Wszystko było już w zasadzie uplanowane, ale nadlecioł wioter dziejów
młynka zakręcił i plany poszły się paść znaczy trzeba było zrobić błyskawiczna korektę
Zostawiam autko pod kościołem w Targanicach i swoją wędrówkę na koncert rozpoczynam od czarnego szlaku, który wiedzie obok Warowni na Trakcie.
Po drodze zastanawiam się czy mgły w dolinach pozwolą na jakiekolwiek sensowne widoczki.

Mijam leśniczówkę …
…pomnik przyrody drzewo dziuplaste klon-jawor
… i docieram do nieczynnego kamieniołomu
… mozolnie wspinam się błotnistym leśnym duktem wypatrując „właściwego” skrętu do skał Warowni, leżą one bowiem poza szlakiem
Byłam tu już kiedyś, więc odnajduję bez problemu to miejsce i po parunastu minutach docieram do celu.

Gramolę
się na najwyższą półkę skalną i cieszę oczy i duszyczkę tym co wystaje ponad mgłę w dolinach.

Jak zwykle oczy widzę lepiej niż aparat
dobrze, że mam sporo wolnej pamięci i bez błędów mogę zapisać oglądany obraz … w głowie
Czas biegnie, koncert coraz bliżej, ruszam dalej i gdy dochodzę do czerwonego szlaku z )( Kocierskiej na Potrójną odpoczywam przy pobliskiej wiacie, a następnie już prosto Na Potrójną.
Nim dotrę do chatki, jeszcze kilka razy zatrzymam się z powodu tych niesamowitych mgieł…


W chatce Ani i Rafała oprócz gospodarzy są już Lowell i Anusia, a niebawem docierają angi czyli sprawca całego zamieszania, Asia, Bogna i reszta Towarzystwa z krakowskiej i śląskiej strony 
Wujek samo zło zarządza pracami przy żurku, który gotowany będzie na swojskim zakwasie i jak się potem okaże zrobi prawdziwą furorę – rano ostaną się ino kości od żeberek 

W między czasie niespodziewanie, ale z wielką przyjemnością witamy Agatkę co z ekipą Harnasia Wołoskiego chadzała ku kapliczce i Witka
Pachnie żurek po całej chałupie…

… gdy docierają najważniejsi czyli Tomek Lewandowski oraz wspomagający go dzielnie Irek Pacyna.
Pojawia się także ekipa z chatki Pod Potrójną i zaczynamy koncert!

Koncert wspaniały, słuchamy, śpiewamy i jak już wiecie trwa to wszystko do godzin późno nocnych, żeby nie rzec wczsnoporannych 
Kajsik około 22.30 do chatki dociera dwóch jegomości co to się ich spodziewałam, ale bliżej nic nie było wiadomo…
Witamy się, panowie się rozgaszczają i na męskich rozmowach schodzi im równie długo jak nam na śpiewach przy gitarze 
Rankiem wszystko się wyjaśnia
Wspólnie zjadamy śniadanko, a potem każdy chce obejrzeć, dotknąć i wypróbować
mroczny przedmiot pożądania
z nocnych Polaków rozmów 
Najlepiej wychodzi to chyba Rafałowi 
Staszek proponuje jeszcze ćwiczenia z posługiwania się busolą, udajemy się więc na chatkowy taras i namierzamy, wyznaczymy, celujemy… 


Ponieważ niestety muszę w niedzielę po południu udać się do pracy, zwijam manatki i przez Jawornicę ruszam w drogę powrotną.
Tak jak zawsze obok ruin schronu
i krzyża na Jawornicy
Po drodze pączek pierwszych zimowych kwiatów 

a nad Targanicami ładny widoczek
Wędrówkę kończę pod kościołem w Targanicach – pętelka się zamknęła

Dzięki jeszcze raz angi za ten świetny koncert, a wszystkim uczestnikom chatkowania za fajne spotkanie
PS
Czy moja busola żyje?
... i jaka jakość tego życia 