Ostatnio przeczytałam fajną książkę Jerzego Janickiego – „Opowieści bieszczadzkie”. Jest to siedem opowiadań o powojennym życiu w Bieszczadach, o specyficznym klimacie życia prostych, zwykłych ludzi, którzy w trudnych warunkach pracowali przy wyrębie lasów w tym rejonie czyli tzw. wozaków. Kilka z tych opowiadań zostało sfilmowanych. Opowiadania powalają dialogami, wzruszającą fabułą, są pełne humoru i życiowej mądrości. 
Jerzy Janicki to znany polski pisarz, dziennikarz i scenarzysta, autor słynnej wieloodcinkowej powieści radiowej „Matysiakowie". Zwany jest twórcą polskiej szkoły serialu telewizyjnego. Jest autorem m.in. serialu „Polskie drogi” i „Dom”
. Jako pisarz szczególnie lubił pisać opowiadania. Napisał ich kilkadziesiąt, a wiele z nich zostało sfilmowane. Bieszczady to miejsce, gdzie Janicki spędził dużo swojego czasu i z którym czuł się bardzo związany.
„Było to bardzo dawno temu. Tak zwykle zaczynają się bajki, ale tak również bywa jak widać i w życiu…. Jakie tam „dawno” ? Ledwie dwadzieścia lat minęło, kiedym podpatrywał życie bohaterów tych opowiadań. A teraz jakbym po czarno – białym filmie nagle ten sam świat na barwnych kadrach w eastmankolorze oglądał. Kto to już dziś pamięta zębate piły „Hawajki”, zwane swojsko „moja-twoja", kiedy w każdej chałupie elektryczne szwedzkie? A po co dziś komu objazdowe kino, kiedy co drugi dach najeżony satelitarna anteną? Nawet dym z wypalanego węgla drzewnego nie snuje się już z mozolnie układanych kloc przy klocu bukowych stosów, a z solennie żeliwnych pieców. ? Gdzieś pewnie wraz z dymem i romantyzm tej dziwnej krainy uleciał.
Jakby w przewidywaniu tego zgonu krainy bez Boga i milicji napisałem przed laty te opowiadania. Bohaterowie skryli się w nich, jak za parawanem pod innymi imionami i przezwiskami, nazw osiedli też daremnie szukać na mapie, bo takim kierowałem się danym pisarzowi prawem, że nie to prawdziwe, co prawdziwe, ale co prawdopodobne. […]
A Gustaw Lutkiewicz, potrącając struny gitary zaśpiewał, jakby na pożegnanie tych czasów, które już nie wrócą, taką sporządzoną przeze mnie balladkę:
Ej, od dolin mgła się wspina
Bies ją wiatrem w słupy wiąże
Pięści z nosem nie rozróżnisz
Ani księdza od prosięcia.
Taka mgła
Taka mgła
Gdzie jest jeszcze w świecie
Taka mgła…
Powiadają ludzie starzy
Im rozumu nie brakuje
Że to niedźwiedź strawę warzy
A to tylko mgła się snuje
Taka mgła…..
Sroga przyszła w góry zima
Przymarzł aż wilkowi ogon
I kto mnie dzisiaj ogrzeje
Czy dziewczyna, czy samogon ?
W taki mróz
W taki mróz
Gdzie na świecie bywa jeszcze
Taki mróz…
Biało, biało na przełęczach
W śniegu całe połoniny
Jeszcze bielsze i cieplejsze
Naszych dziewcząt są pierzyny.
W taki mróz…..
Gdzieś na świecie ponoć piece
I widelcem schab się jada
Likier piją z czarna kawą
Radio gada o Bieszczadach
Baju – baj
Baju – baj
Może jest na świecie
Taki kraj…
Jak to może ? On był. I wciąż jest. Bo tej mgły, co ją niby niedźwiedź warzy, ani tych potoków srebrem malowanych, ani tych szczytów kłujących niebo, ani tych wąwozów i chaszcz, i nawet tych nazw od wilków się wiodących, żaden czas i żadna technika sobie nie przywłaszczy. Ta kraina wciąż jest , najprawdziwsza, jedyna, unikalna. ... 
Kto lubi takie klimaty - POLECAM, czyta się świetnie ! 