Temat: Downhill na Żarze a ja biegam pod górę....
Niedziela, ładna pogoda... Na forum żywej duszy... większość chyba wykorzystuje pogodę i nie siedzi przed komputerem. Mnie też nosi, więc biorę plecak i jadę na Kocierską. Tym razem kierunek Żar. Trasę chyba większość już bardzo dobrze zna. Ale z perspektywy biegacza, odkrywam ją pierwszy raz. Jak na przewijanym filmie, wszystko pojawia się szybciej. A podbiegi jakby dłuższe i większym nachyleniu. Czyste powietrze i piękne widoki tylko nakręcają spiralę.

Pod ruinami szałasu robię krotki odpoczynek na fotki i łyk wody. Okazuje się, że nie jestem tak do końca sam.... to znaczy ja jestem sam, ale ich wielu.... Z góry jestem na przegranej pozycji. Powalam jednego, z liścia dostaje drugi... Uciekam.... Cały czas lecą za mną. Biegnę... Wiem, że jak się zatrzymam, to mnie dopadną. Czy zdołam im uciec?


Jestem na grzbiecie, odkrywają się widoki... Mam dylemat: Robić zdjęcia, czy uciekać dalej? Czy zdążę przed nimi zrobić jakieś zdjęcia? Nie zdążyłem.... Dopadły mnie........ Rysopisy dwóch osobników mam na zdjęciu.... Uciekam dalej, bo ta czarna szajka działa mi na nerwy... Przełęcz Istepnicka. Odpuszczam Kiczerę - kierunek prosto na Żar. Co ciekawe, nikt już za mną nie leci...


Na Żar docieram chyba szybciej niż w godzinę, jest przed 12.00. Trwają tu akurat zawody downhillowe. Chłopaki dają czadu... A ja się cieszę, że mogę "spokojnie" posiedzieć i posłuchać o czym to rozmawia gawiedź wyjeżdżająca kolejką. Trzeba by się zwijać i rozprawić się z czarną szajką....





A w basenie z takim widokiem muszę kiedyś popływać ![]()
