151

(4 odpowiedzi, napisanych Warunki w Beskidzie Małym)

fajter napisał/a:

witam, wczoraj miałem okazję być na Babiej Górze i na szlaku spotkałem 3-4 osoby z rakietami i tyle samo idących w rakach, pogoda była wręcz idealna, widoki aż po same Tatry więc polecam trasę z )( Krowiarek na markowe szczawiny potem podejście na )( Bronę i Diablak -  będziesz miał okazję wypróbować nowy nabytek...
no tylko, że to trochę dalej niż Magurka...

Czytałem, że powyżej 1000m npm jest szansa pochodzić na rakietach (i ma to sens). No nic, chyba coś w paśmie Policy będę kombinował. Dzięki!


teksanski napisał/a:

Obecnie chodzenie z rakietami w BM mija sie z celem.Poczekaj na nowy opad sniegu:)

To może potrwać. ;-)

teksanski napisał/a:

Ja wybieram sie w srode wiec jakbys byl chetny to prosze o kontakt;)

Ohoho! A jaki masz (wstępny) plan?

152

(4 odpowiedzi, napisanych Warunki w Beskidzie Małym)

Witam!

Ponieważ wszedłem w posiadanie rakiet czym prędzej bym je przetestował. Może ktoś się ostatnio poniewierał po Małym (albo innym Beskidzie ;-)) i wie czy są na rakiety warunki? Kopny śnieg i takie tam, ku jasności. Nie interesują mnie (na razie) długie trasy, ale obczaiłbym podejście i zejście, najchętniej, mówiąc szczerze, coś w okolicach Magurki, bo do pociągu blisko.
No i może ktoś by się udał ze mną?

153

(87 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Dariusz Tlałka napisał/a:

Jak było wcześniej mówione, ja potwierdzam obecność na zlocie jako przewodnik nienoclegowicz z trasą Wilkowice Górne - Skała Czarownic - Wietrzna Dziura - Magurka Wilkowicka - Chatka Rogacz.
Nie wiem co z innymi chętnymi na zlot hmm Nie chciałbym przewodzić tylko parę osób neutral

A ja sam jeszcze nie wiem jak przybędę, jak bogowie pozwolą to z jakimś międzynoclegiem sobie strzelę trasę (a jak dadzą jeszcze bardziej to przylecę na rakietach big_smile)

154

(87 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

A już miałem nadzieję na jakieś dziewczyny... Ech, Kaper, robisz ludziom tylko nadzieję! tongue

155

(87 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

darkheush napisał/a:
marcus napisał/a:

(...) a z kursem to się mogę napić gdziekolwiek i kiedykolwiek ;-)

Z nami również lol

Niby tak, ale Wy jesteś dalej niż kurs tongue
Jest tak, że o ile się nie rozchoruję albo moich finansów nie trafi szlag (na przykład: nie odbije mi szajba, żeby kupić rakiety za c*ujwieilepieniędzydokładnietychktórychniemam) to będę na zlocie. W końcu zimowy.

156

(87 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Ja może w końcu przybędę, bo mam w tym czasie do wyboru dwie pijackie imprezy, a z kursem to się mogę napić gdziekolwiek i kiedykolwiek ;-)

nena napisał/a:

Toż się znowu pośmiałam do rozpuku big_smile.  Rewelacyjna relacja i fotki marcusie i Jolu ! big_smile , no ba ...  i ta Wasza wycieczka big_smile !

A ja znów nie wiem czemu to śmieszne... Wycieczka, przyznaję, mało ambitna. Ale w sezonie 2011 planuję, za przeproszeniem, srodze pier*olniętą akcję. Muszę tylko mieć wolny weekend i dobrą pogodę ];->

Sęk w tym, że w takim śpiworze jak ma Agata (no dobra, trochę większym, mój ma 200 gramów więcej wypełnienia) spałem ubrany w: jedną parę skarpetek, kalesony, boksery, koszulkę typu prawienic oraz bluzę. W bacówce było -8 stopni, mnie było ciepło.
Koleżanka z kursu to dobrze określiła na wyjeździe kursowym w Gorce i Wyspowy (pisałem relację?): "no, jak marcus zdejmuje bluzę bo mu gorąco to ja ją zakładam, bo umieram z zimna". Momentami tak faktycznie jest.

Przy okazji: jakby kto się zastanawiał nad wiosenno-letnio-wczesnojesiennym, lekkim śpiworem w którym można się też rzucić w schronisku - polecam tego Superpack, jest też wersja cieplejsza (SP1000) oraz lżejsza (SP600), różnice w cenie niewielkie, a cena sama sobie też nie powala: za mój zapłaciłem trzy lata temu niecałe 200zł (170?). Śpiwór sprawdził się w schroniskach (bywa w nim za gorąco), ale także zimą (około 0) w bacówce, pojeździł ze mną po Bałkanach półtora roku temu (spałem w nim w Fogaraszach na wysokości 1700m npm przy temperaturze około 5 stopni oraz w 25-stopniowym nocnym upale w okolicy lotniska w Podgoricy).

Witam!

Jakoś ostatnio czasu nie mam i dopiero teraz piszę kilka słów o długim weekendzie 6-9 stycznia, kiedy to w istebniańskiej "Zaolziance" odbywała się tegoroczna Fasolka, a przy jej okazji odbył się mikrozlot oraz atak na Beskid Węgierski (Egészségedre!).

Wszystko zaczęło się w czwartek, w święto Ofiarowania Pańskiego, szóstego dnia roku dwatysiące jedenastego. Wyleczywszy posylwestrowego kaca pojechałem w góry z Agatą. Plan nie był bardzo ambitny: chcieliśmy poszlajać się po paśmie Klimczoka oraz po Beskidzie Węgierskim (Egészségedre!). Zatem w czwartek (poszukując pod drodze jedzenia) dojechaliśmy około 18:00 do Brennej, gdzie zostawiliśmy samochód pod Żabką i udaliśmy się zielonym szlakiem do schroniska na Błatniej, nie bez przygód oczywiście. Najpierw wyzwaniem okazało się znalezienie szlaku, nikt nie potrafił nam pomóc, aż w końcu dwaj Mili Panowie w "sportowym" VW Golfie II stwierdzili "no, to musicie iść tam, tam jest Malwa! I za Malwą do góry! Ale tym autem tam nie wyjedziecie..." wskazując na Opla Corsę Agaty. Po informacji, że idziemy tam piechotą chwili się na za głowy, potem za te dwie butelki, które kupili w Żabce i odjechali. My skończyliśmy przepakowywanie się, odzialiśmy stuptuty, rozwinęliśmy kijki i na szlak. Z planowych 2:15 szliśmy 1:50 z dwoma przerwami na herbatę i papierosy (nie moje;)).  Gdy dotarliśmy do schroniska było już zamknięte... Pięknie to świadczy o Błatniej, kurde blaszka. Jakby kto w środku nocy przyszedł, to by zamarzł u drzwi schroniska... hmm Nas nie spotkał taki los, a nawet gdyby zaczął nas spotykać to było na tyle ciepło, że gdybyśmy się tylko schronili przed wiatrem, byłoby spoko. A wiało okrutnie, halny zlizywał resztki śniegu. Dostaliśmy pokój, kupiłem sobie piwo i dość szybko rzuciliśmy się w śpiwory.
Tutaj warto wspomnieć o "delikatnej" różnicy między ubiorem moim i Agaty: ja wziąłem ze sobą śpiwór z komfortem 10 stopni (na plusie) ważący 0,8kg, HiMountain Superpack 800 i wskoczyłem do niego ubrany jedynie w bieliznę. Agata miała dość ciężki śpiwór Troll Grizzly 500 komfort około 0. Spała w nim ubrana w spodnie polarowe i jakieś dwie bluzy, było jej "chłodno"...

Siódmego dnia roku bieżącego pobudka szła okrutnie... Budziki ustawione na 7:00 najpierw zostały przestawione na 7:20, potem jeszcze o 10 minut. Ja się wywlekłem ze śpiworu próbowałem budzić Agatę, co mi nie szło (nienawidzę budzić ludzi...), więc się spakowałem i ustawiłem budzik w jej telefonie (głośny i przeraźliwy jak stopindziesiont) po czym uciekłem z pokoju do schroniskowej jadalni. Po 15 minutach przyczłapała Agata, pogadaliśmy z panią z obsługi (strasznie burkliwa...), z turystami... I udaliśmy się na szczyt Błotnego, panoramki absolutnie niet. Za to piździawa taka, że kapelusz mi chciało zwiać... Dość szybko dostaliśmy się na Klimczok i już o 11:45 zeszliśmy na przełęcz Karkoszczonka, gdzie czekała na nas Jola. Czekała od 10:30... Jeszcze raz okrutnie się kajamy, tak nam jakoś nie szło... Spotkanie z Jolą to też były jaja, szczególnie dla Niej - staliśmy z Agatą nad stolikiem, przy którym siedziała Jola i... Dzwoniłem do niej. Pewny nie byłem, że Ona to Ona, nooo! ;-)

Z Jolą udaliśmy się spokojnie przez Beskid Węgierski (Egészségedre!) w stronę Kotarza, jednak ponownie: okrutnie nam się nie szło, na Hyrcy stwierdziliśmy, że spadamy na dół. Cześć zeszliśmy, część... Zjechaliśmy na mapie "Beskid Śląski, Żywiecki i Mały" 1:100k, wyd. Compass, oklejonej taśmą klejącą. Nawet kawałek dała radę, ale stok tam, niestety, jest nieczynny i śnieg był dość mokry. Mapa poniosła niewielkie straty, czeka na poprawkę w klejeniu. Jak już wydostaliśmy się na asfalt szybko złapaliśmy stopa i pojechaliśmy do samochodu Joli, a jej samochodem - do samochodu Agaty. Szybko skoczyliśmy do Ustronia na obiad (naleśniki w "Delicjach" - mniam!) i przez przełęcz Kubalonka z postojem w supermarkecie udaliśmy się do schroniska młodzieżowego "Zaolzianka", gdzie powoli rozkręcała się impreza. Na wstępie każdy dostawał numerek, który później wymieniano na losowane prezenty. Śmiesznie było, gdy do każdego prezentu dokładano mapy Kaszub, Mazur czy innego Wciuljeziorza... wink Ja dostałem magazyn "Góry" i autograf Oli Dzik pod rozmową z nią zamieszczoną w czasopiśmie. Tu slajdy, tam slajdy, a w międzyczasie kręciła się impreza. Ponieważ coś-tam w domu poczytałem, to postanowiłem się zgłosić do sobotniego prowadzenia. Krótka trasa na Ochodzitą, gdzie mieliśmy strzelić panoramkę. Bóg był łaskawy, widzialność była marna, więc na wyczucie powiedzieliśmy co gdzie i polecieliśmy na piwo grzane, które rozwinęło się w srogie żarcie. Żury, placki ziemniaczane, etc... Ech...! Z knajpy szybka ucieczka do Zaolzianki, część niebieskim szlakiem, a część nie. Brodzenie w mokrym śniegu jest marne... Przynajmniej tak myślę, bo tym razem szedłem na końcu, jako zamek. Po około trzech godzinach i bitwie śnieżnej (śnieg się dobrze kleił, to grzech było nie wykorzystać!) dotarliśmy do Zaolzianki. Tam, oczywiście, zamiast na slajdy trafiliśmy najpierw na piwo, potem na slajdy i licytację dla WOŚP, na której kupiliśmy (jako kurs) kubek kalendarz. O ile kubek się przyda na kawę, o tyle na kalendarzu się podpisaliśmy i sprzedaliśmy dalej, poszedł za około 50zł. Po wszystkich slajdach była, oczywiście, impreza.

W niedzielę spokojnie wróciliśmy na Śląsk. W posiadaniu zdjęć z soboty jest Jola.

A. To takie "egészségedre!" (czyt. "egesszegedre") znaczy po węgiersku "na zdrowie". I to jest jedyne co potrafię powiedzieć w tym języku. ;-)

160

(17 odpowiedzi, napisanych Ciekawe miejsca)

No proszę, proszę! Tego bym się po Beskidzie Małym nie spodziewał :-) A jakieś przybliżone lata działania skoczni?

161

(9 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)

A na zachętę powiem, że właśnie skończyłem prezentację kursową. ]:->

162

(9 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)

Chwila niemalże ostatnia, z tego co wiem to miejsca do spania zostały nieliczne (a sobota/niedziela - tylko na glebie), ale może ktoś się zdecyduje. Cytuję na forum SKPB:

Program Beskidzkiego Slajdowiska - Fasolka 2011


Piątek ( 7 styczeń )

Blok filmowy

14:40 - "World heritage Nepal" - Światowe dziedzictwo Nepalu
Film dokumentalny autorstwa Rakesh Kayastha o najciekawszych zabytkach Nepalu.( czas trwania filmu 76 min.) wersja angielska

16.00 - “ Cisza nad obłokami - medytacja tatrzańska "
“Z wolnością uzyskaną na szczycie góry nie pozwolisz nikomu sobą zawładnąć. Cisza nad obłokami. Nad obłokami czujesz tajemniczą łączność z wszechświatem... To jak uderzenie wyzwalające duszę abyś mógł poczuć cały górski świat. Świat, który u ludzi dziwnie intensyfikuje siły fizyczne i duchowe, energię naturalną i ponadnaturalną, uwalnia to, co drzemie w naszych głębiach... To, co jest podstawą wiary we własne siły... To, co po zejściu w doliny pozwala kroczyć z podniesioną głową i świeżą krwią w żyłach.” ( Kolekcja Grand Prix Pavol Barabas – czas trwania filmu 62 min. )

17.00 Polskie Himalaje - Największe tragedie
“Film jest hołdem złożonym przez autora, Janusza Kurczaba, jego kolegom, którzy zostali w Himalajach na zawsze. To opowieść o miłości do gór silniejszej niż strach, o odwadze, poświęceniu, a czasem i tragicznej bezmyślności. Śmierć jest często powodowana prostymi błędami, brakiem profesjonalizmu kierownika wyprawy. Czasem ginie himalaista, który wyruszył na samotną wyprawę, czasem zespół wraca po prostu w mniejszym składzie. Znalazły się na nim niepublikowane jeszcze sceny z pogrzebu Andrzeja Czoka i obrazy z bazy pod K2 założonej w tragicznym 1986 r. Ta jedna góra pochłonęła wtedy aż 13 ofiar, z których większość należała do czołówki światowego himalaizmu. To zdjęcia wybitnych polskich himalaistów, m.in. Dobrosławy “Mrówki” Miodowicz-Wolf oraz Wojciecha Wróża.” ( Kolekcja "Polskie Himalaje" – czas trwania filmu 66 min. )


Blok pokazów autorskich

18:20 - ”Albania i okolice” Anna Trojanowska


19:00 – ”Góry Przeklęte” Racibor Dembowski


19:40 – ”Spitsbergen” Michał Laska

20:10 Ola Dzik – pokaz zdjęć z ostatnich wypraw. ("Elbrus Race", relacja z Wyprawy Unifikacyjnej PZA Nanga Parbat 2010 , relacja z wyprawy na Pik Pabiedy 7439 m )
“Ola Dzik na swoim koncie ma m.in. pierwsze polskie kobiece wejście na jedną z najniebezpieczniejszych gór świata - Pik Pobiedy (7439m n.p.m.). Ponadto jako pierwsza Polka dokonała wejść na wszystkie pięć siedmiotysięczników byłego ZSRR (Pik Pobiedy, Chan Tengri, Pik Somoni d. Kommunizma, Pik Korżeniewskiej, Pik Awicenny d. Lenina), uzyskując prestiżowy tytuł Śnieżnej Pantery. W 2010 r. jako pierwsza kobieta ukończyła zawody Elbrus Race na najdłuższej trasie Extreme, ustanawiając zarazem kobiecy rekord w biegu na szczyt Elbrusa - 5h 04min. Od szeregu lat zawodniczo uprawia narciarstwo wysokogórskie, w którym jej największe osiągnięcia to mistrzostwo Polski oraz Puchar Polski. Startuje także w rajdach przygodowych (Adventure Racing), maratonach rowerowych oraz zawodach biegowych.”

21:40 - “Tak musi być, bo takie jest właśnie CAMINO” Magda Kosiecka
“Co sprawia, że średniowieczny szlak pielgrzymkowy do Santiago de Compostella jest wciąż pełny ludzi?! Czy to, że pełny jest niesamowitych widoków, czy to, że można na nim zobaczyć stare średniowieczne miasteczka i wielkie miasta, pełne zabytkowych perełek, czy też mijane po drodze góry, czy przyroda zmieniająca się co kilka dni, czy poznanie ludzi zmierzających w tym samym kierunku, czy samo Santiago, gdzie w katedrze u grobu Św. Jakuba można złożyć intencję którą niosło się przez cały długi miesiąc w plecaku a może też celem samym w sobie jest droga (camino), która staje się nie tylko drogą do celu, ale drogą do samego siebie… Odpowiedź trzeba znaleźć samemu, bo camino dla każdego jest czymś innym!!!”

22:10 – ”Trekking dookoła Dhaulagiri” Dzik Michał , Agnieszka Dzik


Blok filmowy


23: 00 " Wysokie Tatry - dziki świat zastygły w czasie
“Stara słowacka legenda mówi: Kiedy Bóg stworzył ziemię, rozdzielił Aniołom piękno, aby go roznieśli w świecie. Najmłodszy z nich skrócił sobie drogę przez góry. Nie mógł jednak obciążony lecieć wysoko. Zawadził o jeden z ostrych szczytów i całe piękno rozsypało się po okolicznych dolinach. Starzy Słowianie nadali dzikim i baśniowym górom nazwę Tatry. Dzisiaj wiemy, że są najmniejszymi wysokimi górami w świecie. Spróbujcie z nami ostrożnie zajrzeć do ich królestwa. Cicho się rozejrzeć i pozwolić swoim myślom unieść się majestatem przyrody. Być może zrozumiecie, że na tym świecie wszystko zależy od wszystkiego. Być może zrozumiecie również swoją odpowiedzialność za trwanie dzikiego świata, który musi dla kolejnych pokoleń pozostać zamarznięty w czasie. Każdy kto odwiedza Tatry, poznaje miejsca, które napełniają człowieka Prawdziwym Pięknem. Widzimy i czujemy wszystkimi zmysłami coś czego nie możemy ogarnąć rozumem. Czujemy cudowne współbrzmienie kolorów i form z wnętrzem każdego detalu, wielkość obszaru przez kogoś lub coś uporządkowanego i doskonale stworzonego, od mistycznej przestrzeni po najmniejszy drobiazg wymykajacy się się możliwościom rejestracji przez nasze oko. Jak to zrozumieć? Nie jest to możliwe.” ( Kolekcja Grand Prix Pavol Barabas – czas trwania filmu 52 min )

Sobota - 8 styczeń


Blok filmowy


11:00 - "Everest - Przesunąć horyzont"
“Film dokumentujący dwumiesięczną wyprawę na najwyższą górę świata Falvit Everest Expedition 2006 z udziałem Martyny Wojciechowskiej. Unikalne zdjęcia Darka Załuskiego wykonane w warunkach ekstremalnych, przepiękna wysokogórska sceneria i uchwycona okiem kamery opowieść o wewnętrznej wspinaczce i pokonywaniu własnych słabości stanowią o niezwykłaej wartości tego filmu. Odkrywa on zupełnie nową, nieznaną twarz Martyny. Martyna zapomina, że na każdym kroku towarzyszy jej kamera. Nie kryje łez ani chwil słabości.” ( Czas trwania filmu 62 min. )

12:15 - ’’Na każde wezwanie Naczelnika ”
“Ten film to zamknięta w pigułce historia jednej z najekskluzywniejszych i najbardziej legendarnych formacji ratowniczych w kraju. Oficjalna data powstania TOPR to 29 października 1909 r. Wjeżdżając wyciągiem krzesełkowym na Kasprowy Wierch rozpoczynamy ponadgodzinną, barwną, wyprawę w Tatry i jednocześnie podróż w stuletnią historię TOPR-u. Wydaje się, że trudno znaleźć wdzięczniejszy temat dla dokumentu - piękno polskich gór, wyrazistość historycznych i współczesnych postaci ratowników, legenda bohaterstwa, groza przepaści, bliskość śmierci, radość ocalonych, smutek rodzin ofiar składają się na wiek obecności błękitnego krzyża w Tatrach. Jest tylko jedno pytanie jak zamknąć to wszystko w 75 min. filmie. Filmie, który ma pokazać nie tylko ludzi i góry ale utrwalić wspomnienia weteranów, oddać hołd tym, którzy odeszli i pokazać teraźniejszość, tak inną od pierwszych lat TOPR-u, gdy konopna lina i niesiony na ramionach bambus, pod którym podwieszano ciało rannego, stanowiły jedyny sprzęt ratowników. Niewykonalne. A jednak się udało.” ( Czas trwania filmu 75 min.)

13:40 - ”Szerpowie – prawdziwi bohaterowie Mount Everest”
“Film ten ukazuje pracę, trudności i życie codzienne Szerpów na Mount Everest. Z ich punktu widzenia przyglądamy się wyprawie szwajcarskiego przewodnika górskiego Kari Kobler i jego europejskich wspinaczy na najwyższą górę świata. Ten film po raz pierwszy film opowiada o uczuciach i obawach Szerpów podczas wejścia na Mt. Everest. Mówią wprost, jak traktują pracę dla zachodnich klientów, dla których są swoistą drabina do zdobycia czubka świata. Doświadczamy ich sukcesów, ale i tragedii, gdy ginie członek wyprawy. Zobaczymy także jak Szerpowie narażają własne życie, aby uratować jednego z europejskich klientów i jak przeżywają tragedię.” ( Czas trwania filmu 93 min.)
Blok pokazów autorskich

15:30 – ”Trekking w dolinie Langtang – Himalaje Nepalu ” (Anna Kawalec, Kinga Pater, Katarzyna Kowalska)

16:10 – ”A jednak da radę, niemożliwe stało się faktem” Foto relacja z pobytu nepalskiego przewodnika w naszym kraju. ( Adam Broll )


16:20 – 17:00 Tradycyjna fasolka po bretońsku – życzymy smacznego


17:00 – ”Himalaje Ladakhu – Indie” ( Katarzyna Kustra )


17:40 – ”Picos de Europa – Hiszpania” ( Iza Palińska )


18:10 – ”Kursantem być – na szlaku z SKPB Katowice” Prezentacja kursu przewodnickiego. Po pokazie licytacja pamiątkowego plakatu oraz kalendarza na rzecz Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich
w Katowicach

19:00 – 20:30 Gość specjalny Beskidzkiego Slajdowiska Fasolka 2011


20:30 – 22:00 Rozstrzygnięcie konkursu fotograficznego oraz licytacja na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy
Zapraszamy do licytacji m.in. : książek z podpisami autorów ( Martyna Wojciechowska , Olga Morawska , Jasiek Mela , Piotr Kraśko , Dariusz Rekosz ) filmów górskich , płyt z muzyką , zestawów map, plakatów, kalendarzy ......

Od godziny 22:00 zapraszamy na zabawę taneczną do białego rana…


Niedziela ( 9styczeń)


10:00-14:00 Blok filmowy ( m.in. filmy amatorskie: z Chan Tenri /z trekkingu dookoła Dhaulagiri (autorstwa Adama Brolla) i inne z naszej bogatej kolekcji )

163

(9 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)

Ola, z tego co wiem, będzie w piątek o 21:00. Może napisz do Marka (pod koniec plakatu jest adres e-mail) pytanie? Albo poczekaj na rozpiskę, ma się pojawić w tym tygodniu, podrzucę ją.

164

(9 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)

Tak jest, to ta sama Ola. I Ola ma tytuł Śnieżnej Pantery, będzie opowiadać o wyprawie na Pabiedę (chyba) i o Elbrus Race 2010.

165

(9 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)

Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich w Katowicach zaprasza na imprezę slajdową pod tytułem Fasolka 2011. 7-9 stycznia 2011, impreza połączona z karpackim finałem WOŚP.

Plakat: http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak- … 0916_n.jpg
Ciekawostki: jak ktoś kojarzy Olę Dzik to będzie miał szansę ją spotkać w piątek. A jak ktoś nie kojarzy, to warto zacząć :-) No i szansa na mini-zlot.

166

(58 odpowiedzi, napisanych Beskidy (polskie, czeskie i słowackie))

Dobra, kajam się, przeczytałem. Ale nie pisz takich rzeczy następnym razem, bo kogoś jeszcze szlag trafi. ;-)
Tak naprawdę to przede wszystkim nie mamy pojęcia w trzech kwestiach: jakie były warunki gdy wychodzili, dokąd szli (przypominam, że Babia to nie tylko GSB i Perć), jaki był stan ekipy (mentalny i fizyczny). To są przecież czynniki, które mogą duuuużo zmienić, szczególnie pogoda w momencie wyjścia. Bywa tak przecież, że w ciągu 2-3 godzin przychodzi załamanie i własny ślad masz zasypany w chwilę (śnieg+wiatr), załoga uznaje że zdąży i wiadomo - GOPR do akcji. Gdyby ludzie byli w pełni rozważni to nie istniałyby służby pokroju GOPR, bo nikt by po górach nie chodził. Takie moje przemyślenia.

Fotki na moich wyjazdach nie powstają, niestety, ponieważ mój aparat jest wielki, a marnej jakości. I ma mocno zużyte akumulatory. :-/

168

(58 odpowiedzi, napisanych Beskidy (polskie, czeskie i słowackie))

Akall napisał/a:

jak mam być szczery to nie bardzo rozumiem jak można zabłądzić "w rejonie szczytu Babiej Góry", nawet zimą, no ale może ja jestem inny...

No tak, jesteś. Albo po prostu udaj się tam jak widzialność będzie 5-10 metrów oraz będzie poziomo padał śnieg, załóżmy luźną temperaturę odczuwalną: -25. Do boju, mistrzu! :-//

jolanta napisał/a:

Ja jutro przedeptam Szlak Harnasia Rogacza big_smile

Bardzo poważnie życzę powodzenia. Czas przejścia licz przynajmniej 2x...

Witam!

Ten wyjazd miał być uwerturą do kolejnego wyjazdu kursowego, niestety skończył się nieco wcześniej, dlaczego - za chwilę.

Pobudka o 4:20, szybkie golenie się i zebranie ostatnich potrzebnych rzeczy, śniadanie, herbata do termosu, kanapki, a o 5:35 już siedziałem w ciepłym autobusie do Katowic. Po godzinei snu obudził mnie krzyk kierowcy: "Panie, pan do Jaworzna wracasz?". Grzecznie podziękowałem za obudzenie, wypłaciłem pieniądze i polazłem na kawę do McD's, bo do pociągu miałem prawie godzinę.
Rozpieprz na dworcu w Katowicach pominę przez litość, wpływ zimy (wręcz: jej nagłego ataku, który zaczął się tydzień temu, a dzisiaj rano nie padało już prawie dobę) na PKP też. Odjeżdżam do Bielska, w Tychach dosiada się Ewa. W Bielsku przesiadka do autobusu linii 16, w którym się przewyjściowo posilamy, co by nie tracić czasu, bo już prawie 10:00!

Zabawa zaczęła się w okolicach Jeziora Wielka Łąka. Śnieg do kolan, ostre podejście. Ja dawałem radę, Ewa już mniej, bo jest znacznie mniejsza ode mnie, więc skakała w moich śladach. Prawdziwa zabawa zaczęła się na trawersie Palenicy (szlak niebieski z Wapienicy na Błotny), nawiane zaspy sprawiały że śnieg do połowy uda znacznie nas spowalniał, ale się idzie i gada to tak tego nie czuć. Po dwóch godzinach usiedliśmy na Kopanym, z widokiem na Beskid Mały (:-)), kilka słów o panoramie, czekolada, herbata i idziemy dalej. Prawdziwa rzeź niewiniątek zaczęła się przy podejściu na Przykrą. Ostatnie metry to walka ze śniegiem do wysokości około 140cm... W schronisku stanęliśmy o 14:00, mimo że szlakowskaz na dole twierdził, że godzin dwie. Jak się okazało później, to była tylko uwertura do koncertu. W schronisku zjadłem kwaśnicę z mięsem (bez szału jak na cenę - 9zł), posililiśmy się jeszcze innymi frykasami i wróciliśmy na szlak w stronę Klimczoka. Początkowo szło się bardzo dobrze, choć trafiały się zaspy po pół metra, ale szlak był przejechany skuterem śnieżnym. Gdy od żółtego szlaku odbija czerwony narciarski szlak na Karkoszczonkę wróciliśmy do brodzenia w śniegu, ponieważ skuter pojechał do Szczyrku (jak się dowiedzieliśmy w schronisku). Na Trzech Kopcach postanowiliśmy strawersować Klimczok i odpuścić (ponoć genialny) sernik w schronisku pod Klimczokiem na rzecz schroniska na Szyndzielni. Mapa wskazywała, że idzie się tam 15 minut, więc założyliśmy że pójdziemy 20, może 25. Założenie okazało się błędne. Na pokonanie kilometra z hakiem (1,3km? Nie mam pod ręką mapy Compassu, a na e-górach nie ma odległości bezpośrednio podanych) potrzebowaliśmy 50 minut, co absolutnie ubiło głównie moje morale, gdyż była to siódma godzina torowania (z 35-minutową przerwą na Błatniej). Zaczynam rozpatrywać powrót do domu, jestem przemarznięty na kość, głodny i generalnie no - kryzys pełną gębą. Odwołuję dołączenie się do jutrzejszej załogi (kurs jechał na wigilię kołową), dzwonię do domu. Ewa załatwia nam transport - naszego wspólnego znajomego. Po 80 minutach walki ze śniegiem docieramy wreszcie do schroniska (normalnie to 35 minut), gdzie się posilamy, udzielamy informacji parze, która chciała iść na Błatnią (nam zajęło to pięć godzin), dostajemy informację o zejściu. Z odnowionymi siłami, ale nadal bez przekonania do wyjazdu na wigilię, schodzimy do Bielska, gdzie kompletnie przypadkiem spotykamy Łukasza, z którym byliśmy umówieni.

Wyjazd w takiej formie uważam za, przepraszam, kur*wnie trudny. Praktycznie NIC nie było przetarte, zimno, wiatr... Kocham zimę w górach (bo nie spotkaliśmy _nikogo_ poza wspomnianą parą na Szyndzielni), ale nie gdy siedem godzin cięgiem toruję. Był jeden moment, że poważnie myślałem o wyjęciu telefonu i wybraniu skostniałą łapą 601 100 300... Na szczęście pomyślałem wtedy, że musiałbym zdjąć rękawiczkę, co przeważyło. ;-)

Pozdrawiam i zapraszam na przedeptany szlak, bo jest _pięknie_!

jolanta napisał/a:

Śmiesznie? wink Hmmm...nie było śmiesznie? wink

Pewnie co w tej relacji do śmiechu, pełna powaga, powaga ....  lol

Tym razem się starałem, żeby było poważnie, nooo! ;-)

jolanta napisał/a:

A te łańcuszki z bibułki to co z nimi potem było? Na choinkę poszły? Na ozdoby hawajskie dla Blachowanych? wink

Do nazwijmytowystrojenia bacówki. W trakcie imprezy skończyły chyba na niektórych Blachowanych ;-)

piotr napisał/a:

Jesteś przekoleś Marcus. Piękny biwaczek zimowy.

Zacnie było. Aż się rano nie chciało śpiwora otwierać, żeby iść na ten wschód. Muszę teraz kupić swój śpiwór puchowy, ale to... No, poważna kasa ;-)

20 miesięcy.

Właśnie tego się boję, że za chwilę ;-)

Oj nie, nie. Mam nadzieję, że dostanę za rok.

Witam!

Koniec listopada i grudzień będą obfitować w wyjazdy nie tylko kursowe, wczoraj i dzisiaj odbył się drugi z pięciu, mianowicie: XXXVI Blachowanie.

Zamiast wstępu: Blachowanie, jak sama nazwa wskazuje, to impreza na której osoby kończące pozytywnie kurs przewodnicki SKPB Katowice zostają przyjęte w poczet członków Koła, gdyż członkami Koła mogą być tylko przewodnicy (w końcu Studenckie Koło PRZEWODNIKÓW Beskidzkich). Impreza odbywa się raz do roku, przeważnie w grudniu i statystyki wskazują, że najczęściej w bacówce na Jasieniu. W tym roku jednak Blachowanie zostało przeniesione do bacówki na Polanie Górowej (gdzie w sezonie stoi baza namiotowa), przez wzgląd na dojazd na Jasień - w Katowicach toć jeszcze w czwartek waliło śniegiem i generalnie przyjemnie nie było, a prognozy na piątek były niepewne. W sobotę rano dopadła mnie jeszcze praca, więc prosto z niej pojechałem do Mysłowic, gdzie po 20 minutach oczekiwania spotkałem się z Bartkiem, Rafałem i Mateuszem. Samochodem Bartka bez większych problemów dotarliśmy do Korbielowa Kamiennej, skąd szybko wskoczyliśmy bez szlaku na Polanę. Problemów orientacyjnych brak, bo droga cudnie przedeptana, po drodze nawet napisy na śniegu "SKPB Blachowanie 2010" i takie tam. Do bacówki dotarliśmy około 17:30 i zabraliśmy się za przygotowania, ponieważ mój kurs miał się zająć przystrojeniem 'sali'. W tym czasie Zarząd podejmuje decyzję, że część artystyczna będzie się odbędzie w kuchni bacówki, ze względu na temperaturę - -13 stopnie (w dolinie było -19 jak wychodziliśmy). Werbalizuję swój pomysł wyskoczenia rano na Pilsko - wyż wisi, zimno, więc widzialność będzie żyleta. Kilka osób potakuje - 'też o tym myśleliśmy'. Ustalamy początek ataku szczytowego na 6:00, co przekłada się na pobudkę o 5:30 najpóźniej... No nic, podsumowuję w myślach, że gatunek ludzki to debile i przy takich zagrywkach z samymi sobą wymrzemy szybciej niż dinozaury, po czym wracam do sklejania łańcuchów z bibuły. W koło goni herbata, bo Blachowanie to impreza absolutnie bezalkoholowa. Bardziej chyba dla ogrzania rąk, bo w bacówce piździ jak sto diabłów, ale atmosfera jest gorąca. O 19:00 zaczyna się wielka organizacja kuchni - wyeksmitowany zostaje stół, na podłogę trafiają tzw. lateksy i grupki po pięć osób są wpuszczane do kuchni, co by nie było rozpieprzu. Dostaje mi się wygodne miejsce pod ścianą. Najpierw następuje konkurs pod hasłem 'jaka to melodia' - na gitarze jeden z przewodników odgrywa kawałek piosenki turystycznej, po czym następuje zgadywanie przez Blachowanych. Drugi konkurs to złośliwienie się Blachowanych na Przewodników - pytania o abstrakcyjne panoramki i takie tam przyjemności. Oraz konkurs wiedzy o jużniestarszym kursie 2009/10, zorganizowany dla Szefowych kursu. Na końcu następują pytania wydumane przez Zarząd do Blachowanych. Zabawy jest co nie miara, padają pytania o (cytuję) "małżeństwa typu kursant-kursant... Eeee... Kursantka!" albo "małżeństwa-mezalianse, typu przewodnik-kursant", wiedzę o historii Koła, etc, etc. Nagrodą za dobrą odpowiedź (a tych pada ponoć wyjątkowo dużo) jest niewypicie tzw. Miksturki. Nagrodą za odpowiedź złą, oczywiście, wypicie łyżeczki miksturki. Po pierwszej łyżeczce jaka 'padła' od jednego z blachowanych pada tekst do organizatorów "jak ty to przyrządzałeś to nie chcę wiedzieć jakim jesteś kucharzem!" ;-) "Miksturka" to jakiś taki paskudny nazwijmytonapój, w tym roku złożony z: wody, kawy, barszczu z torebki, musztardy, pieprzu, soli i czegośtamjeszczeniepamiętam.
Po tym jakże zacnym konkursie Blachowani wychodzą na poszukiwanie sweterków z parzenicą, a reszta bierze się za rozpalanie watry, przy której następuje już Blachowanie właściwe - przypięcie trójkątnych blach kołowych, gratulacje od Prezesa, Przewodników i całej reszty ;-) Już z nowymi przewodnikami udaliśmy się ponownie do bacówki, gdzie zjedliśmy jasiernik (przepis na stronie SKPB.org) i tort przewodnicki, szefowski, czy jakoś tak, a następnie w kimę, bo godzina się zrobiła 1:40, a pobudka o 5:25 ustawiona. Za ścianą namiotu temperatura -15, w namiocie temperatura -15 stopni, na szczęście pożyczona puchówka i moja mata samopompująca w pełni izolują od zimna.

Niedziela zaczyna się od uświadomienia sobie, ze wyrzuciłem we śnie czapkę, bo było mi gorąco. Dramatyczne poszukiwania w śpiworze, wymiana baterii w czołówce, śniadanie do łóżka (!) i o 5:55 zakładam buty, a na nie stuptuty. Lekko wieje, ale widzialność jest nie z tej ziemi. Z bodaj sześciu albo siedmiu osób, które zapowiadały wstanie i pójście wstał tylko Bartek, mój kierowca ;-) Lecimy na Pilsko, zajmuje nam to 55 minut, po czym przez kosówkę przedzieramy się na słowacki wierzchołek, bo widać z niego więcej, przede wszystkim jest widok na zachód. Rozkminiamy panoramkę i ku naszemu zdziwieniu najwyższemu - widzimy Pieniny z wyraźną Wysoką. Słońce cudnie wyłazi znad Przełęczy Liliowe, nawet jakbym miał aparat to nie oddałbym tej gry światła... Uch! W pełni odbyłem sobie za zesztygodniową Babią, na której ledwie nos widziałem. Jeszcze rzut oka na Beskid Mały. Faktycznie, nie wydaje się duży, ale to i tak nic, bo Średni ginie w morzu mgieł. Postanowiliśmy wypić po kubeczku herbaty na szczycie, więc tak czynimy i spadamy, bo wieje jak fix. W drodze powrotnej mamy uciechę jak dzieci, brodzimy w śniegu po kolana, czasami zapadamy się po pas, Bartek na mój komentarz, że pewnie łatwiej by było szlakiem przedeptanym odpowiada z pełną powagą: "tylko Harnasie łażą przedeptanym. SKPB depcze dla Harnasi" (no offence angi), milknę zatem i mam ubaw w duchu, co chwilę zapadając się i zatrzymując przy okazji na podziwianie panoramy. O 8:30 trafiamy ponownie na Górową, gdzie parzymy kawę i po jej wypiciu lecimy na dół. Powrót w pełni spokojny.

Niech mi ktoś i tym razem napisze, że było śmiesznie...!