1

Temat: GPRP

Co bieglejsi (i nie chodzi o prędkość chodzenia) w górach widzą zapewne pewną zbieżność "GPRP" z "GOPR". Otóż "GPRP" wzięło się właśnie po szkoleniu goprowskim, a skrót ów oznacza Górskie Przymusowe Pogotowie Ratunkowe.
Czemuż to przymusowe? Ponieważ, Panie i Panowie, ratowanie to straszna lipa i unikajcie tego, nie tylko jako ratujący, ale i ratowani.

Zaczęło się od tego, że w piątek rano pojechaliśmy do Korbielowa, ponieważ pojechaliśmy jako pierwsi spadł na nas średnio przyjemny obowiązek napalenia w piecu i takich tam. Już w samochodzie stwierdziliśmy, że nie chce nam się w dupówę ciągnąć przez Malorkę i Uszczawne, bo to byłaby sztuka dla sztuki a widoki dodupistyczne (ilość: brak). Wyciągnęliśmy się zatem na Halę Górową i zrobiliśmy swoje, po czym... Rzuciliśmy się spać o godzinie 16:00, na trzy godzinki. Około 19:30 zaczęła się schodzić ekipa, a sam pan goprowiec przypełzł o 20:57, przy wstępnym planie, że zaczynamy o 21:00. Plan zrealizowaliśmy bardzo dobrze, zaczęliśmy się szkolić teoretycznie o 23:00, dwie godziny szybko zleciały i dostaliśmy zadanie specjalne: podzielić się na 5 grup, zrobić improwizowaną deskę ortopedyczną ze wszystkiego, co trafiło na lewe lotnisko na Górowej, tak żeby przenieść osobę z urazem ręki, nogi i kręgosłupa na prawe lotnisko. Przepis: trzy plecaki, odcholery metrów folii do pakowania (tzw. strech), dwie-trzy karimaty, 20m liny, koc, trzy kijki trekkingowe.

Błagam Was, nie każcie mi tego improwizować na zlocie, ale wierzcie mi: da się zrobić z takiego "sprzętu" stabilną dechę ortopedyczną, dzięki której w awaryjnej sytuacji można przenieść kogoś, no... Z noszami to powiedzmy, że pewnie i kilka kilometrów. Przyjemność dla noszących i noszonego wątpliwa.

Najzabawniejszym elementem tego wieczoru było stwierdzenie koleżanki, którą "pakowała" moja grupa. Po zapakowaniu jej w takim stopniu, że rozpakowanie jej wymagało więcej roboty niż zakończenie pakowania stwierdziła, że musi do łazienki. Było to oczywiście obiektem żartów i podśmiechujek przez resztę szkolenia.

Po części oficjalnej, oczywiście, nastąpiła część nieoficjalna, a po niej (ponieważ zapowiedziano wcześniej śniadanie o 8:30...) szybka kima o 4:00.

Sobota zaczęła się od okrzyku: "pobudka!!!", na który śpiący obok mnie kolega odpowiedział pod nosem "pier**lta się...", jednak wszyscy, prędzej czy później, się podnieśli. Zaraz po śniadaniu, o godzinie 11:00 wyszliśmy. Szybki szpil na Buczynkę i tam dostaliśmy kolejne ciekawe zadanie: mieliśmy się dobrać w pary i przeprowadzić się nawzajem po lesie. Niby nic trudnego, ale jedna osoba miała dowodzić werbalnie, a druga iść. Iść polegając tylko na komendach osoby dowodzącej, ponieważ ta pierwsza miała oczy zakryte. Jaja były niesamowite, ale generalnie się udało i wszyscy mieli oczy (ba! Każdy miał swoje!). Na górzej Hali Jodłowcowej wybrani zostali dwaj pozoranci, a reszta ekipy miała uczynić deskę, nosze i iść. Po doświadczeniach dnia wczorajszego wiedzieliśmy jak zrobić dechę i to poszło od ręki, z noszami był większy problem. Stworzyliśmy je z... Sześciu gałęzi, a koleżanka na której je testowaliśmy miała śmierć w oczach w czasie testów, jednak wszyscy żyją i mają się dobrze (trauma pewnie została ;-)). Kolejną atrakcją było przeciągnięcie denata... Ekhm... Przepraszam. Poszkodowanego na skałki przy zielonym szlaku na Halę Miziową. Proponuję rzucić okiem na wschodnią część tej mapy: http://e-gory.pl/index.php/Mapy-online/ … odnia.html i znalezienie tam Buczynki, a na Buczynce Hali Jodłowcowej. Widzicie? Stamtąd do skałek szliśmy ponad godzinę, przedzierając się między innymi przez młodnik i mały wąwóz.
Następnym punktem była chwila zabawy na skałkach, między innymi: jak z dwóch 10-metrowych kawałków liny zrobić uprząż i spuścić się na niej kilka metrów, a dalej tylko przyjemność: kolejny denat... Ekhm. Ofiara. Poszkodowany w sensie trafił w nosze i dostaliśmy zadanie ultraspecjalne: spuścić się z noszami kawał w dół, zrobić trawers _pod_ skałkami, znów się spuścić i potem wyciągnąć nosze na szlak. Jak kiedyś się grupowo udamy w tamte okolice to Was tam przeciągnę...
Do bacówki wróciliśmy na chwilę, zjedliśmy pulpę hawajską (ryż, dużo mięsa, ananas, kukurydza, sos pomidorowy) trochę pogadaliśmy i dalej do boju: tym razem stanęliśmy w sytuacji, że osoba po prostu zaginęła, ale nie wiemy gdzie dokładnie. W okolicy wspomniany wyżej skałek, po około półgodzinnym przeszukiwaniu, trafiliśmy w końcu na leżące denatki... Ekhm, pozorantki, świetne aktorki symulujące uszkodzenia kończyn górnych, wychłodzenie i generalny szok. Chociaż na początku byliśmy skłonni uznać, że jest im coś więcej (upadek z wysokości, etc.), a jeden z kolegów był mocno niezadowolony, że nie budujemy noszy ;-) Też żeby tak łatwo nie było, powtórzyliśmy wcześniejszy rzeźniczy trawers, z dwiema dziewczynami, które co chwilę pozorowały stratę przytomności, ataki paniki i generalnie wszystko co tylko się dało. Zamiast planowanych przez goprowca godziny-półtorej wyszła nam suma tych: 2,5h (ponownie odsyłam do mapy: z bacówki na Górowej do skałek i powrót), następnie pogadaliśmy trochę i chwilę po trzeciej rzuciłem się spać na godzin 6.
W niedzielę (dzisiaj) szybki i nieprzygodowy powrót do domu.

Streszczenie: byłem w górach i się uczyłem ratowania ludzi.

I jeszcze podsumowanie: uważajcie, kurde blaszka. Uważajcie, bo przyjemność dla ratujących wątpliwa, dla ratowanego jeszcze mniejsza.
Jednak trzeba zwrócić uwagę na jedno: to, czego nas (kursu) uczono w czasie tego weekendu zasadniczo w normalnych warunkach nie ma zastosowania, bo w Polsce nawet na największym, przepraszam, zadupiu jak już dodzwonimy się do GOPR to w czasie kilku-kilkunastu godzin dotrze do nas (turystów) pomoc, więc nie czeka nas ciąganie człowieka w noszach improwizowanych przez trzy dni.

http://mkarweta.vot.pl - szczyt łebdizajnu, stworzę każdemu za dwa piwa.

2

Odp: GPRP

marcus napisał/a:

Jednak trzeba zwrócić uwagę na jedno: to, czego nas (kursu) uczono w czasie tego weekendu zasadniczo w normalnych warunkach nie ma zastosowania, bo w Polsce nawet na największym, przepraszam, zadupiu jak już dodzwonimy się do GOPR to w czasie kilku-kilkunastu godzin dotrze do nas (turystów) pomoc, więc nie czeka nas ciąganie człowieka w noszach improwizowanych przez trzy dni.

i to mnie trochę uspokoiło marcus, bo za dużo tych denatów podczas tego ratowania się w Twojej opowieści przewineło yikes  big_smile

A tak poważnie, to, czego się nauczyłeś, nie zginie. W życiu bywa różnie i nie wiadomo kiedy co nam się może przydać ... smile.

"Tak jak zawsze, kiedy zdarza mi się widzieć coś niebywałego, żałowałem, że nie ma ze mną miłych sercu ludzi, żeby mogli oni też swoje zatroskane oczy widokiem czystym uradować i przemyć, zasługują przecież na to nie mniej niż ja, albo bardziej"  /E. Stachura/

3

Odp: GPRP

nena napisał/a:

A tak poważnie, to, czego się nauczyłeś, nie zginie. W życiu bywa różnie i nie wiadomo kiedy co nam się może przydać ... smile.

Mam nadzieję, że nie zginie, ale mam też nadzieję, że nie będzie mi to potrzebne.

http://mkarweta.vot.pl - szczyt łebdizajnu, stworzę każdemu za dwa piwa.

4

Odp: GPRP

marcus napisał/a:

(...) Streszczenie: byłem w górach i się uczyłem ratowania ludzi.

Efekt: denaci i denatki w ogromnych ilościach  wink

marcus napisał/a:

(...) Jednak trzeba zwrócić uwagę na jedno: to, czego nas (kursu) uczono w czasie tego weekendu zasadniczo w normalnych warunkach nie ma zastosowania, bo w Polsce nawet na największym, przepraszam, zadupiu jak już dodzwonimy się do GOPR to w czasie kilku-kilkunastu godzin dotrze do nas (turystów) pomoc, więc nie czeka nas ciąganie człowieka w noszach improwizowanych przez trzy dni.

Wnisek: nie ratować bo pomoc dotrze, a po co komu denaci i denatki    lol

A jak się nie dodzwonimy to i tak będa denaci i denatki  tongue

A tak w ogóle to: "uważajcie, kurde blaszka. Uważajcie, bo przyjemność dla ratujących wątpliwa, dla ratowanego jeszcze mniejsza."

Ostatnio edytowany przez jolanta (2011-04-11 21:03:46)

Wokół góry, góry i góry...i całe moje życie w górach, ileż piękniej drozdy leśne śpiewają,niż śpiewak płatny na chórach. Wokół lasy, lasy i wiatr...i całe życie w wiatru świstach. Wszyscy, których kocham, wita was modrzewia ikona złocista. (J.Harasymowicz) smile

5

Odp: GPRP

Krótko mówiąc - jak ktoś już padnie w górach to go lepiej nie ruszać, bo więcej z tego szkody niż pożytku  tongue

Ostatnio edytowany przez piotr (2011-04-11 20:56:57)

"Because it's there" (G. Mallory)
Moje galerie: https://get.google.com/albumarchive/105 … source=pwa

6

Odp: GPRP

piotr napisał/a:

Krótko mówiąc - jak ktoś już padnie w górach to go lepiej nie ruszać, bo więcej z tego szkody niż pożytku  tongue

Zależy co mu się stanie i gdzie, ale o etyce ratowania ludzi to możemy nad piwem na zlocie pogadać. ;-)

http://mkarweta.vot.pl - szczyt łebdizajnu, stworzę każdemu za dwa piwa.

7

Odp: GPRP

marcus napisał/a:

Zależy co mu się stanie i gdzie, ale o etyce ratowania ludzi to możemy nad piwem na zlocie pogadać. ;-)


czyli rozumiem marcus, że 14 maja się stawiasz na mur beton 1000% na zlocie w Stryszawie ? big_smile

"Góry upajają. Człowiek uzależniony od nich jest nie do wyleczenia. Można pokonać alkoholizm, narkomanię, słabość do leków. Fascynacji górami nie można" Edmund Hillary

8

Odp: GPRP

Brombella napisał/a:
marcus napisał/a:

Zależy co mu się stanie i gdzie, ale o etyce ratowania ludzi to możemy nad piwem na zlocie pogadać. ;-)


czyli rozumiem marcus, że 14 maja się stawiasz na mur beton 1000% na zlocie w Stryszawie ? big_smile

Na mur beton 1000% to są śmierć, podatki i sesja ;-) Mam w planie stawienie się na zlocie i to jedyniesłusznym środkiem transportu ]:->

http://mkarweta.vot.pl - szczyt łebdizajnu, stworzę każdemu za dwa piwa.