Temat: w magicznym świecie BM
Dzisiaj wybrałem się na krótką wyprawę w BM.
Jak macie ochotę to poczytajcie ![]()
Wszystko zaczęło się w nocy, kiedy synek starannie budził mnie co kilkanaście minut. W końcu ząbki mu idą więc go rozumiem. I tak to dość łagodnie póki co przechodzi. Przed 7 znowu mnie budzi, ale tym razem głodny jest więc szybko robię mu papu i nakarmiam go. Kochaną żonkę informuję, że będę w góry się brał, ale jeszcze nie wiem gdzie. Na pewno podjadę samochodem. Oczywiście limit czasowy dostaje więc szybko w głowie plan układam co, gdzie i jak. Wyjeżdżam kilka minut po 7 i uderzam na Praciaki. W końcu dawno u Rafała i Ani nie byłem a ostatnio nie wiele mi brakowało, aby do nich zajrzeć. Pruję więc do góry ścieżką przez Szkołę i wzdłuż linii aby jak najszybciej dojść na wierch. Opłacało się. Słoneczko zaczyna coraz bardziej rozjaśniać niebo a mi pojawia się micha na twarzy, że będzie dzisiaj szansa na fajne fotki i może coś jeszcze. I rzeczywiście barwy nie do opisania i nie do sfotografowania zaczynają się na wysokości Szkoły. Po pół godzinie dochodzę na szczyt, gdzie pykam jeszcze kilka fotek i kieruje się do Chatki Rafała Tu złocisty napój i mówię, że długo nie zagoszczę, bo czas mnie goni. Śmigam więc dalej na Zakocierską i przez Zbójeckie Okno zachodzę pod chatę Lucjana. Nie wchodzę do środka i kieruję się Na Przykrą. Patrzę na kloka i całkiem dobry mam czas. Narciarzy od z....a na stoku ale warunki w końcu ku temu. Ja śmigam szlakiem dalej. Słońce, błękitne niebo oraz przepiekany las w śnieżnym ubiorze wprowadzają mnie w bajkowy klimat. Swym czarem prowadzą mnie przez Łamaną Skałę aż do Anuli. O 1030 jestem już w punkcie rozgałęzienia i postanawiam zanurkować do Groty. Ścieżka wydeptana więc w 15 minut jestem już na miejscu i spotykam dwóch kolesi. Chwilę pogawędzili i poszli. Ja szybki wpis do książeczki robię i kilka fotek. Tuż tuż za mną widzę, że wspina się starsza parka z Lasu na małe ognisko pod Grotę. Ponoć żółtym szli ale im szlak uciekł więc szli na pamięć. Ja wspinam się z powrotem na Anulę Ciągnie się ta droga Udaje mi się dojść na 1130. No to zostaje mi ostatnia godzina mojej wędrówki, więc przecinam na wprost drogę i prosto doliną Wieprzówki schodzę pod wyciąg narciarski. Na dolej jestem przed południem z czego się cieszę. Szybki powrót do domu i można dalej się synem zająć
Fotki poniżej dla zainteresowanych
Największą ozdobą naszego Beskidu [...] są jego urocze doliny. Wprawdzie dawno już straciły one charakter pierwotności i dzikości, [...] ale mimo wszystko nie są pozbawione swoistego wdzięku, chociaż wszędzie już widoczne są ślady rąk ludzkich.
- Jan Galicz
