Powiem szczerze, gdy zobaczyłam bardzo ambitny plan wycieczki i prognozy pogody na weekend to moja pierwsza reakcja była: „kurde, ja tego nie przeżyję …
”. Z dnia na dzień oswajałam się jednak z powiedzeniem, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować
i w końcu zdecydowałam się wziąć udział w tym szaleństwie
. Po raz pierwszy pakowałam, jak dla mnie, bardzo duży plecak, zabierając do niego minimum z minimum – dla kobiety to przecież horror !

A plan był taki …
1. Zbiórka o godz. 13 00 na parkingu na Przełęczy Kocierskiej.
Powiedzmy, że wszyscy w miarę sprawnie się na )( Kocierskiej zebrali …
. Niektórzy nawet zdążyli zrobić dla rozgrzewki ze dwie rundki wokół karczmy
. Byli też tacy co prawie zapomnieli o swoim spóźnialstwie
.

2. Wykład z nawigacji do godz. 14:30 lub 15:00 (zależnie od potrzeb).
No tak. I tu potrzeby uczestników i chęć słuchania naszego wykładowcy okazały się dużo większe
, a wiedząc co nas czeka zatrzaskując wrota karczmy wcale nie chciało się tak szybko jej opuszczać
Przy piwku i herbatce z rumem wiedza wchodzi ze zdwojona siłą
, co też widać po minach pilnych studentów …
Jednego jesteśmy pewni – „takich” studentów Staszek na pewno nigdy nie miał 



Staszek to gość, który rzuca na głęboką wodę mówiąc tylko: „a teraz sobie radźcie”.
Dla ułatwienia sprawy zostawi wam np. NRD-owską busolę z tzw. zboczeniem magnetycznym
, a jak i gdzie wy zboczycie to już go nie interesuje …
. Liczy się tylko cel ! 

Pomijając wszelkie zboczenia
, dziękujemy bardzo Staszku za przekazanie nam w tak krótkim czasie tak dużo wiedzy, która na pewno nam się bardzo przyda w różnych sytuacjach życiowych
.
3. Przejście z przełęczy na Potrójną. Po drodze ćwiczenia z nawigacji. Na Potrójną musimy dojść przed zapadnięciem zmroku, aby można było przeprowadzić parę ćwiczeń z lokalizacji.
Taaaa … plan planem, a życie życiem …
Z karczmy wychodzimy już „po ćmoku”, gęsta mgła, która szybko się kondensuje i spada w postaci mżawki, ledwie się rozpoznajemy
, ale humor i przemiła atmosfera nas nie opuszcza. Kawały i inne niespodzianki w postaci np. wzmocnienia organizmu „marchewką” wprowadzają niektórych w stan osłupienia …
, ale drogi w szybkim tempie ubywa, a to przecież liczy się najbardziej
.
Na Potrójną, docieramy jak najbardziej, ale już po ciemku,
z wiatrem w tle
. Z ćwiczeń oczywiście nici - zostają nam na zaś. 
Pozostaje więc przejść do punktu 4.
4. Z Potrójnej idziemy szlakiem w stronę rezerwatu „Łamana Skała”. Do rezerwatu nie możemy dojść przed zmrokiem, ponieważ kolejne ćwiczenie będzie polegać na nocnym marszu na azymut do Groty Komonieckiego. Po drodze zbieramy materiał na rozpałkę ogniska.
Szliśmy, a jakżeby inaczej, i doszliśmy, nawet po „mocnym” zmroku
! Materiał na rozpałkę ogniska zebraliśmy w minimalnych ilościach, z racji tego, że większość, w takich warunkach, jakie mieliśmy, była po prostu zbyt wilgotna. Mam tu na myśli żywicę drzew. Jednak nocnego marszu na azymut do Groty Komonieckiego w tej okropnej mgle i mżawce Staszek nam nie odpuścił …
. Swoją drogą to była przecież najlepsza sceneria do tego typu ćwiczeń – i on to przewidział …
.
Na Anuli nastąpiło sprawdzenie tego, czego nauczyliśmy się w karczmie … , ehm ..
Cała nasza czwórka usiłowała ustalić za pomocą wszystkich dostępnych nam narzędzi azymut na Grotę (drogę, którą nota bene każdy z nas dobrze zna
), za to nasz wykładowca na stronie, włączył sobie GPS-a
– to tak asekuracyjnie, co by nas sprawdzić
– wiem… jestem straszna wredzia.
.
Ale teraz dopiero zaczęła się prawdziwa zabawa
, ponieważ nie poszliśmy znaną nam wszystkim „fajnie wytyczoną ścieżką”, tylko tak, jak wskazywał azymut
. piotr tak się wczuł w rolę (dostała mu się bowiem jako pierwszemu busola), że chciał po drodze przewracać drzewa i usuwać inne przeszkody, bo przecież tak wskazywał – azymut …
. Ech … dobrze, że mu do końca nie wierzyliśmy …
. Tak czy owak to był niezły hardcore
Szliśmy w deszczu i w gęstej mgle przez jakiś niesamowicie zachaszczony las, taką „małobeskidzką dżunglę” – a w nocy strach ma wielkie oczy
. Niemal każdy z nas zaliczył przy tym „glebę”
. Ja dwukrotnie
. Widok groty rozwiał jednak wszelkie obawy
i potwierdził, że nasza wcześniejsza nauka nie poszła w ten zachaszczony las … 
5./6. Dojście do groty. Panie wyrabiają ciasto na chleb
. Panowie gromadzą drewno, rozpalają ogień, przygotowują kije na kiełbaski i chleb, oraz gotowanie herbaty, pieczenie kiełbasy i chlebków, robienie dżemu z jarzębiny (jak uda się ją zebrać). Kto ma koło domu jarzębinę, to może nazbierać trochę i przechować w lodówce.
I tak było. Fotki to potwierdzają. Do wyrabiania chlebka przyłączyli się z pomocą nawet panowie. 


A wszystko to pod czujnym okiem Staszka i chyba nawet mu się te chlebki „niechlebki”
podobały … XD
Nie mógł tylko znieść tego, że ciasto Joli wyrosło na sodzie, a nie na drożdżach. 

Po tak mocnym ugniataniu ciasta wyszły rewelacyjnie. Teraz trzeba je było upiec na ogniu
. Wcześniej jednak trzeba było ten ogień „wyczarować”. Od czarowania ognia oczywiście mieliśmy Staszka.
.
Nie wiem jak on to zrobił, ale niemal w ekspresowym tempie zarządził co trzeba i chłopaki zdobyli materiał i szybko go rozpalili. 

Tu muszę przyznać - ogień w takich warunkach – chodzi mi o ciepło - to jedyne czego człowiek potrzebuje – i to się w takich chwilach docenia
. Teraz można było już chlebki i kiełbaski upiec, ale przede wszystkim się ogrzać. 

Jolanta, jak to Jolanta do chlebka musiała coś dobrego i słodkiego dołączyć.
Konfitura różana rewelacyjnie zastępowała tą jarzębinową (jarzębiny niestety o tej porze niet - ptaszyska wszystko już zżarły
), a kto sobie życzył jeszcze większej słodyczy, mógł skosztować miodu spadziowo – lipowego neny.

Ponieważ odrobinę czuliśmy się przemoknięci, a niektórzy i zziębnięci
i mieliśmy małą obawę o równie małe przeziębienie, trzeba nam było „dmuchać na zimne”. Lekarstwo na wszelkie przeziębienia i nie tylko, zaaplikowałam wszystkim jam, notabene w ciekawym, zielonym kolorze …

jesooo … mam nadzieję, że po mim wszyscy obudzili się zdrowi …

7. Po kolacji dalsze stacjonarne zajęcia z nawigacji.
ehmm … pomimo najszczerszych chęci, nie było szans na pkt. 7, dlatego szybko przechodzim do pkt. 8 
8. Przygotowanie posłania z gałęzi i spanie.
Ależ owszem przygotowaliśmy sobie posłanie, a może bardziej nam go przygotowano
, za co też - dziękujemy 
ale sami zobaczcie – spać w takiej scenerii …
… to Jolanta o to zadbała. 



Dalszych szczegółów … oszczędzimy … i przejdziemy do pkt. ostatniego - 9 –tego …
9. Rano śniadanie i dalszy krótki marsz na azymut. Po drodze utrwalamy wiedzę z nawigacji. Wracamy albo tą samą drogą, albo przez Gibasy i podchodzimy na przełęcz po samochody.
I tu plan legł w gruzach
. Rano owszem, wstać trzeba, ale bez kawy się nie obejdzie
Kobiety postawiły na swoim i kawa musiała być !
Nie spodziewałyśmy się tylko, że ona będzie tak szybko i taka dobra. XD
Ja nie wiem jakim cudem rozpalono tak szybko ogień, ale te dwa kubeczki z kawą mówią same przez się …


Dowód – nasze zadowolone, albo bardziej rozanielone miny
– no ale inaczej nie szło. 


Rano odwiedziliśmy jeszcze wodospad na Dusicy. 

Z groty wyszliśmy ok. 11.00. Wtedy zaczęło nico siąpić. Potem przeszło to w bardziej intensywny opad.

fot. marekk500
Wracając na Potrójną zatrzymaliśmy się, żeby troszkę obeschnąć u Ani i Rafała
. Wcześniej jednak pożegnaliśmy się z markkiem500, który musiał wcześniej wrócić do domu i udał się od razu na )( Kocierską. W Chatce na Potrójnej zostaliśmy przyjęci, jak zwykle, bardzo ciepło
, za co - bardzo dziękujemy
. Trochę się wzmocniliśmy i wysuszyliśmy przed dalszą drogą (postanowiliśmy bowiem wrócić przez Jawornicę).

Wracając z minuty na minutę było coraz gorzej z pogodą – coraz gęstsza mgła i obfite opady deszczu – nas to jednak nie załamało
– to co przeżyliśmy razem w ciągu tych dwóch wspaniałych dni pokazało – że razem można wiele
– Takich przeżyć i wycieczek wszystkim Wam życzymy !
U mnie na długo pozostaną w pamięci. 

fot. marekk500

fot. Jolanta

fot. marekk500
Bardzo dziękuję za wszystko, czego dzięki Wam doświadczyłam – Kochani - 
Czy to był eksperyment naukowy ?
- tu trzeba by zapytać głównodowodzącego
czyli - Staszka
Ale czy wariactwo jest zaraźliwe ? - tu mogę od razu odpowiedzieć, że TAK !
, ale wszystkim Wam go życzę
!

Na koniec dołączam jeszcze trasę z Anuli do Groty Staszka
i profil naszej trasy markka500. 


Ostatnio edytowany przez nena (2013-11-27 20:54:12)
"Tak jak zawsze, kiedy zdarza mi się widzieć coś niebywałego, żałowałem, że nie ma ze mną miłych sercu ludzi, żeby mogli oni też swoje zatroskane oczy widokiem czystym uradować i przemyć, zasługują przecież na to nie mniej niż ja, albo bardziej" /E. Stachura/