Temat: Długo wyczekiwana majówka
Wykorzystałam na maksa piękną majówkę i tradycyjnie wybrałam się wtedy w wiadome miejsce w Tatrach
. Trzeba pamiętać, żeby w długie weekendy wyjeżdżać i wracać najlepiej po zmroku, wtedy mamy zapewnioną drożność
.
Piątek w górach był rzeczywiście masakryczny pod względem ilości ludzi.
Mając się jednak gdzie zatrzymać, w teren najlepiej się było wybrać dopiero przed samym zachodem słońca, ponieważ szlaki wtedy szybko pustoszały.
Pogoda w długi weekend majowy była wymarzona na wędrówki i robienie fotek. Odwiedziłam więc ulubione stawy.
Wdrapaliśmy się na Karb.
Przy zachodzie słońca, pomimo leżących miejscami dużych płatów śniegu, było przyjemnie ciepło i bezwietrznie, opóźnialiśmy więc ile się dało schodzenie. ![]()
Złapałam odrobinę „wysokogórskiej opalenizny”.
![]()
W Tatry wyraźnie wkroczyła wiosna. W niższych partiach, tam gdzie śniegu już nie ma, kwitną pierwiosnki, urdziki, budzą się i wygrzewają na słońcu jaszczurki, z nor wychodzą norniki i wszędzie słychać głośne ptasie trele.
Na stawach pojawiły się już sympatyczne kacze pary
.
Wyżej jeszcze zalega miejscami śnieg, a stawy powoli rozmarzają, chociaż w niektórych widać już ślady nowego życia.
Pomimo alertów o załamaniu pogody niedziela nadal była ładnym dniem, słonecznym i ciepłym, a przede wszystkim wolnym od dzikich tłumów.
Słysząc co się dzieje podczas powrotów na Zakopiance, odłożyliśmy z przyjemnością nasz powrót na wieczór.