Z Żurawnicy detektywi w spódnicy, mimo, że ubrani w spodnie przemieszczają się do Kukowa i wspominając szymskiego, przyjaźnie machają mu ręką 
Ja dobrze się prowadzę
a Nena wypatruje czarnego diablęcia.
Wkrótce złoczyńca zostaje wytropiony. 

Na jego ślad natrafiamy tuż przy drodze, obok schroniska młodzieżowego w miejscowości Las (drugi mostek). Co dziwne, schronisko nie jest ujęte w bazie PTSM-u. 

Od razu widać, że to „dzikus” czyli bezpański szlak.
Marek by takiej fuszerki nie odstawił. Niewymiarowy, z zaciekami, widać gołym okiem, że malował go byle kto, a najgorsze, że nie wiadomo po co!
Wyruszamy w ślad za czarnym diablęciem, droga szeroka, wygodna, w dalszej części z pewnością wykorzystywana do zwózki drewna. Przeprawiamy się przez strumyk i trafiamy na tajemnicze ranczo, o którym pisała Nena Może z tego powodu wyznaczono ten szlak?
Mijamy prywatną posesję i skrajem brzeziny tropimy dalej.

Jesień szaleje w kolorach. 


czarne diablę prowadzi nas dalej przed siebie, coraz bardziej stromo w górę.
Czyżby jednak do Groty? 

Z mapy wynika, że wspinamy się po stokach Pośredniego Gronia
Po dotarciu do najwyższego punktu, szlak niespodziewanie zaczyna schodzić w dół, w przeciwnym kierunku niż ten gdzie powinna być Grota
Porzucamy czarne diablę.
Skoro jednak (na całe szczęście) nie idzie do Groty to w takim razie gdzie?
Może to ten złoczyńca, którego spotykali forumowicze przy Czarnych Działach.
Wątek ten do wytropienia pozostawiamy następnym osobom.
Godzina jeszcze młoda więc próbujemy dojść do Groty bez szlaku.
Rzucamy okiem na Potrójną i gestem dłoni pozdrawiamy Anię i Rafała.

Po drodze jakiś potok, który nam się nie przedstawił, a podpisany też nie był. 

Chaszczing, chaszczing sprawił nam wiele radości,
Grota pozostała jednak w ukryciu. Raz po raz wspominamy: a to Bacę, a to MK, a to Darkeusha. Z nimi Grota by się z pewnością znalazła.
Ale może chociaż Darek T. pochwali nas za to, że na śmierć i życie nie zgubiłyśmy się w czasie chaszczingu. Oglądałyśmy mnóstwo paproci i takich tam... cóż kiedy nie było komu je nazwać. 
Całkiem niespodziewanie trafiamy na jeszcze jednego złoczyńcę.
Tym razem to żółte diablę

I znowu od razu widać, że to „dzikus”. Marek by takiej fuszerki nie odstawił.
Czy tutaj dzisiaj będziemy spały?

Porzucamy żółte diablę i ufne w potęgę chaszczingu dajemy się odnaleźć mikrusowi.
Pewnie byłby to koniec przygód detektywów w spódnico-spodniach, ale mknąc w kierunku Ślemienia zauważamy cuś takiego, przy dzwonnicy loretańskiej.

Wnioski, subiektywne
- szlak czarny nie idzie do Groty, 
- szlak żółty idzie nie wiadomo gdzie, 
- oznaczenie przy dzwonnicy loretańskiej pokazuje kierunek, ale nie jest powiązane z żadnym szlakiem, szlaku tam nie ma,
- dzikie szlaki robią straszne zamieszanie, turysta nieświadomy „dzikusów” natknąwszy się na takiego w trasie źle określi miejsce pobytu,
- to co robi MK ma sens i logikę,
„dzikusom” śmierć. 
A tak w ogóle to był bardzo fajny, ciepły, jesienny dzień jakiego już raczej się nie spodziewałam. 
Więcej fotek po kliknięciu w obrazek.
