1

Temat: Biwaking ziming - Krawcówing i Rycerzowing.

Biwaking ziming, czyli kolejny z wyjazdów kursowych. Tym razem w tzw. Worek Raczański i okoliczności. Ad rem.

Przez jednego z kolegów (zwanego Kijkiem) wyjeżdżamy pociągiem o 11:00. Znaczy... Zaplanowaliśmy, że wyjeżdżamy o 11:00 z Katowic do Soli, a że sam Kijek się nie pojawił to inna sprawa (został później uderzony kijkiem i zrugany werbalnie w słowach, których - przez litość dla uszu. Tfu! oczu PT Czytelnika - nie przytoczę, gdyż wulgarne były wielce[1]). W Pszczynie do mnie, Adama i Roberta dosiadła się Asia i postanowiliśmy... Zmienić trasę. Z zaplanowanego spaceru z Soli na Łysicę i przeł. Kotarz, żeby w Ujsołach spotkać się z resztą ekipy, wysiedliśmy w Milówce i poszliśmy na Boraczy Wierch, gdzie w schronisku napisaliśmy SMSy do kogo się dało: "jak tylko możesz to weź raki, na szlakach rzeźnia". I, prawdziwie, rzeźnia była. Podejście na Halę Boraczą ociekało paniami lekkich obyczajów (często przy pracy[2]), gdyż szlak był cały w lodzie. Przy okazji pooglądaliśmy bardzo urokliwe efekty zeszłorocznych kilku powodzi, osuwiska i takie tam. Z tego co mówił Robert, wynikało że przebieg szlaku się zmienił, podobnie jak położenie mostów... No ale nic to. Wyciągnęliśmy się na Halę Boraczą gdzie postanowiliśmy się uraczyć piwem i żurem, żurem i piwem a potem iść dalej na Redykalny Wierch, skąd delikatnie łupiemy panoramkę, ale bez szału. Na północy wiszą ciężkie chmury i tylko czekamy, aż lunie, a na zachodzie delikatnie jawi się Barania Góra i Skrzyczne w chmurach, ale lekko widoczne. Generalnie: jest ładnie i dobrze. Spokojnie przez Zapolankę idziemy do Ujsoł. Gdy stanęliśmy na Kręcichwostach to ekipa wyjeżdżała z Katowic, co znaczyło, że mamy dużo czasu. Za dużo. Zeszliśmy do Ujsoł czarnym szlakiem, weszliśmy do sklepu, potem poznaliśmy lokalnego ekspunka, Wieśka. Bardzo przyjemny człowiek, poszedł obczaić, czy w knajpie po mordach nie dostaniemy, gdy wrócił i ustalił, że jest spokój poszliśmy na piwo i tam poznaliśmy kolejnego lokalsa - Mariusza. Pijany w sztok góral próbował z nami rozmawiać, ale tak bełkotał, że ledwie co rozumieliśmy, ale myślę że był blisko oświadczyn. Kilka minut po 21:00 przyjechała reszta ekipy, chwila gadania i poszliśmy. Przewodnicy, psia mać, oczywiście się pogubili i zamiast 1h30 do schroniska szliśmy 4h, brał mnie taki fkurf na prowadzącego, że "szczekałem" do wszystkich wkoło... W końcu dotarliśmy, przez chaszcze i inne takie przyjemności. Na Hali Krawculi nie wiało, więc rozstawiony na słowo honoru namiot (cztery śledzie i cztery biednie wbite szpilki [zamiast "nominalnych" 14]), gdyby lekko zawiało to namiot złożyłby się jak domek z kart.

Po szalonych 5h snu (śpiwór nadal daje radę) pobudka w pełnym słońcu, aż chciało się wyjść z namiotu. Było cudnie, koszmar do panoramkowania, zbieraliśmy się jednak jak muchy w smole. Z zaplanowanego wyjścia o 8:30 wyszło wyjście o około 9:20, granicznym (słowackim) szlakiem na przeł. Glinka i dalej, spokojnie w stronę Jaworzyny. Spacer jakiś taki nieszałowy i spokojny. Aż do zejścia z Kaniówki, gdzie pada pierwsza ofiara tego wyjazdu - Ola się wywala i robi sobie ała, jednak nic groźnego, po szybkim opatrzeniu idziemy dalej na Oszus... To jest właśnie moment, kiedy należałoby wyjąć raki i czekany, podejście w śniegu wlecze się strasznie, a zejście to sama przyjemność, póki ktoś nie padnie w śnieg i nie zacznie się turlać ;-) Już po zmroku, kiedy morale pada na ryj a sił brak, gdy znajdujemy pod Świtkową dostaję prowadzenie. Szef uznaje, że wezmę ekipę za mordę i będzie dobrze. Nawet dobrze by mi poszło, gdyby tylko nie ogólny kryzys w grupie (sam ledwie deptałem, a rozpoznanie między osobami padającymi na twarze pokazało, że naprawdę jest marnie) i dodatkowe utrudnienia w postaci zawrotów głowy jednej z koleżanek. Szybko rozparcelowaliśmy jej plecak i została z prawie pustym na plecach, została wyekspediowana do przodu z poleceniem meldowania najmniejszego choćby zawrotu głowy. Podejrzewam, że straty w grupie sprawiłyby, że z ponad 20 punktów, które mam obecnie za prowadzenie, zeszedłbym to -1. ;-) Koniec końców jednak udało się dojść na Rycerzową, gdzie (w ramach obowiązków przewodnickich) dokonałem podziału obowiązków: ten załatwia gar na pulpę oraz negocjuje sprzedanie piwa, ta ogarnia nocleg osób w schronisku i meldunek, że przyszliśmy, grupa zaczyna ciąć kiełbasę na pulpę, a reszta ogarnia prywatne domki, po czym wszyscy idziemy do jadalni schroniskowej i dzielimy się dalej. Pulpę-fasolkę (a w zasadzie kiełbasę) po bretońsku ogarniamy w tipi. Wyszło tego chyba 12 puszek fasoli czerwonej, kiełbasy tyle, że aż się boję myśleć, kilkanaście puszeczek koncentratu pomidorowego i prawie cała torebka pieprzu. Wyszło całkiem zacne. Wróciliśmy do ciepłego schroniska i tam zaczęliśmy gadać o Rajdzie Nocnym. Znaczna cześć szczegółów jest już ogarnięta i zapewniam wszystkich potencjalnie zainteresowanych, że będzie _super_ :-) Około 1:00 wycieczka do śpiworów...

...na szalone 6h30 snu w czasie których budzę się raz, bo zimno mi w nos. ;-) Poranek z poziomu namiotu zapowiada się mało ciekawie, ale jak tylko otwieram "drzwi" namiotu rażą mnie promienie słońca odbijające się od śniegu na hali. Okazało się, że namiot stał w cieniu bacówki ;-) Po śniadaniu zawijam się na dół, bo jak nie trafię do Katowic na 21:00 to do d*py dojadę, a nie do domu. Czarnym szlakiem schodzimy (we czterech) do Soblówki i depczemy asfalt do Ujsoł, gdzie czekamy na autobus-widmo i łapiemy stopa. Błędem strategicznym jest łapanie we trzech (jeden się odłączył, bo spieszył się na pociąg), gdyby nie to, poszłoby znacznie sprawniej, czego dowód dość szybko mieliśmy w Rajczy: łapanie we trzech nie przyniosła skutku, gdy łapałem sam poszło szybko. Państwo podrzucili mnie do Żywca, gdzie w pewnym momencie pojawił się Kijek i busem, a następnie pociągiem, udaliśmy się do Katowic.

Zdjęć, tradycyjnie, nie będzie.
Streszczenie, tradycyjnie: byłem w górach.



Przypisy:
[1] został, między innymi, zwyzywany od wegetarian i warszawskich cyklistów, co na Kursie Mięsnym jest sporym bluzgiem.
[2] "k***a, ja pier**le!"

http://mkarweta.vot.pl - szczyt łebdizajnu, stworzę każdemu za dwa piwa.

2

Odp: Biwaking ziming - Krawcówing i Rycerzowing.

Kolejny ciekawy wypad Marcusie smile Lubię to smile

3

Odp: Biwaking ziming - Krawcówing i Rycerzowing.

marcus rewelacyjne "streszczenie" lol

"Tak jak zawsze, kiedy zdarza mi się widzieć coś niebywałego, żałowałem, że nie ma ze mną miłych sercu ludzi, żeby mogli oni też swoje zatroskane oczy widokiem czystym uradować i przemyć, zasługują przecież na to nie mniej niż ja, albo bardziej"  /E. Stachura/

4

Odp: Biwaking ziming - Krawcówing i Rycerzowing.

Nowy element, przy relacji pojawiły się przypisy   wink   big_smile

Aż strach się bać co też przyszli przewodnicy planują na Rajd Nocny  lol

Wokół góry, góry i góry...i całe moje życie w górach, ileż piękniej drozdy leśne śpiewają,niż śpiewak płatny na chórach. Wokół lasy, lasy i wiatr...i całe życie w wiatru świstach. Wszyscy, których kocham, wita was modrzewia ikona złocista. (J.Harasymowicz) smile

5

Odp: Biwaking ziming - Krawcówing i Rycerzowing.

@nena: no... Krótko i na temat. ;-)

@Admin: mam nadzieję, że relacja równie ciekawa. :-)

http://mkarweta.vot.pl - szczyt łebdizajnu, stworzę każdemu za dwa piwa.

6

Odp: Biwaking ziming - Krawcówing i Rycerzowing.

marcus napisał/a:

@nena: no... Krótko i na temat. ;-)

@Admin: mam nadzieję, że relacja równie ciekawa. :-)


Marcus,nie będę się powtarzał, ale widocznie muszę - bardzo ciekawa relacja smile W sumie to wycieczka  rzeczywiście mogła być do kitu, ale relacja zasugerowała mi, że było znośnie smile

7

Odp: Biwaking ziming - Krawcówing i Rycerzowing.

Wiesz, Adminie, tak naprawdę to sprawa zawsze rozbija się o towarzystwo, które z najnudniejszego wypadu potrafi zrobić fajną akcję, albo z najciekawszego wypadu na krańce świata totalną dupówę.

@Jola: czasem trzeba. ;-)

Ostatnio edytowany przez marcus (2011-03-14 23:09:38)

http://mkarweta.vot.pl - szczyt łebdizajnu, stworzę każdemu za dwa piwa.

8

Odp: Biwaking ziming - Krawcówing i Rycerzowing.

Zgadza się smile

9

Odp: Biwaking ziming - Krawcówing i Rycerzowing.

jolanta napisał/a:

Nowy element, przy relacji pojawiły się przypisy   wink   big_smile

Mógłby dodać jeszcze bibliografię  tongue

Ostatnio edytowany przez piotr (2011-03-15 09:42:02)

"Because it's there" (G. Mallory)
Moje galerie: https://get.google.com/albumarchive/105 … source=pwa