26

(34 odpowiedzi, napisanych Warunki narciarskie)

Ahoj

Właśnie znalazłem info, że...

28 listopada 2014 r. Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Wadowicach wydał nakaz rozbiórki nielegalnego wyciągu krzesełkowego w ośrodku narciarskim Czarny Groń w miejscowości Rzyki (gm. Andrychów, woj. małopolskie). Decyzja zapadła po 5 latach od zgłoszenia przez Stowarzyszenie samowoli przyrodniczej i budowlanej na stokach Pracicy. Inwestor będzie zmuszony rozebrać wyciąg na swój koszt i doprowadzić teren do stanu sprzed zniszczeń. To pierwsza taka sytuacja w Polsce.

http://pracownia.org.pl/aktualnosci,1117

Ciekawe, ciekawe... smile Przyznaję, że nieco mnie to nawet cieszy.

27

(28 odpowiedzi, napisanych Forumowe akcje)

Cześć!

Słuchajcie, ten artykuł jest trochę mylący: blok, w którym mieszkał Kris zostanie WYBURZONY. Pracuję z synem Krisa i mam informacje na bieżąco w tej sprawie (niestety - bo wolelibyśmy chyba wszyscy, żeby się to nigdy nie stało...), sytuacja jest zła, bo ludzie stracili w zasadzie wszystko, co mieli... Tak naprawdę liczy się każdy grosz, który będziemy w stanie uciułać na pomoc.

Żeby sytuacja była jasna i przejrzysta, oczywiście udostępnię sprawozdanie finansowe i jeśli ktoś będzie miał życzenie: wyciąg z konta.

Ahoj!

18 maja na godzinę 10:00 mam zarezerwowane wejście z niewielką grupą z kursu przewodnickiego do elektrowni szczytowo-pompowej Porąbka-Żar. Gdybyście byli zainteresowani wejściem i późniejszym spacerem do Andrychowa (przez Porąbkę i Trzonkę) to zapraszam. Dajcie mi znać mailem najlepiej: m.karweta@gmail.com

Pozdrawiam
marcus

Po dłuuuugiej przerwie mówię "ahoj!" i zapraszam na rajd!

Rajd PolUŚ z SKPB Katowice i SKPG "Harnasie" z Gliwic  26-27. 04. 2014 r.

Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich w Katowicach wraz ze Studenckim Kołem Przewodników  Górskich "Harnasie" w Gliwicach zapraszają miłośników górskich wędrówek na rajd PolUŚ. W tym roku metą rajdu będzie  schronisko na Hali Krupowej w malowniczym – mało uczęszczanym paśmie Babiej Góry i Policy.
Na miejscu organizatorzy przygotowali gry i zabawy z nagrodami
Wszystko wzorowane na absurdalnej twórczości Monty Pythona.

Do wyboru dwie trasy:
Trasa 1  sobota na lajcie:     Zawoja - Polica - Hala Krupowa     

Trasa 2  sobota po rubieżach:     Jordanów - Judaszka - Okrąglica - Hala Krupowa



Cena rajdu 40zł dla wszystkich.
Zapisy i informacje Aldona Wawer tel: 510-117-314
rajd.polus@gmail.com
Więcej na www.skpb.org


W tym roku trasy rajdu wiodą przez wschodnie części Beskidu Żywieckiego.
Dla chętnych proponujemy dwie trasy


Wcześniejsza przez pasmo Polic:
Jordanów – Soska – Urwanica – Okąglica – Hala Krupowa
Spotykamy się o 8.45 w Krakowie przy wejściu na dworzec autobusowy MDA – odjazd spod Galerii Krakowskiej  przystanek ul. Ogrodowa. Dojaz do krakowa we własnym zakresie. Można się dołączyć do Unibusa z Katowic o 7.00 z Alei Korfantego lub na miejscu w Jordanowie
Prowadzi Marcin Kołodziej  tel 608-320-746

Późniejsza z Zawoi przez Mosorny Groń:
Zawoja – Mosorny Groń – Polica – Hala Krupowa
Spotykamy się o 9.50- w Krakowie przy wejściu na dworzec autobusowy MDA –  Dojaz do Krakowa we własnym zakresie. Można się dołączyć do Unibusa z Katowic o 8.00 z Alei Korfantego lub na miejscu w Zawoi

Należy wziąć ze sobą:
Wygodne obuwie turystyczne, śpiwór, czołówkę coś przeciwwietrznego/przeciwdeszczowego.
Za najlepsze przebranie postaci w strój z MP szczególna nagroda.

Koszt imprezy 40zł dla wszystkich.
Zapisy i informacje Aldona Wawer tel: 510-117-314

30

(1 odpowiedzi, napisanych Off-Topic)

Ahoj!

Ostatnio co prawda się nie udzielam na PT Forum, bo jakoś czasu brak, ale za to działam w Studenckim Kole Przewodników Beskidzkich w Katowicach. A gdyby ktoś z Was też miał tam chęć podziałać, to zacząć wypada od kursu przewodników beskidzkich, który będę miał przyjemność w najbliższej edycji współprowadzić :-)

Zdradzę przy okazji, że chyba drugi wyjazd kursowy zaplanowaliśmy w Beskid Mały, więc można się będzie popisać wiedzą na dobry początek :-) Szczegóły:

http://skpb.org/index

Kurs Przewodników Beskidzkich 2013/14
Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich w Katowicach oraz Oddział Międzyuczelniany PTTK w Katowicach zapraszają na półtoraroczny Kurs Przewodników Beskidzkich 2013/14
Masz wolny czas i lubisz góry?

Prowadzisz aktywny tryb życia i chcesz przeżyć wspaniałą przygodę?

A może poznać ciekawych ludzi i przy okazji zdobyć zawód zgodny z zainteresowaniami?

Zapisz się na nasz kurs!

W programie m.in:

specjalistyczne wykłady tematyczne,
wyjazdy szkoleniowe z doświadczoną kadrą przewodnicką,
praktyka przewodnicka,
zajęcia teoretyczne i praktyczne z zakresu pierwszej pomocy prowadzone przez ratowników GOPR
Dodatkowo dla kursantów i przewodników naszego koła - szereg zniżek i rabatów w wybranych sklepach sportowych i outdoorowych.

Spotkanie informacyjne:

13 marca 2013 godzina 17:30
Wydział Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach,
ul. Bankowa 9, sala 216 (II piętro)
Pierwszy wykład:
20 marca 2013, Geografia turystyczna Polski

Pierwszy wyjazd:
22-24 marca 2013 tradycyjnie w Beskid Żywiecki

Chętnie udzielimy odpowiedzi na wszelkie pytania:

Bartosz Piekaruś - 502 973 275

Agnieszka Świerc - 603 772 589

Lub pod adresem mailowym: kurs@skpb.org

http://www.beskidy24.pl/upload/image/news-1386-l.jpg

31

(586 odpowiedzi, napisanych Warunki w Beskidzie Małym)

mały pikuś napisał/a:

Beskid Mały znowu biały,ok 10cm świeżego śniegu pod Leskowcem big_smile


A pod spodem coś leży, czy goła ziemia? Bo na 10 cm to rakiet brał nie będę wink)

32

(586 odpowiedzi, napisanych Warunki w Beskidzie Małym)

A teraz jak tam? U mnie w okolicy ostatnio tak padało, że 20 cm śniegu z podwórka poszło w cholerę... Luźno montuję wyjazd na Lewskowiec i Bliźniaki, ale zastanawiam się jakie tam warunki. Ktoś był ostatnio albo obserwuje?

darkheush napisał/a:
marcus napisał/a:

stawiam flaszkę Darkowi (który newsa znalazł), jeżeli stanie się inaczej!

Jeszcze mnie na pół litra stać, więc nie skorzystam tongue

Darku, ale to nie jest kwestia "stać czy nie". To chęć spotkania "po latach" ;-) Niestety, proza życia mnie dopada i tak jak w tym semestrze nie mam czasu to dawno nie nie miałem...

kris_61 ma świętą rację.
Pozwolę sobie przypomnieć casus Białki Tatrzańskiej. Inwestory napalały się na zrobienie wy*urwistego ośrodka, połączenia Białki z Bukowiną kosztem setek milionów złotych stworzenia ośrodka narciarskiego wielkości austriackiego Hintertuksa. Wiecie, co z tego wyszło? Mówiąc prawie po rosyjsku: "gavno". Prędzej ktoś kupi Kozubnik i wybuduje tam cokolwiek, niż powstanie ten projekt, stawiam flaszkę Darkowi (który newsa znalazł), jeżeli stanie się inaczej!

Cześć!

Ktoś z Was orientuje się może, jakie są pokoje w schronisku pod Leskowcem, vel na Jaworzynie? W sensie - chodzi mi o liczbę osób w pokojach, ponieważ poszukuję schroniska z pokojem dwuosobowym... ;-)

Uzdrawiam,
marcus

36

(116 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Dla mnie, niestety, 29 września i 6-7 października odpadają... Najbardziej realny termin do połowa września. Może być i namiotowo, jak dla mnie obojętne smile

37

(5 odpowiedzi, napisanych Beskidy (polskie, czeskie i słowackie))

piotr napisał/a:

Najpierw uwagi: upojna noc z Leninem - bezcenne. Miałem okazję być nad Zemplińską i w okolicach w 1992. Pamiętam sporą dzicz w Słowackim Krasie, gdzieś jakiś sklep-widmo z pustymi półkami i w zasadzie tyle. Wiem, że byłem w Koszycach i nic więcej.

No, Lenin - bezcenny. W sumie, trochę szkoda, że mu zdjęcia nie zrobiłem wink A najlepsze jest to, że wchodziłem do tego pensjonatu w sumie 3 albo 4 razy i  za każdym razem chciałem mu powiedzieć "dzień dobry" tongue

piotr napisał/a:

Teraz ostrzeżenie: jak nie dasz znać, że jedziesz w Vihorlat to... wiesz co Cię czeka mad

Pamiętam o Tobie, Piotrze. Niestety - wyjazd w Vihorlat i w NP Poloniny to chyba dopiero w przyszłym roku, choć przyznam się po cichu, że mam taki perwersyjny pomysł: namiot, rakiety, śpiwór i wypad zimowy... ]:->

"Uwaga, grupa! Kierunek – wschód! Tam musi być jakaś cywilizacja!" - z takiego założenia wyszedłem przed wyjazdem na "daleki wschód" Słowacji... Więcej, log GPSa, kilka zdjęć na moim blogu: http://mkarweta.vot.pl/wordpress/2012/0 … wilizacja/

Zapraszam!

Ach, pięknie... W zeszłym roku byłem na Traglavie i jestem zauroczony, mimo że kamienie latają i samemu można polecieć... Po cichu planuję tam jechać i się poszlajać jeszcze kiedyś - Razor, Jalovec i podobne czekają! smile

Do tego na mapy.hiking.sk są też szlaki, źródła, geocatching, i skany map SHO Cart.

A gdyby ktoś chciał wynająć chałupę na weekend to może to zrobić od... Lasów Państwowych SR: http://www.lesy.sk/showdoc.do?docid=2070 smile

A w sprawie pomocy w tzw. dziwnych górach Słowacji, służę pomocą :-)

piotr napisał/a:

Nie miałeś szansy - Salatin jest mocno na północ od głównej grani, a wy byliście raczej na południe. I nie oszukuj na przyszłość, że byłeś w Niskich wink

To się nazywa, drogi Piotrze, marketing! ;-)

Cześć!

Jak widzę to miałem szansę Was widzieć w Niskich Tatrach ;-) Zapraszam do lektury i obejrzenia zdjęć z wyjazdu szkoleniowego w dziwne góry Słowacji: http://mkarweta.vot.pl/wordpress/ (przy okazji mój biedablog wraca do życia i może tam coś od czasu do czasu napiszę).

Na zachętę dodam, że są też zdjęcia, bo kiedyś mój wyjazd w tamte strony skończył się noszeniem futerału na aparat z lampą błyskową w środku...

jolanta napisał/a:

Lubię poczytać o tym gdzie Cię tym razem poniosło... w głowie kiełkują mi wtedy zaraz pomysły... a może by tak....  wink 

I wierzę, że część tych pomysłów doczeka się realizacji  big_smile

Bardzo podobało mi się twoje "szerokie" spojrzenie na miasta...   cool

Jolu, to trzeba Ci się zebrać w końcu i przyjechać! smile W okolicy Bożego Ciała planuję wyjazd w naprawdę dzikie góry: Vihorlat i w Park Narodowy Połoniny, są to Karpaty Wschodnie - wewnętrzne (Vihorlat) i zewnętrzne (słowacka część Bieszczadów), planuję nawiedzić "Kyjovsku prales" - oryginalną puszczę karpacką zachowaną, obecnie rezerwat przyrody na terenie okręgu wojskowego. Kolega mój się wybiera ze mną, tyle że on z Katowic. Myślę, że jakbyście się dogadali to samochód byłby wyborną opcją, sam bym się dołożył do tegoż interesu smile

- Rebe, jadę na wczasy nad morze - chwali się Mosze. - Ale słyszałem, że tam kobiety ubierają się bardzo nieskromnie. Rebe, może uczciwy Żyd patrzeć na kobietę w mini i w bluzce z wielkim dekoltem?
- Może.
- A w bikini?
- Może.
- A gdy jest topless?
- Może.
- Rebe, a czy są rzeczy na które Żyd nie powinien patrzeć?
- Są.
- Jakie na przykład?
- Spawarka.

(sponiewierało mnie wczoraj wieczorem big_smile)

piotr napisał/a:

P.S. Jak byś się kiedyś wybierał rowerem np. na Jurę K-Cz lub inne bliższe rejony to daj znać.

Piotrze, ja jestem skłonny na weekend pojechać pod Tatry i możemy spróbować coś porzeźbić w tamtych rejonach - do Popradu masz bliżej, moglibyśmy zrobić, na przykład, Drogę Wolności i okolicę. :-)

piotr napisał/a:

Kontynuując off topic: maj jest jeszcze dla mnie otwarty... A gdzie i po jakiej trasie miałby przebiegać ten wyjazd rowerowy?

Sam do końca nie wiem. Mam luźny plan pojeżdżenia po nizinie naddunajskiej, więc pewnie pętla od Bratysławy do Bratysławy, przez Dunajską Stredę, Komarno, z przebiegiem przynajmniej 150km dziennie (bo tu naprawdę jak płasko jak na stole!), wyjazd w piątek o ciężkim poranku (chciałbym o wschodzie słońca).

piotr napisał/a:

Szczerze? Nie nadążam. Myślałem, że tym razem będzie Vihorlat, a tymczasem jest dokładnie drugi koniec Słowacji wink
Ale gratuluję wytrwałości, bo mnie się już szczerze mówiąc nie chce chodzić po górach w takich warunkach...
P.S. W takim razie napisz, kiedy Vihorlat, bo są szanse, że tym razem dołączę.

Ja też myślałem, że pojadę w Vihorlat, ale zeszłotygodniowe warunki oraz fakt, że na wschodzie Słowacji jest zimniej mnie odstraszyły, bo żadna to przyjemność łazić w pizgawicy i padających śniegu, w śniegu po nabiał, etc. Nie wiem, czy wyjazdu w Vihorlat nie przesunę do maja, bo teraz mogę nie mieć czasu niestety (Święta, w weekend po Świętach chciałbym skoczyć gdzieś rowerem - również zapraszam na weekend na rowerze :-), za dwa tygodnie jadę na konferencję, a potem majówka)

jardo napisał/a:

Co fakt to fakt smile żeś się rozpisał że hej big_smile ale doczytałem do końca big_smile jak będę kiedyś przejazdem w Słowacji to na pewno zahaczę o Bańską Bystrzycę i okolice big_smile

Bańska Bystrzyca też jest fajna, ale ponieważ jest znacznie większa nie ma takiego klimatu jak Bańska Szczawnica czy Kremnica. Swoją drogą, do Bańskiej Szczawnicy przyjechać muszę li tylko po to, żeby ją zwiedzić, muzea, skansen, etc., bo ilekroć tam jestem, nigdy nie mam czasu ;-)

Cześć!

Tydzień wcześniej marznąc w chałupie Cabanka w Górach Kremnickich, przeklinając "wiosnę" z Bożej łaski, napisałem do kolegi Sławka SMSa o treści mniej-więcej: "Sławek, bierz wolne na następny piątek, jedziemy w góry środkowej Słowacji". Dwie godziny później obudził mnie SMS o treści mniej-więcej: "czekam na szczegóły". Mówiąc szczerze do końca nie wierzyłem, że Sławek przyjedzie, ale jednak.

A początek był ciężki... Najpierw pakowanie do 23:00, bo strasznie nie mogłem się do niego zebrać (wpływ na to miała głównie prognoza pogody, wedle której miało padać cały weekend i miało być - przepraszam - pizgawicznie zimno), potem niecałe 5h snu, pobudka o 3:50, 5-minutowa drzemka i już jestem na nogach. Ponieważ wyjazd był zaplanowany jako namiotowy prysznic odwlekałem do ostatniej chwili ;-) O 4:50 już siedziałem w autobusie do centrum Bratysławy, a Sławek właśnie do niej dojeżdżał. Okazało się, że był szybciej, trochę poczekał na mnie na dworcu i wskoczyliśmy w autobus, po cichu modląc się o jakieś komunikaty jaka będzie następna stacja (na szczęście tak było, bo jak tylko usiedliśmy tak padliśmy obydwaj jak muchy). Autobus do Brezna już w Bratysławie był pełny, jednak skład wokół nas dość często się zmieniał. Około 8:45 dojechaliśmy do Zvolena, gdzie mieliśmy pół godziny na przesiadkę do autobusu z Bańskiej Bystrzycy do Krupiny. W tak zwanym międzyczasie znaleźliśmy bankomat (Sławek kompletnie zapomniał, że na Słowacji nie płaci się złotówkami...) i Lidla, gdzie zaopatrzyliśmy się w drugie śniadanie (wciągnięte niemal natychmiast na dworcu autobusowym). Autobus przyjechał punktualnie, ludzi niewielu, a większość i tak wysiadła po drodze. Już w autobusie wiedziałem, że plan nam się zmieni - strasznie wiało, padał przelotny deszcz (zapowiadany zresztą na cały weekend), a ja nauczony poprzednim tygodniem byłem przygotowany jak na wojnę przynajmniej z Lodowym Szczytem albo innym Durnym: w plecaku do rzeczy nieużytych (na szczęście) należały: stuptuty, spodnie membranowe, kalesony, kurtka primaloftowa, dodatkowa bluza polarowa, skarpety zimowe. Wracając do samego wyjazdu... Około 10:00 wylądowaliśmy w Krupinie na rynku, piękne słońce w twarz, lekki wiatr sprawiał, że szło się przyjemnie. Na początek poszliśmy zielonym szlakiem z Krupiny do Žibritova obok zbiornika wodnego Bebrava. Szlak nie jest forsowny, zrobiliśmy do w około 2h, a jest piękny, mnóstwo odkrywek geologicznych, polany, potok(i)...

W ogóle góry środkowej Słowacji, pasmo Rudaw Słowackich znacznie różni się kształtem od znanych nam Beskidów. Rudawy to pozostałość po wulkanach, co rusz spotkać można zastygłe jęzory lawy sprzed milionów lat, skały magmowe (głównie wylewowe, acz metamorficzne też się zdarzają), a góry... Góry wyglądają trochę jak Beskid Wyspowy, tylko są bardziej ze sobą połączone i tworzą pasma (lub raczej: pasemka) o sporym przewyższeniu.

...a mimo tego, że góry niewysokie i doliny niegłębokie to nie są zaludione. Trafiliśmy do Žibritova, spróbowaliśmy wejść do kościoła (barokowy, z wierzchu paskudny), niestety był zamknięty. Zatem udaliśmy się na asfalt, który przyszło nam deptać spory kawałek, gdyż naszym następnym celem był kasztel w Svätom Antone, obiekt wpisany na listę zabytków kultury Słowacji. W okolicy przełęczy pod Bukoviną udało nam się złapać stopa. Sympatyczni ludzie odwieźli nas pod sam kasztel, życzyli miłego dnia i bardzo się dziwili dwóm rzeczom: że Polacy jeżdżą w góry Słowacji (i nie w Tatry), oraz że studiuję filologię słowacką. ;-) Po zwiedzeniu kasztela zjedliśmy co nieco i udaliśmy się znów zielonym (acz innym) szlakiem do miejscowości Ilija, tam wypiliśmy kufel Kofoli, pogadaliśmy z miejscowymi pijaczkami i udaliśmy się dalej w stronę najwyższego szczytu Gór Szczawnickich - Sitno (1009). Góra towarzyszyła nam niemal cały dzień, charakterystyczna niczym Skrzyczne - z masztem. Oraz piękną panoramą na Javorie, Ostrôžky, Poľanę, Góry Kremnickie, Nizinę Naddunajską... Przy naprawdę dobrej widzialności powinna być widoczna i Wielka Fatra. Niestety, na Sitne - przepraszam - piździało jak na dworcu w Kielcach. Zjedliśmy czekoladę i postanowiliśmy się czym prędzej schować. Do tego dochodziła jeszcze kwestia znalezienia miejsca na namiot, ponieważ uznaliśmy, że kemping to nie nasz klimat. Zeszliśmy z Sitna niebieskim szlakiem, który po chwili zmienił się w zielony (w kierunku Počúvadlianskeho jazera), rozbiliśmy się w okolicy źródła, zaraz na granicy rezerwatu.

Noc minęła spokojnie, choć nad ranem było mi... Za ciepło w stopy a za zimno w nos. Rano pozbieraliśmy bety i szybko uciekliśmy do doliny. Udało nam się "jak w mordę strzelił", bo jak tylko znaleźlismy (20 minut od biwaku) miejsce na śniadanie zaczął padać deszcz. Szczęśliwie gdy śniadanie skończyliśmy wyszło słońce. Od Počúvadlianskeho jazera szliśmy (niestety) piechotą po asfalcie do samej Bańskiej Szczawnicy, jednego z kilku (jeszcze: Levoča, Bardejov, Kremnica) miast wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO, ale jako jedynego słowackiego - wpisane w całości. Sławek na początku się temu dziwił, no bo jak to całe miasto... Potem jednak szybko zrozumiał, bo gdzie w tym małym mieście się nie ruszyliśmy, tam było pięknie (niestety, paskudne blokowiska też są na Liście UNESCO...). Zjedliśmy obiad, zrobiliśmy zakupy i stwierdziliśmy, że mamy czasu a czasu, więc udaliśmy się jeszcze na popołudniową kawę do kawiarni Divná Páni. Knajpka ma niesamowitą atmosferę. Tak nam się udało, że tam przeczekaliśmy kolejny szybki deszcz. Dalej oglądając tajchy (sztuczne jeziora wybudowane, żeby energię uzyskaną ze zrzutu wody wyrzkorzystać do wypompowania wody z głębszych pokładów srebra), stare górnicze domy... Dość sprawnie doszliśmy na przełęcz Červená studňa, tam weszliśmy na szlak im. Andreja Kmeťa - lokalnego księdza i przyrodnika, miłośnika Gór Szczawnickich. Gadając, a czasami będąc zwiewanymi ze szlaku przeszliśmy na Hadovą, a następnie na przełęcz Kerling, gdzie na gigantycznej polanie najpierw (pod daszkiem, gdyż zaczęło padać) wypiliśmy piwo, a potem rozłożyliśmy namiot i poszliśmy spać. w nocy spadło około 1cm śniegu, momentami padał naprawdę gęsto, co było słychać na namiocie.

Niedziela zaczęła się dość wcześnie, bo już o 5:30. 10 minut drzemki i budzik-morderca nie daje żyć. Zwijamy się czym prędzej, bez gotowania herbaty uwinęliśmy się w 45 minut, po czym... Srodze się zgubiliśmy. Po prostu przeoczyliśmy rozwidlenie szlaków i poszliśmy dalej niebieskim, a mieliśmy zejść żółtym do Žarnovicy... szybka nawigacja, stwierdzenia na chybił-trafił i jakie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że zgubieniem się zaoszczędziliśmy dobre pół godziny, które przeznalczyliśmy na zakupy. Powrót przebiegł spokojnie...

Niestety, zdjęć na razie nie mam, a jest ich niewiele - pogoda nie zachęcała do fotografowania niestety. Mam kilka panoram, a w mojej galerii można zleźć kilka zdjęć z niektórych Bańskich Wolnych Miast Królewskich, jest też zdjęcie z Divnej Panej. smile A zdjęć z tego wyjazdu na razie nie mam, gdyż nie miałem czasu ich przegrać, a aparat został w Bratysławie...

Wszystkim, którzy dotarli do tego momentu gratuluję wytrwałości, bo mi się rozciągnęło i przynudziło chyba nieco...

Pozdrawiam i tym, którzy świętują niedługo - wesołych świat. A całej reszcie - przyjemnego dłuższego weekendu (jeżeli szukacie pomysłu na 3-4 dni spacerów to polecam Góry Szczawnickie, serio!)

I jeszcze, ku jasności: do nawigacji używaliśmy mapy nr 138 wydawnictwa VKU Harmanec a.s.

@nena: dziękuję, dziękuję :-)) Wziąłem sandały w przekonaniu, że będzie cieplej. Ale dobrze zrobiłem, bo po chacie w nich śmigałem jak treki były mokre... :<

@Jola: wierz mi, w chałupie było tak zimno rano, że jak z niej wyszedłem do zdjąłęm polar... W kominku nie paliłem, bo nie miałem piły, żeby potem lecieć po drewno, a szukanie gałęzi pod metrem śniegu... Sama rozumiesz ;-)

@maurycy:

maurycy napisał/a:

Tylko basenik a potem zwiedzanie miasteczka , które słynie z kopalni srebra - jak mnie pamięć nie myli

Wiem, że Wikipedia nie jest najlepszą podporą w odpowiedzi, ale: http://sk.wikipedia.org/wiki/Kremnica :

Kremnica patrí medzi stredoveké mestá stojace v čase svojej slávy v centre pozornosti panovníkov, ale aj ďalších mocných vtedajšieho sveta, ktorí sa ju usilovali dobyť a získať pre seba. Príčinou ich záujmu boli bohaté zlaté bane.

co się tłumaczy luźno: "Kremnica jest jednym ze średniowiecznych miast, które w czasach swojej świetności były oczkiem w głowie władców oraz panów ówczesnego świata, którzy starali się ją podbić i przywłaszczyć. Przyczynkiem ku temu były bogate złoża złota"

Srebro wydobywano w Bańskiej Szczawnicy, gdzie wybieram się w najbliższy weekend :-) ("zlatá Kremnica, strieborná Banská Štiavnica, med´ená Banská Bystrica": "Złota Kremnica, srebrna Bańska Szczawnica, miedziana Bańska Bystrzyca")

Cześć!

Kolejny weekend, kolejny wyjazd. Tym razem wybór padł na nieco oddalone od Bratysławy, Góry Kremnickie - na południe od Wielkiej Fatry, na południowy wschód od miasta Martin, na zachód od Bańskiej Bystrzycy, na północ od doliny Hronu.

Dzień zaczął się od niehumanitarnej pobudki o 4:45. Pół żywy zebrałem się na autobus i już o 6:30 siedziałem w pociągu. Trochę pospałem, trochę pooglądałem gór, koniec końców około 9:30 wysiadłem w Hronskej Dubrave. Tam przesiedziałem godzinę i przyjechał mój pociąg do Kremnicy, w której wylądowałem o 11:00. Zrobiłem sobie szybki spacer po mieście, udałem się do informacji turystycznej, zapytałem panią co warto zwiedzić, dostałem odpowiedź, że mennicę. Niestety, żeby wejść do mennicy trzeba zebrać grupę 5 osób, a ja byłem sam i nikt się nie stawił o ustalonej godzinie. Nic to, zrobiłem ostatnie zakupy i poszedłem w góry. A co.

Na dobry początek złapałem stopa. wink Ponieważ mocno nie lubię deptać asfaltu zawsze łapię stopa na asfalcie, taki już jestem. Trzeci samochód się zatrzymał:
-gdzie idziesz?
-do Skalky
-wsiadaj.
Skalka to taki okoliczny ośrodek narciarski, nawet całkiem spory, a do tego oferujący również trasy biegowe (ratrakowane!). Pan mnie trochę postraszył, że misie, że śnieg... Śniegu się nie boję, misiów trochę tylko. ;-) Wychodząc uświadomiłem sobie, że pan kierowca nieco popsuł mi plan dnia, bo zaplanowałem sobie 4-5h spaceru, a on 3h załatwił za mnie w 20 minut. Ale nic to, przecież można poleżeć na polanie, a warunki ku temu idealne - na polanach śniegu niet, ciepło było, aż miło. Ze Skalki szybko przeszedłem pod przełęcz Tunel, pod którą faktycznie jest tunel... Tunel ten zrobiono w czasie, kiedy owa przełęcz służyła do transportu złota i miedzi (w Kremnicy od średniowiecza działa znana na cały świat mennica, a sama Kremnica nazywana była "złotą", w Bańskiej Bystrzycy wydobywano miedź), a w czasie Słowackiego Powstania Narodowego służył jako miejsce przerzutu różnych rzeczy (głównie kosztowności) z obleganej Bańskiej Bystrzycy. Tunel nie jest jakiś "epicki", ma może ze 20 metrów długości, ale po obu stronach są naprawdę poważne ściany, niemal pionowe (zejście tam bez plecaka jest mało wygodne, a co dopiero z ciężkim ładunkiem!). Obczaiwszy tunel udałem się dalej na północ. Tabliczka na przełęczy mówiła "Vyhnatova - 30 minut". Szedłem godzinę i 10 minut. Częściowo dlatego, że zapadałem się w śniegu (początkowo do kolan, potem wyżej i wyżej, na pasie skończywszy...), częściowo dlatego, że podziwiałem panoramy. Zejście z Vyhnatovej też nie należało do przyjemnych - śniegu po nabiał non-stop aż do samej przełęczy Kordickej, gdzie zaplanowałem sobie nocleg w Chacie Cabanka. Chata to (co widać na zdjęciach) nic specjalnego - cztery ściany, podłoga i dach. smile Siedzenie samemu w pustej chałupie nie należy do najlepszych rozrywek, poszedłem więc dość szybko spać. Tylko po to, żeby około 21:00 obudził mnie ratrak ubijający trasy biegowe. A za godzinę ponownie. Nic to jednak. Obudziłem się koło 7:00, pozbierałem swoje jeszcze mokre bety i wyszedłem z chałupy, a tu... Narciarze! O 8:00 przed chałupą niemal dzikie tłumy (grupa trzech osób!) i Wielką Fatrę podziwiają... Chlupiąc butami zacząłem schodzić z Kordickego sedla w stronę przysiółka Kordiky. Piękna pogoda, ciepło... Nic tylko wyjąć leżak smile W Kordikach zrobiłem sobie krótką przerwę na Kofolę i podeptałem dalej w stronę Harmańca - ojczyzny porządnych map Słowacji smile Przeszedłem doliną Cenowego Potoku, ukradłem trochę wody z źródła "Cenovego"... Cisza, spokój. Dość szybko się skończyło, bo po około 90 minutach zszedłem do drogi łączącej Bańską Bystrzycę z Martinem. Szczęśliwie udało mi się złapać stopa do BB, gdzie najpierw trochę pouprawiałem żuling na placu Słowackiego Powstania Narodowego, a potem na stacji kolejowej. ;-) Wróciłem pociągiem odwrotnej relacji do tej, którym przyjechałem w góry...

A już w przyszły weekend planuję wyjazd w góry bez śniegu (mam nadzieję).

Zapraszam do rzucenia okiem na galerię: http://mkarweta.vot.pl/galeria/index.ph … marca-2012 (za moment uporządkuję zdjęcia i dodam jakieś słowo podpisu)

Pozdrawiam i przepraszam za nudną formę. Kompletnie nie mam pomysłu na relację z wyjazdu z lipnym chodzeniem... ;-)