DZIEŃ 3 - Kraina Otwartych Okiennic i Podlaski Szlak Kulturowy „Drzewo i Sacrum”
Na trzeci dzień zaplanowałam całodniową wycieczkę objazdową po „drewnianym Podlasiu”.
Jednym z elementów, które wyróżniają Podlasie, a szczególnie Białostocczyznę, spośród innych regionów Polski jest drewniane budownictwo. Na unikatowość wsi znajdujących się na tych terenach wpływa zarówno ich układ przestrzenny, jak i zachowana do dzisiaj kolorowa architektura drewnianych domów z oryginalnymi zdobieniami z początku XX w, a także zróżnicowanie społeczno - kulturowe, w tym folklor, tradycje i obrzędy zamieszkującej je ludności, będącej w większości wyznania prawosławnego.
Dawniej we wschodniej części Podlasia budynki stawiano głównie z drewna. Pozyskiwano go z pobliskich puszcz, w tym Puszczy Białowieskiej oraz lasów. Zanim pojawiły się samochody drewno transportowano rzeką, m.in. Narwią. Drewniane chaty stawiano bezpośrednio na gruncie lub na kamiennej podmurówce.
Tradycyjnie budowane chaty można zobaczyć odwiedzając Krainę Otwartych Okiennic, która znalazła się pierwsza na trasie naszej wycieczki.
Krainę Otwartych Okiennic tworzą trzy wyjątkowo urocze wsie położone w dolinie rzeki Narew: Trześcianka, Soce i Puchły. W otoczeniu sielskiego krajobrazu zatopione są w nich kolorowe cerkwie i pięknie udekorowane snycerskimi i ciesielskimi detalami drewniane chaty. Tego typu ozdobniki są typowe dla chat na wsiach rosyjskich. Każda jest inna, wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Uroku dodają im bogato ukwiecone wiejskie ogródki.
Niemal przed każdym domem jest ławeczka, a na niej już z samego rana można spotkać na pogaduszkach starszych ludzi. Rozmawiają w miejscowej gwarze, czyli mieszaninie języków polskiego, białoruskiego i ukraińskiego.
Miejscowym plotkom przysłuchują się wszechobecne tu bociany, wpisane w krajobraz Podlasia. Mają swoje gniazda praktycznie na każdym słupie elektrycznym, drzewie lub specjalnie dla nich zbudowanej platformie.
Najpierw odwiedziliśmy Trześciankę.
W tej miejscowości oprócz pięknie zdobionych domów, na uwagę zasługuje zielona cerkiew pw. św. Michała Archanioła z białymi okiennicami i drzwiami. Była otwarta, więc skorzystaliśmy i weszliśmy do środka.
Nieco dłużej zatrzymaliśmy się w Socach. Wieś powstała w XVI w. nad rzeką Rudnią. Jest typową wsią ulicówką. Między innymi z tego powodu została objęta ochroną konserwatorską i wpisana do rejestru zabytków. Składa się z dwóch części ulokowanych po obu stronach rzeki, połączonych dwiema drogami. Każda z nich posiada taki sam plan. Jest więc dwuwsią. Północna część to Suchlany, a południowa Mokrany.
Przy każdym wjeździe i wyjeździe ze wsi stoją krzyże wotywne. Takie krzyże stawiano w podzięce za wysłuchane modlitwy.
W Socach są pamiątką po panującej tu niegdyś epidemii. Wg legendy jeden z mieszkańców wsi miał proroczy sen, w którym nieznany głos kazał mu postawić na krańcach wsi krzyże, które następnie należało połączyć własnoręcznie uprzędzioną nicią. Gdy mieszkańcy wsi to uczynili, wówczas zaraza ich opuściła.
Odwiedziliśmy tu Muzeum Wsi Soce, mieszczące się w domu pod numerem 61. Dom jest nieduży i nie rzuca się w oczy. Tabliczka z napisem jest drewniana i można ją łatwo przeoczyć. Przejechaliśmy to miejsce, mijając ławeczkę z siedzącą na niej babulinką i młodym człowiekiem. Po chwili zawróciliśmy, bo okazało się, że to jest właśnie to muzeum, o które nam chodziło.
Kraina Otwartych Okiennic, jak sama nazwa wskazuje, jest otwarta, a ludzie ją zamieszkujący mili i gościnni. Mogliśmy się o tym przekonać odwiedzając muzeum.
Zatrzymaliśmy się i zapytaliśmy czy moglibyśmy zwiedzić. Młody człowiek nas wpuścił do środka, kazał na chwilę poczekać na …. babcię … . W tym momencie nie wiedzieliśmy o kogo chodzi. Trochę nam było głupio, jak po chwili czekania, przyszła do nas w samych skarpetach, bo obolałe nogi w butach bolałyby jeszcze bardziej, pomagając sobie balkonikiem i laską, schorowana i doświadczona życiem kobieta - Pani Zofia. Przyszła opowiedzieć nam o historii Soców i o życiu ludzi w tym miejscu Polski. Po nagłej śmierci drugiego dziecka, Tamary Leszczyńskiej to na jej głowie pozostało to, o co dbała jej córka, czyli popularyzowanie i zachowanie dla przyszłych pokoleń historii, tradycji i obyczajów Krainy Otwartych Okiennic. Na ile może, choć lata i zdrowie już jej na to coraz mniej pozwalają, dba o stworzone przez jej córkę w Socach muzeum etnograficzne. Pomaga jej w tym m.in. wnuk i mąż Tamary.
Tworzy je pięknie zachowana stara chata z uroczym wiejskim ogródkiem.
Zebrane eksponaty znajdują się w środku, oraz obok chaty, w przerobionej stodole i stajni. Wszystko jest zadbane i pięknie wyeksponowane.
Obrusy, serwety, ręczniki, kołnierzyki to rękodzieło ludowe. Kobiety spotykały się i razem dziergały, szyły, haftowały i tkały, najczęściej przy świecach lub lampie naftowej.
Największym skarbem tego miejsca jest wg mnie Pani Zofia. Jej gościnność i życzliwość oraz pomimo wieku chęć dzielenia się wiedzą i życiowym doświadczeniem sprawiają, że ludzie się tu zatrzymują, słuchają i odjeżdżają stąd z głęboką refleksją nad tym, co tak naprawdę jest w życiu ważne. Życie Pani Zofii usiane było pasmem nieszczęść. My po takich przejściach wylądowalibyśmy z dużym prawdopodobieństwem w szpitalu psychiatrycznym. Aż dziw, że ta kobieta zachowała jeszcze w sobie tyle siły, ciepła i serdeczności. Może to właśnie ta kraina, tutejszy spokój i przyroda potrafiły ukoić jej ból po stracie najbliższych i pomogły żyć w biedzie. Pani Zofia chciała nam opowiedzieć bardzo dużo, ale nie mieliśmy sumienia jej zamęczać pytaniami, ponieważ widzieliśmy, że z racji wieku, mówienie sprawia jej trudność. Polecam każdemu przy okazji zwiedzania Soców spotkanie z Panią Zofią.
Kapliczka prawosławna pw. św. Proroka Eliasza z początku XX w. ufundowana przez Panią Zofię. Zachowała we wnętrzu lokalny, ludowy charakter.
Po dłuższym przystanku w Socach pojechaliśmy do Pucheł.
Jest to ostatnia wieś Krainy Otwartych Okiennic. Uwagę przykuwa tu kolorowa drewniana zabudowa i niesamowicie piękna niebieska cerkiew, dla mnie jedna z piękniejszych na Podlasiu, oraz skarby natury, a mianowicie 15 pomnikowych dębów, z którymi związana jest legenda o powstaniu wsi Puchły. Wg niej w miejscu gdzie dziś stoi cerkiew rosła niegdyś wielka lipa. Mieszkał pod nią w szałasie stary człowiek, który chorował na obrzęk nóg. Z tego powodu modlił się żarliwie do Boga, prosząc go o wyzdrowienie. I tak pewnego dnia, podczas modlitwy ukazał mu się pod drzewem obraz Matki Bożej. Wkrótce po tym wydarzeniu, wyzdrowiał. Nazwa Puchły prawdopodobnie pochodzi od słowa „opuchli”. Tak w lokalnej gwarze nazywano obrzęki.
Byłam w tym miejscu po raz drugi i muszę stwierdzić, że najbliższe otoczenie cerkwi mocno się zmieniło. Przybyło nowych domów, pojawiły się parkingi i chodniki.
Zabytkowa cerkiew pw. Opieki Matki Bożej.
Cerkiew w Puchłach udało mi się zobaczyć w środku podczas mojego pierwszego pobytu w tej miejscowości w 2014 r. Ponieważ zebrało się przed nią kilka osób, zadzwoniłam do pani, która nam ją i tym razem otworzyła i opowiedziała o jej historii.
Świątynie prawosławne budowane są wg określonego kanonu, a ich architektura przesycona jest symboliką. Kopuły są odzwierciedleniem nieba. Ich ilość ma znaczenie np. jedna symbolizuje Boga Ojca, trzy - Trójcę Święta, pięć Jezusa Chrystusa i czterech Ewangelistów. Cerkwie mogą mieć też więcej kopuł np. 7, 9 13, a nawet 33.
Po Krainie Otwartych Okiennic ruszyliśmy na Podlaski Szlak Kulturowy „Drzewo i Sacrum”.
Niektóre drogi lokalne na Podlasiu wyglądają tak jak na zdjęciu poniżej. Ciężko się jeździ po takiej nawierzchni. Niby równa, ale trzęsie niemiłosiernie, hałas w samochodzie jest okropny. Na dłuższą metę taka jazda bardzo męczy.
Szlak powstał dla zachowania bogactwa i piękna drewnianej architektury Białostocczyzny, unikatowości starych drewnianych wiejskich chat, zabytkowych kapliczek, cerkwi i kościołów. Pomysłodawcą tego przedsięwzięcia był Związek Młodzieży Białoruskiej. Szlak liczy ok. 179 km. przebiega przez liczne małe miejscowości. Niektóre z nich są tak małe i mało znane, że pomija się je przy okazji zwiedzania Ziemi Podlaskiej. A to właśnie one kryją w sobie najpiękniejsze kulturowe i architektoniczne perełki i w nich ukryte jest prawdziwe oblicze Podlasia.

W wioskach, na szlaku zachowały się przykłady drewnianego budownictwa z końca XVI wieku, chaty z ozdobnymi drewnianymi okiennicami, narożnikami i wiatrownicami oraz sielankowe ogródki wiejskie.
Tego dnia przejechaliśmy przez ok. 10 miejscowości zatrzymując się w nich przy najbardziej ciekawych obiektach.
W Ciełuszkach i Kaniukach podziwialiśmy ludową ornamentykę drewnianych chat.
W Rybołach zatrzymaliśmy się przy zabytkowej cmentarnej Cerkwi pw. św. Jerzego.
oraz przy Cerkwi Świętych Kosmy i Damiana.
W Pasynkach urzekła mnie błękitna Cerkiew p.w. Narodzenia Św. Jana Chrzciciela.
A to już Dzięciołowo Szczyty - Nowodwory. W centrum wsi, na niewielkim wzniesieniu, stoi mała Cerkiew Ścięcia Głowy św. Jana Chrzciciela z drewnianą dzwonnicą.
Na uwagę zasługuje tu jeszcze barokowy wapienny posąg Jana Nepomucena, który stoi przed cerkwią.
W drodze powrotnej do Narwi przejechaliśmy jeszcze przez Zbucz, Stare Berezowo, Morze i Mochnate.
Zatrzymaliśmy się na zdjęcia przy Cerkwi Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy w Czyżach
i przy Cerkwi Wniebowzięcia Pańskiego w Klejnikach.
Kapliczka słupowa w Klejnikach.
Po całodziennej jeździe od wioski do wioski i zatrzymywaniu się przy kolorowych domkach i cerkwiach Staszek, w przeciwieństwie do mnie, miał już ich na koniec dosyć.
Niewiele brakowało a zostawiłby mnie gdzieś pośród podlaskich pól …
Ale zostać wśród takich cudownych słoneczników to przecież sama przyjemność … .
Definitywnie oznajmił mi, że do końca urlopu na żadną cerkiew już nie spojrzy …
.
Osobiście bardzo mnie ciekawiły oba szlaki, sporo o nich czytałam i bardzo chciałam je poznać. Można więc powiedzieć, że się udało. ![]()
c.d.n.


