Temat: Pieniny i nas troje
No to krótka recenzja:) zdjęcia będą jutro:), to tak w pierwszy dzień był bardziej rekreacyjny,ponieważ pogoda nie pozwalał na jakieś wyjście gdzieś wyżej za bardzo wiało to zrobiliśmy krótki wypad do Niedzicy, spacer brzegiem zapory, odwiedziliśmy okoliczna bacówkę a po południ obiadek na przystani i mały odpoczynek w pokoju.
Dzień drugi przywitał nas piękną pogodą wiec jak tylko juniora udało się ściągnąć z łóżka,wybraliśmy się do wąwozu Homole a z tamtą na Wysoką, z lekka obawa czy mały da rade przejść cała trasę, podziwiamy widoki, dla małego największa frajda poza strumykiem są schodki i mosty no i przede wszystkim krajobraz, im wyżej tym mały szedł lepiej, bez najmniejszego narzekania dochodzimy na szczyt. widok jest cudny,wracamy ta sama trasą na parking. później krótki odpoczynek i spacer brzegiem Dunajca.
W trzeci dzień wybraliśmy się na spływ , wcześniej zaopatrując się w siatkę z kamykami, by mały miał co rzucać do wody:) bo ostatnim razem był płacz ze ich nie ma, płynąc podziwiamy cudne widoki, szkoda tylko ze nie w kolorach jesieni, później zaprzyjaźniony flisak wysadza nas przy szlaku na sokolice, mały idzie dzielnie i zdobywa w sokolice,po krótkim odpoczynku na szczycie wracamy na dól i czekamy na przeprawa karmimy kaczki a później to krótki spacer po Szczawnicy i wyjście na Palenicę.
W czwarty dzień daliśmy troszkę odpocząć Michasiowi i wybraliśmy się do Rezerwatu Biała Woda, spokojnym spacerkiem pochodziliśmy tam, ku zdziwieniu tam na prostej drodze było trochę narzekania że zmęczony jest i ze nie che już iść. Ale jak tylko było trzeba iść pod górkę to od razu pupa ożyła.
W piaty dzień wybraliśmy się Na trzy korony i górę zamkową,pogoda była cudna, po dotarciu do opłat zaskoczyła nas kolejka do połowy schodków, gdy już wracaliśmy ze szczytu kolejka była pod sama Budkę czekani to było około godziny jak nie więcej. później góra zamkowa i obiecane lody dla juniora, bo on idąc na szczy pytał każdego czy tam sa lody bo mu tak pan baca powiedział ze na trzech koronach są lody:) a później wybraliśmy się pieszo do czerwonego klasztoru, i wieczorkiem zjedliśmy pożegnalnego grilla z naszymi gospodarzami.
a w niedziele trzeba było wracać do domu.
Ostatnio edytowany przez Justyna W (2013-09-10 20:53:16)