Temat: Czerwone Wierchy, czyli klasyka polskich gór
Witam!
Ostatni poniedziałek, po dość intensywnym weekendzie, w czasie którego dużo jeździłem na rowerze, przeznaczyłem na spotkanie z Lowellem79 i Anusią. Nasi forumowicze postanowili poszwendać się nieco po Tatrach i Pieninach (mam nadzieję, że niedługo wrócą i wrzucą jakąś relację), a ja dołączyłem do nich na jeden dzień, żeby zobaczyć ich sympatyczne pyszczki i przejść się po Czerwonych Wierchach. Trasa to w zasadzie klasyk, dobrze znany każdemu górołazowi, który chodził po Tatrach - przejście długie i dość męczące kondycyjnie, ale bez jakichkolwiek trudności technicznych, takie sobie tatrzańskie połoniny. Koledzy mieli duże plecaki i sporo sprzętu, a ja robiłem tym razem za niedzielnego łazika-popierdółkę i ograniczyłem się do małego plecaczka i podstawowego zestawu wycieczkowego: mapy, kurtki, kanapek, czekolady, bananów, mineralnej, kijków i latarki. Pogodę mieliśmy zmienną - raz słoneczko, a raz chmury, momentami wiał też zimny wiatr, ale na szczęście nie padało. Na szlakach, jak to latem, było dużo jednodniowych wycieczkowiczów, a na drodze z Kuźnic do Zakopanego nie można się wręcz przecisnąć przez liczne wycieczki zorganizowane tudzież grupy kolonijne. Do Zakopanego zajrzałem dosłownie na moment (potrzebowałem busa do Kir), bo nie lubię całego tego letniego jarmarku - krzykliwych reklam, straganów z tandetnymi suwenirami i hałaśliwego tłumu. Spędzanie urlopu w takim miejscu dla kogoś, kto jak ja mieszka w wielkim mieście, to jak ucieczka z deszczu pod rynnę, ale jak widać niektórzy to jednak lubią
. Zapraszam do fotorelacji:
Moje galerie: https://get.google.com/albumarchive/105 … source=pwa



