby go zajść od tyłu.
Drzewo z wyciętą dziurą, w którą wskoczył Tobi.
A potem nie był w stanie wyjść.
Przysiółek Oślak.
Tobi znowu niszczy kwiaty.
Wyżej, pomiędzy Sałaszem a Jaworzem w lesie jeszcze ani jednego listka na drzewach. Ale w dole dywany zawilców.
Z wieży użytek marny, bo przejrzystość niedobra.
Ale wyjść trzeba.
To taka wieża starego typu, gdzie wyjście jest wyzwaniem.
Do tego jakiś kretyn zrobił regulamin, ze nie wolno wprowadzać zwierząt, więc Tobi musiał iść bez asekuracji, żeby nie łamać przepisów.
Niżej w lesie trochę się zieleni.
Ale i tak najbardziej zielono jest na łąkach.
Ostatnie promienie rozproszonego słonka.
Na koniec bonus, wiosenny.
Dzisiaj miał być dzień wypoczynkowy, ale prognozy się nie sprawdziły ![]()
Otworzyłem internet i jakoś przypadkiem znalazłem niedalekie miejsce, gdzie mnie jeszcze nie było. Błędów i Dolina Białej Przemszy.
Biała Przemsza wygląda tak.
A potem tworzy bagienne rozlewisko.
Są tam kładki, ale nie wolno wchodzić, bo są w złym stanie technicznym.
Od razu widać zły stan. Nierówne. Wybrakowane.
Kładkami można dojść w miejsca, gdzie dalej może już tylko piesek.
Jest ich tam całkiem sporo, fajny pomysł, dla dzieciaków w szczególności.
Ale jak już mówiłem - NIE WOLNO!
Tutaj widać jakie to niebezpieczne. Można spaść i się zabić.
Na zamkniętych kładkach nikogo nie spotkałem. To dobrze, że ludzie są odpowiedzialni.
Są też dwie wieże widokowe. Jeszcze nie zamknięte. A z nich widok na dolinę.
Poszliśmy z Tobim zeksplorować te bagna - tam tez nikogo nie spotkaliśmy.
Na starych tablicach informacyjnych były zaznaczone ścieżki spacerowe. Jedna z nich przecinała dolinę starą groblą. Tą postanowiliśmy się udać celem zatoczenia kółka, aby nie wracać tą samą drogą.
Ścieżka trochę się pogubiła, ale było bardzo klimatycznie.
Liczyłem, że będzie jakiś mostek, kładka.
Była tylko bardzo naturalna przeprawa.
Oczywiście daliśmy radę, a potem jeszcze sesja Tobiego.
Za rzeką nie było niczego.
Tzn. było chaszczowanie w wiatrołomach.
Tobi obserwował teren i wyznaczał kierunek.
Dzięki temu szybko udało się wrócić do cywilizacji.
Zajebista wycieczka ![]()
Jako, że dzisiaj pogoda najgorsza z całej majówki to tylko lokalny spacer.
Patriotyczne święto państwowe celebrowaliśmy przy Rondzie Kaczyńskich.
Piękne ono jest! Wiosenne i słoneczne!!!
A potem przeszliśmy się kawałek w pobliżu miejsca zamieszkania.
Wiosna na całego.
Rozkwitają jabłonie i grusze.
W lesie również zielono.
Czy pogoda dzisiaj taka zła? ![]()
Trzeba odświeżyć temat ![]()
Przy sobocie wybraliśmy się do Ogrodzieńca.
Najpierw szliśmy zacienioną drogą do starych kamieniołomów.
Tak się one prezentują.
Praktycznie jak na Bałkanach... upał, ostre kamienie, a do tego wszystko się sypie. Można iść z psem ćwiczyć przecinanie łapek.
A potem chlup do wody.
Urokliwe jeziorko.
Można popływać.
Coś dla Buby - cementownia.
Dzika Róża.
Coś dla Izy - ropucha.
Droga w polach.
Ścieżka w polach.
Ścieżka w zbożu.
Skała Rzędowa (nie pomylić z rządowa).
Taki tam widoczek...
Radość. Polar nie jest założony z powodu zimna.
Maki.
W końcu idziemy na zamek.
Powrót do auta.
Taka to była wycieczka.
Po sobocie byłem trochę zmęczony i nie chciało mi się wstawać o 3:00, dodatkowo upał zachęcał do wyższych gór. Wybrałem się więc na Babią z grupą "Jurek na szlaku".
Rozpocząłem od wieży widokowej nad Orawską Polhorą.
Jurkowie zbierają się do zdjęcia. Podobno było ponad 80 osób i blisko 10 psów. Ale tylko Tobi wyszedł na ławeczkę po drabinie ![]()
Celebryci: Tobi i Jurek.
Podejście na Babią jest długie i dość strome. Południowa ekspozycja daje zupełnie inny klimat niż nasze północne zbocza.
Po drodze pobudowali platformy widokowe, ławeczki, jest łatwy dostęp do wody. Idzie się przyjemnie.
Tobi był zadowolony ![]()
Grupa była bardzo luźna. Rozciągnęła się na bardzo długim dystansie. Każdy szedł we własnym tempie.
Psy na szlaku luzem, w rezerwacie, w parku narodowym - ich zapach przeraża miejscowe zwierzęta. Skandal!
Kolejna chatka z dostępem do wody.
Szczyt już blisko.
O matko co tam się dzieje?!
Jest tłok. Spotykam wycieczkę z PTT Chrzanów, przyjechali na 2 autokary. Oprócz tego pełno innych ludzi jak to w słoneczny weekend.
Dziewczyny do wzięcia polecają się.
Większość grupy wraca tą samą drogą, gdyż podobno nie da się przejść z psem na Małą Babią. Bo NIE WOLNO! Parę osób wybrało się jednak na Małą.
Tak mnie to wystraszyło, że prowadziłem Tobiego na smyczy do przełęczy i udawałem Słowaka.
Sielanka cisza i spokój na Małej Babiej.
Długie zejście.
Na koniec asfalt. Mniejsze grupy fajniej się integrują, dziewczyna z prawej chciała, żebym ją adoptował ![]()
Na koniec wybrałem się z Tobim na Torfowisko.
Wracając spojrzałem na Babią z wieży widokowej.
I taka to była wycieczka...
Bardzo udana ![]()
Przy sobocie trzeba się gdzieś wybrać. Padło na Beskid Śląski.
Z Brennej-Bukowej wybraliśmy się bezszlakowo w stronę Klimczoka.
Nawet widoki były po drodze.
Łączki okazałe.
Las piękny bukowy.
Wyszliśmy na grzbiet przed Trzema Kopcami i stamtąd już szlakiem na Klimczok, gdzie królewska para zasiadła na tronie.
Jak jest na Klimczoku każdy wie.
Ludzi sporo, kolejka po piwo duża. Jednak miałem ogromne smali na piwo i truskawki. Połączenie nieoczywiste, smaki wręcz przeciwstawne. Truskawki robią się bardzo słodkie po wcześniejszym łyku piwa. A kolejny łyk piwa bardzo cierpki i gorzki, aż się chce przegryźć kolejną truskawką.
A potem na Magurę.
Z Magury zejście na Karkoszczonkę widokowymi drogami zwózkowymi.
Następnie na Hyrcę i Kotarz.
Tam mi się zdecydowanie podoba.
Hala Jaworowa - również piękne miejsce.
Kolory robi niskie słońce i ta roślinka.
Zejście z Kotarza na Stożek Breński jest the best!
Pozostało już tylko zejść do Brennej.
Taka to była wycieczka ![]()
Urlopy się pokończyły. Lato w pełni. Pora na normalną wycieczkę.
Skład wyszedł ciekawy. Był Pan Admin Seba i stary znajomy Kisiel.
Wycieczka była abstynencka, ale Kisiel miał wiśniówkę...
A celem było Pilsko trasą klasyczną.
Tak w ogóle to mieliśmy iść z Jurkiem, ale nie doczekaliśmy się na niego i ruszyliśmy wcześniej. A ludzi były tłumy.
Potem się mijaliśmy po drodze z ludźmi od Jurka. Największe fanki mnie rozpoznawały.
Pilsko - duża góra.
Zdobyliśmy ją.
Następnie zeszliśmy szlakiem żółtym.
Potem szliśmy lasem.
A także terenami widokowymi.
Pojazd do zbioru jagód. Przez takie coś oraz przez Tobiego za 20 lat nie będzie niczego. Tak twierdził mądry dziadek turysta spotkany po drodze.
Trzeba więc oglądać to co jest zanim tego nie będzie.
Na koniec dopędzamy najwolniejszych Jurków. Jemy kiełbaski z ogniska + inne darmowe smakołyki, które udało się pozyskać.
Wycieczka była - luzacka ![]()
Całkiem sporo się nagadaliśmy po drodze, o różnych rzeczach ![]()
Strony Poprzednia 1 … 25 26 27 28 29 … 42 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
[ Wygenerowano w 0.055 sekund, wykonano 12 zapytań ]