Temat: Praciaki - J.Komonieckiego - Leskowiec
Witajcie
Jako że w weeekend było mroźno, postanowiłem pochaszczować po B.M. -ie, ze wskazaniem na odwiedzenie Jaskini Komonieckiego, mając do wykorzystania dzionek urlopu. W poniedzialek odwilż, i wieje jak jasny gwint
. Niezrażony faktem, zasiadam w pierwszego busa do Rzyk Praciaków i około 6:40 już jestem na żółtym szlaku. Chaszczuję, zaspuję, po ok. godzinie jestem pod Smrekowicą gdzie załapuję się na w dużym cudzysłowie"wschód słońca" 
Teraz widzę ile jest nawianego śniegu. Metrowe zaspy na grani to normalka. Zakładam rakiety i brnę w stronę jaskini. Słońce próbuje oświetlać czubki drzew


a ja błądzę w śniegu, w zimie wszystkie drzewa są takie same
, ścieżek nie widać, dawno tu byłem i do tego latem. W końcu około 10:00 docieram do groty.
Moim oczom ukazuje się ten piękny lodospad

W zachwycie popełniam parę (naście) fotek
.
Dodatnia temperatura, roztopy, więc lodospad "ożył" - sącząca się woda, kapiąc do głębokiej dziury wewnątrz lodospadu wydawała bardzo śmieszne i dziwne dźwięki (coś jak odgłos echosondy łodzi podwodnej zmieszany z dźwiękiem kapiącej wody do pustego słoja po ogórkach)
Ale to nic. Wewnątrz jaskini utworzyły się lodowe stala- -ktyty, -gmity i inne -gnaty tworząc przepiękne budowle



Czas nagli. Łyk herbaty i "wdrożdżenie" drożdżówy powoduje przypływ sił do dalszego chaszczowania. Około 11-tej próbuję wrócić na szlak. Po czyichś śladach docieram do kapliczki, niestety ten Ktoś skręcił w lewo, a mnie trzeba w prawo. I znów "torowanie" po pas w śniegu, widoki raz ładne, raz takie sobie

docieram z powrotem na Smrekowicę, widoki co raz lepsze
zaspy co raz większe,

nawet w rakietach zapadam się po kolana, zadyma na całego,

a przede mną jeszcze długa droga. Szlaku ne widać, w zadymie z trudem wyławiam wzrokiem czerwone znaczki na drzewach.
W końcu po 2,5 godz. przecierania szlaku, docieram w pobliże Leskowca, wiatr jakby zelżał, odsłoniły się widoki


Na szczycie spoglądam na zegarek. Jest szansa zdążyć na BUSa z Jagódek. Krótki popas i dalej w drogę.


Omijam schronisko - dziś nie mam czasu na placek gospodyni - i wchodzę na czarny szlak do Rzyk Jagódek. Oczywiście zawiany, więc znów "toruję" . W nagrodę dostaję ładne widoczki zachodzącego słońca


Dochodząc do Krzyża na początku szlaku "serduszkowego" spotykam jedną jedyną osobę (turystę) tego dnia na szlaku, podążającego czarnym w stronę Leskowca. Moją uwagę przykuła w jego rękach deska snow-bordowa (która nie była bordowa
ale różnokolorowa)
Można i tak.
Do odjazdu BUSa mam jeszcze parę minut. Napotkana pani spojrzała na mnie jak na luda któremu "bezlik rozmów ukradli". Pewnie "stargała" mnie ta wietrzna pogoda.
reszta fotek TU
Podsumowując: Całość 8,5 godz., wiało niemiłosiernie, bez rakiet nie dałbym rady, co widziałem i przeżyłem - to moje
, i ostatnia rzecz - chyba nie przynudziłem zabardzo ![]()
Ostatnio edytowany przez marekk500 (2010-12-24 12:13:31)
http://picasaweb.google.pl/marekk500
http://picasaweb.google.pl/marekk500cd