Z klasztornego wzgórza trawiastym stokiem schodzę do Wielopola i niebawem podziwiam z bliska cerkiew grekokatolicką, którą widziałam z murów Karmelu 


Wspięłam się na kolejne wzniesienie i podziwiałam panoramę okolicy – zrobiła na mnie szczególne wrażenie bo jednocześnie widzę cerkiew i klasztor, a nadciągające ciemne, deszczowe chmury straszą deszczem 

Na szczęście obeszło się bez opadów.

polami, polami...

po miedzach, po miedzach...
W pobliskim zagajniku wypatrzyłam taką oto lizawkę

Polami dotarłam na wzniesienie Gruszka, skąd rozciągała się kolejna piękna panorama – tym razem na odlegle jeszcze Lesko

Kolejna miejscowość na trasie to Huzele, a Lesko coraz bliżej
Wyraźnie widać bryłę kościoła i zamku.

Przekraczam most na Sanie i mijam pierwsze domy miasteczka.

Do Leska wchodzi się od strony zamku pochodzącego z XVI wieku. Wygląda on bardzo malowniczo ze względu na położenie na stromej skarpie nad Sanem. Wielokrotnie odbudowywany po pożarach, działaniach wojennych, przebudowywany przez kolejnych właścicieli pełni obecnie rolę hotelu. Na hotel wystarczy mi, rzut oka z daleka 

Znowu trzasnęły mi nie wiadomo
kiedy dwie godziny bo warto poświęcić trochę czasu na zwiedzenie Leska. Zjadłam obiadek w restauracji Stare Lisko i troszkę poszwędałam się po miasteczku.

XIX wieczny ratusz - piętrowy budynek z wieżą zegarową.

Synagoga, w której mieści obecnie galerię sztuki.

Kirkut, jeden z najstarszych w Polsce.
Dalej szlak wyprowadza mnie za miasto do źródeł mineralnych. Przed II wojną światową istniało tutaj niewielkie uzdrowisko przeznaczone głównie dla żydowskich kuracjuszy.
Jeszcze przed wyjazdem obczytałam się
że źródła są siarczkowe i jest ich całkiem sporo bo aż 14.
Na miejscu jestem jednak bardzo zawiedziona. Ujęcia położone są w zaniedbanym parku i nie zachęcają do pobierania z nich wody.

Skupiam więc wzrok na co ładniejszych budynkach, jesiennych akcentach, tym bardziej, że bure chmury gdzieś sobie poszły.


Wiem, że niebawem czeka mnie jeszcze jedna atrakcja Kamień Leski

Jest naprawdę ogromny!
Udało mi się sfotografować tylko jego część, ponieważ ciągnie się w leśnym zagajniku przez około 100metrów. Kiedyś pozyskiwano u jego stóp kamień, obecnie nie prowadzi się już prac za to wyznaczono drogi wspinaczkowe.
Przy kamieniu spotkałam dwójkę grzybiarzy. Po krótkiej rozmowie zostałam obdarowana …. nie grzybami, a takimi oto Aniołkami wykonanymi na szklanych kamyczkach przez pewną staruszkę z Krakowa – sympatyczne spotkania na szlaku – to moja specjalność!

Za Kamieniem Leskim zielony szlak pokonuje dolinkę potoku i wychodzi na drogę Lesko - Glinne tuż przy bacówce.

W ciepłej porze roku można kupić tu owcze sery, teraz pasły się tylko owieczki.
![https://lh6.googleusercontent.com/-xqRWvgiVHBQ/VpQKMQ_cm0I/AAAAAAAAKNs/q-5YB_VFMxo/w532-h709-no/IMG_0110.JPGimg]](https://lh6.googleusercontent.com/-xqRWvgiVHBQ/VpQKMQ_cm0I/AAAAAAAAKNs/q-5YB_VFMxo/w532-h709-no/IMG_0110.JPGimg])
Leśnymi drogami wychodzę na Czulnię. Góra jest zalesiona, a podejście choć stosunkowo krótkie to dość strome. W końcu jest Zwierzyń.

Mijam bunkier pozostałość po linii Mołotowa i kieruję swoje kroki do baru... Spragniona? Nie, po informacje. Gdzie jak gdzie, ale w barze wiedzą wszystko 
Nie myliłam się, znalazł się nocleg, chociaż większość kwater była zajęta przez wędkarzy – wiadomo jesienne połowy szczupaka
a Zwierzyń położony jest w zakolu Sanu.
Zasypiałam podekscytowana, bo następnego dnia szykowało się bardzo miłe spotkanie! 