Temat: Kwadratlą
Cześć i czołem!
W ostatni weekend zacząłem maraton wyjazdowy (w najbliższy weekend impreza na orientację, za tydzień szkolenie GOPRowskie, za dwa tygodnie obczajka trasy na Rajd Nocny, za cztery tygodnie wyjazd w Beskid Niski, za pięć tygodni Rajd Nocny, za sześć tygodni - zlot. Mam nadzieję), więc pozwolę sobie co nieco na temat Kwadratlonu.
Co to w ogóle jest Kwadratlon? Otóż, pszępaństwa, jest to ogólnopolski zlot Studenckich i Akademickich Kół Przewodników Różnych - Turystycznych (Gdańsk), Beskidzkich (Katowice, Rzeszów, Warszawa, Lublin, pewnie coś jeszcze), Górskich (Kraków, Gliwice, Óć) i Sudeckich (Breslau. Przepraszam: Wrocław). Poza oczywistą częścią integracyjną jest też dyskusja na temat zadany, w tym roku poruszone zostały między innymi sprawy dotyczące nowego rozporządzenia Ministerstwa Sportu i Turystyki o przewodnikach i pilotach (mówiąc krótko: jest lepiej, ale to i tak bubel prawny, którego głównym zadaniem jest utrudnianie życia ludziom). Ponieważ co roku Kwadratlon organizuje inne Koło, w tym roku był w górach, konkretniej: w Gorcach, jeszcze konkretniej: w paśmie Turbacza, jeszcze konkretniej: niemalże pod Gorcem. W Gosze, zwanej Gorczańską Chatą, zwanej niegdyś "Hawiarską Kolibą".
Moje spotkanie z Kwadratlonem zaczęło się w piątek o 4:30, kiedy to zadzwonił budzik... Moją pierwszą myślą było: "co ja robię, na Boga...!", potem było trochę lepiej. Szybko ogarnąłem co miałem ogarnąć i już o 5:44 siedziałem w busie do Krakowa, tam nastąpiła szybka przesiadka na busa do Rabki Zdroju, gdzie zacząłem się gubić, ale nie uprzedzajmy faktów. W Rabce szybko się odnalazłem niebieski szlak, którym to chciałem dostać się do Koninek. Nawet trochę nim szedłem, niestety marne oznaczenie sprawiło, że szybko szlak poszedł w swoją stronę, a ja w swoją... Jednak i tak pogoda była piękna, Luboń Wielki towarzyszył mi stale, Babia czasami wyzierała zza chmur. Koniec końców wylądowałem całkiem nieźle - na północ od Olszówki, między Szumiącą a Krzyżową, tam szybko złapałem stopa do Olszówki i poszedłem już po szlaku do Poręby Wielkiej, gdzie po posiłku udałem się asfaltem do Koninek (ruch taki, że na stopa nie było siły bo... Nic nie jechało
), tam trwał asfalting na grzbiet. Człowiek, który poprowadził tamtędy drogę był geniuszem, muszę tam trafić z rowerem, bo wygląda to zachęcająco - trudno jest iść, a co tu mówić o rowerze. Żółtym szlakiem wyskakuję do Orkanówki, niestety - jest zamknięte, a mnie goni nie tylko czas, ale i zjedzony jogurt (przez litość oszczędzę Wam szczegółów). Wysyłam kilka ciepłych, gorących wręcz, słów w stronę Sekcji Znakarskiej lokalnego oddziału PTTK i łupię masakryczne podejście na Turbaczyk... Tego dnia nie wziąłem pod uwagę jednej rzeczy, a uświadomiłem sobie ją dopiero pod Turbaczykiem w czasie postoju na kanapkę: po raz kolejny w Gorcach w ciągu jednego dnia zrobię ponad kilometr przewyższenia... Tup-tup-tup, dotarłem na Czoło Turbacza, gdzie absolutnie powalił mnie z nóg widok na Halę Turbacz... Ech, ona mnie zawsze rozczula. W schronisku pod Turbaczem wciągam porcję pierogów ruskich (pani zarzekała się, że są duże. Odnoszę wrażenie, że nie wie co znaczy "duży" pieróg), poprawiam krówkami, czekoladą i kabanosem, a potem udaję się po Halach Wolnica, Wzorowa i Długa pod Jaworzynę Kamieniecką, żeby na rozstaju szlaków udać się na Kiczorę. Tam podejmuję nieudaną próbę przejścia Wierchu Znaki. Niestety, szlak (w przeciwieństwie do innych na terenie Gorczańskiego Parku Narodowego) oznaczony jest strasznie źle, wracam więc na grzbiet i depczę szlak czerwony, Głównym Beskidzkim zwany. Szybko uznałem, że nie ma sensu deptać go do przeł. Knurowskiej i uciekam na polanę Fiedorówkę, przez którą schodzę bez szlaku do Ochotnicy Górnej Bartoszówki i asfaltuję aż do Szpuntówki, gdzie (już po zmroku) łapię stopa, przyjemni ludzie podwożą mnie pod kościół w Ochotnicy Górnej. Tam szybkie jedzenie i dalej asfaltem przez Jamne do Gorczańskiej Chaty... Tam padam na pysk, ale i tak siedzimy jakoś do 1:00 ;-)
O reszcie imprezy i powrocie wspomnę w dwóch słowach, bo ma niewiele wspólnego z chodzeniem: trochę zabaw integracyjnych, impreza na orientację, pytania na wiedzę o kołach i terenie uprawnień (BTW: mam pomysł zaczerpnięty z tej imprezy i możemy do zrealizować na zlocie), a w niedzielę stopowy powrót z kolegą z Koła.
Streszczenie: byłem w górach.
Bibliografia:
http://e-gory.pl/index.php/Mapy-online/ … Gorce.html - stan na 28 marca 2011.
Ostatnio edytowany przez marcus (2011-03-28 21:48:27)