Temat: Relacja z wypadu na Stare Wierchy 9-10 04
Może jako pierwszy zapoczątkuję relacje z wypadu na Stare Wierchy . Wyruszyliśmy o 14.30 z Będzina w kierunku przygody…
w składzie Dayman & Grzegorz. Na zakopiance odnaleźliśmy się z kolejna grupa żarłaczy szlaków górskich w składzie Djinn, Lisica, Dźwjedziak i urocza Haidi
. Około godziny 18 dotarliśmy z przygodami ( standardzik bo zgubiliśmy droge) na parking w Obidowej. Uzbrojeni po zęby w ciężkie plecaki Nikony Canony i inne aparaty;) ruszyliśmy zielonym szlakiem w kierunku schroniska Stare Wierchy. To był moment i po przejściu ślicznego błotka znaleźliśmy się w schronisku. Tam czekała już na nas zacna grupa Beer –treckerów i Alko-walking’gerów
ale bez solenizanta.
Po ceremonii obściskania całowania poznawania witania podawania reki itp. zajęliśmy się sprawą spania kto z kim, jak i dlaczego…
Ja z Grzegorzem wylosowaliśmy pokój z dwoma niewiastami hehehe … i wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt ze padło zdanie Dayman chrapie tak ze ludzie tak nie chrapią hahahahahah ( I te niewyraźne wystraszone miny niewiast ) . Po chwili okazało się ze znalazły się stopery do uszu i wszystko było już Git!
Po szybkiej zmianie garderoby na nieco bardziej domową. Zeszliśmy na stołóweczkę.
W stołóweczce inna grupa turystów posiadająca własnego El Mariacci który grał na gitarze dodawała nam nieco muzycznego tła. Nieco gdyż moje gumowe muzyczne odstające ucho szybko wyczuło problemy z tonacjami grającego ( myślę że to kwestia procentów ). Dołączył solenizant odśpiewano 100 lat i inne przyśpiewki i w pełnym humoru oraz śmiesznych tematów otoczeniu rozpoczęliśmy konsumpcję wytwornych swojskich bardzo wysoko procentowych alkoholi z różnych regionów Polski i nie tylko…
Sesje zdjęciowe, popisy talentów fotograficznych naszych górskich przyjaciół nie miały końca…, nie wspomnę o pilnowaniu mojego ptaszka przez dziewczyny…
kto był widział hahahah
Towarzystwo zaczęło się dzielić na podgrupy. Zajęcia w stołówce, w korytarzu i na zewnątrz schroniska przy przysłowiowym dymku…
Około 2.15 ekipa rozeszła się na salony sypialne gdzie w ferworze bełkotów poszliśmy spać.
Rankiem wstałem jako pierwszy ( zawsze tak mam w górach) poszedłem pod prysznic jako pierwszy i chyba jedyny z ciepłą wodą ;D Nasuwa mi się tutaj powiedzenie „Kto rano wstaje,…” ten się kąpie w ciepłej wodzie
Potem wspólne śniadanko ( niektórzy szaleli nawet z bigosem…;)) i wyruszyliśmy kilkoma grupami na Turbacz w różnym przedziale czasowym. Nasza grupa najmocniejsza w składzie Angi, Djinn, Lisica, Dayman, Grzegorz, Lowell79, CzarownicaZPogodnej, Dźwjedziak i Haidi… wyruszyła jako ostatnia.
Spacerkiem dotarliśmy do schroniska na Turbaczu gdzie w drzwiach przywitała nas kolejna grupa żarłaczy szlaków górskich czyli: Ufok 83, Darkheush, Brombella, Frania z Fibi i inni których Nicków nie pamiętam mam nadzieje ze ktoś uzupełni…
W tak dużym zacnym gronie wypiliśmy piwo zjedliśmy cześć została do jutra a reszta rozeszła się we wszystkie strony.
Myślę ze ciąg dalszy nastąpi…
Ze swojej strony i w imieniu Grzegorza chciałem bardzo podziękować za świetny weekend oraz było miło poznać kolejnych forumowiczów osobiście. Bawiliśmy się świetnie do następnego…
P.S. Niestety moja pięta podczas testów nowego buta uległa poważnej awarii wiec niestety w najbliższym czasie nie będę mógł wziąć udziału w wędrówkach…
Ale można mnie odwiedzać hahahahahah mile widziane prezenty hahahahahahah