Pomysł na ten zimowy biwak "chodził" za mną już od jesieni
ale trzeba było najpierw znaleźć kompana bo to nowe dla mnie przedsięwzięcie
Dla mnie ta wycieczka rozpoczęła się tym, że mój pociąg najechał na niestrzeżonym przejeździe na osobowe autko. Cudem zdążyłam na zbiórkę bo miał 100 minut opóźnienia
Zimowy biwak jest super pod warunkiem, że się jest do niego dobrze przygotowanym.
Ja byłam
Oczytałam się w „fachowej” literaturze, ale najważniejsze dla mnie było to, że mogłam te książkowe mądrości skonfrontować z wiedzą i doświadczeniem naszego forumowicza Marka500 – dzięki Marku – niewątpliwie przyczyniłeś się do tego, że ten biwak był przyjemnością i chce się takie wyprawy kontynuować
Na trasie, jak to zazwyczaj - sporo było śmiesznych, zabawnych sytuacji – powstało parę fajnych powiedzonek:
- Okulbacz Pan konia – wołałam, kiedy nie miałam siły włożyć na grzbiet swojego ciężkiego plecaka i pomagał mi w tym Piotrek
- albo z Panią Sklepową, która po cichu na zapleczu zrobiła nam w tajemnicy przed szefem kawusię, wszak w sklepie spożywczym kawy nie podają
- co tu tak ciasno? – namiot się skurczył? Nie to tylko w nocy napadało tyle śniegu, który następnie zjechał po ściankach namiotu i „zacisnął” go u dołu
Samo biwakowanie też miało swój klimacik - najbardziej obawiałam się czy nad ranem nie będzie zimo – nie było – dodatkowa wyściółka z foli NRC, mata-samopompa, puchowy śpiworek dały komfort snu.
Gotowanie na prymusie – może i uciążliwe, ale ciepła zupka, herbatka, kawusia – smak bezcenny 
Piotrek
- dlaczego Ty napisałeś na końcu albumiku The End - przecież powinno być C.D.N

Wokół góry, góry i góry...i całe moje życie w górach, ileż piękniej drozdy leśne śpiewają,niż śpiewak płatny na chórach. Wokół lasy, lasy i wiatr...i całe życie w wiatru świstach. Wszyscy, których kocham, wita was modrzewia ikona złocista. (J.Harasymowicz) 