Temat: Żółty szlak Beskidu Małego Klecza Górna - Inwałd
Naszą wprawę rozpoczęłyśmy bardzo wcześnie rano kierując się busem w stronę Wadowic. Zostawiłyśmy za sobą ulice naszego codziennego życia. Górki szlak poprowadził nas w krainę mieniącą się złotem jesieni. Niezapomnianą wędrówkę zaczęłyśmy w Kleczy Górnej nieopodal starego dworu.
Wiejska droga zaprowadziła nas do pięknie wybarwionego bukowego lasu. Stamtąd ostrą, krętą ścieżką podążałyśmy na Bystrą i Jaroszowicką Górę.
Po drodze wpadło nam do koszyka parę podgrzybków.
Szczyt Jaroszowickiej Góry jest całkowicie zarośnięty, przedostawały się tam jedynie drobne promienie słońca.
Z góry szlak zaprowadził nas do Jaroszowic, gdzie przekroczyłyśmy rzekę Skawę. Za wodą rozpościerały się piękne widoki na Gorzeń Górny.
W owej wsi znajduje się dworek Emila Zegadłowicza. Zegadłowicz był poetą, dramaturgiem, historykiem sztuki, kolekcjonerem, ale również piewcą Beskidów. Pisał: " Poezja moja wyrosła na tle gór, jasna po stronie słonecznej, mroczna po stronie cienistej. Naukę poetyki pobierałem od pasterzy, z którymi miałem szczęście pasać krowy w dzieciństwie (...) przewiny moje były i są zawsze te same: ukochanie swobody, ekstatyczne wsłuchiwanie się w mowę ziemi i nieba i miłość biedoty bytowania człowieczego."
Z Gorzenia żółty szlak prowadziła nas na Iłowiec. Wchodząc na górę podziwiałyśmy widoki nieziemskie na świat.
Po drodze ukazała się nam panorama na Gorzeń Górny i Jaroszowice.
Wędrując buczynowym lasem można było dostrzec trwającą budowę zbiornika wodnego w Świnnej Porębie.
Po zdobyciu Iłowca, szlak zawiódł nas na Łysą Górę. Stamtąd wędrowałyśmy przez przełęcz Panczakiewicza na Bliźniaki. Ostre i strome podejście z przełęczy dało mi w kość. Czując zmęczenie ciężko wchodziło się pod Bliźniaki.
Z Bliźniaków zeszłyśmy do Kaczyny, gdzie na szczęście nie było tym razem wściekłych psów z którymi miał przejścia MK i Darkhause.
W Kaczynie podziwiałyśmy kamieniołom, znajdujący się nieopodal drogi idącej przez wieś. Teraz czekało nas tylko przejście ostatniej góry Kokocznika. Wychodząc na górę minęłyśmy Ostry Wierch. Z Kokocznika stromym zejściem zeszłyśmy na przełęcz Panienka. Tam czekała na nas piękna murowana kapliczka św. Franciszka "kamrata wilka i jaskółki" i św. Huberta patrona myśliwych. Schodząc z przełęczy przechodziłyśmy przez Wapiennicę.
Zaczęło robić się ciemno, ciężko schodziło się z Wapienicy zwłaszcza, że szlak był mało widoczny i stromy. Należało się bardzo pilnować aby nie zabłądzić. Jeszcze chwilkę wędrowałyśmy stromą ścieżka w dół przez las, aż do momentu gdy wyłoniła się asfaltowa droga, która doprowadziła nas na PKP w Inwałdzie.
Na typ etapie jak pokazywała mapa miałyśmy zrobione 20 km. Niestety to nie koniec - po fotkach na PKP w Inwałdzie ruszyłyśmy na wieczorny podbój Andrychowa. Szłyśmy i szłyśmy wzdłuż drogi Bielsko - Kraków. Minęłyśmy tabliczkę Andrychów, za drzewa wyłoniło się znajome wszystkim BP. Stamtąd na szczęście odebrał nas Seba i pojechałyśmy mazdą w siną dal tzn. Bielsko city dom. ![]()
Reszta fotek w albumie