Temat: nocny wypad do Stacha na Gibasy
Praciaki - Łamana Skała - Mlada Hora - Gibasy (z noclegiem) - skrótem w dół i w górę - )( Zakocierska - )( Na Przykrej - Praciaki

Po sprawdzeniu prognozy pogody i zapowiedziach przyjemnej, lekkiej i niezbyt śnieżnej zimy, postanowiliśmy z Modym z soboty na niedzielę nawiedzić Staszka na Gibasach.
Startujemy z Tarnowskich Gór nieco późno i dopiero ok. 16:30 docieramy na pętlę PKS na Praciakach, wobec czego możliwie szybko wrzucamy graty na plecy i startujemy asfaltową ślizgawką w kierunku wyciągu.
Chłopak z obsługi na dole pyta czy idziemy na chatkę, mówię że tak, że do Stacha i w ogóle, a on na to że spóźniliśmy się na ostatni ratrak i niestety musimy zapychać pod górkę. Zaczynamy spokojnie pod talerzykowym, który póki co nie działa, więc mamy okazję wspinać się ładnie oświetlonym podejściem. Dochodzimy do szczytu dolnego stoku, robimy małą przerwę na sapanie, po czym trawers na lewo i wspinamy się dalej. Dochodzimy do szczytu, podkręcamy czołówki, odbijamy w lewo i zaczynamy wędrówkę w kierunku Staszkowej chaty.
Ok. 17:50 dociera sms od Stacha czy ewentualnie planujemy dzisiaj dotrzeć, odpisuję że leziemy
. Szlak okazuje się być całkiem ładnie przedeptany aż do Łamanej Skały, potem ślady zanikają więc depczemy po świeżym. W okolicach Mlada Hory znajduje potwierdzenie stara prawda, że pośpiech zawsze jest złym doradcą, stuptuty zostały w samochodzie a gacie już mam mokre do kolan.
Przy wyjściu z rezerwatu z lasu na zejście na Anulę, ścieżka na powrót lekko przedeptana, co więcej, znajdujemy ciekawe ślady na śniegu, okazuje się że to odbicia rowerów
. Po wyjściu z lasu okazuje się również, że jest ładnie i równo nawiane, miejscami zaspy do ok. 100cm i wieje dość mocny wiatr. Szybko uciekamy w dół na skrzyżowanie i w prawo na zielony szlak. Brniemy dalej przez świeży śnieg, przebijając się przez ok. 30-40 centymetrowe zaspy. Na szczęście cały czas schodzimy co pozwala nieco podkręcić tempo.
Na )( pod Mlada Horą robimy krótki odpoczynek na płyny i kalorie, owijamy się szczelniej i zaczynamy podejście pod Gibasów Groń. Idzie się dość ciężko, śniegu dużo i jest lekko zmrożony, miejscami przebijamy się przez nawiane zaspy ok. 80-100 cm. Po zejściu z Gronia i właściwie zjechaniu na dupach ze żlebu, trafiamy na ślady dwóch quadów (chyba pierwszy raz w życiu się cieszę, że tu byli). Od tego miejsca aż do Staszkowej chaty mamy ubite (ujeżdżone) dwie ścieżki, więc znów możemy nieco przyspieszyć. Do chaty docieramy ok. 20:30, czyli po prawie 4 godzinach!
Mody od razu zabiera się do pieczenia chleba na blasze i kiełbachy w piecu, ja spokojnie otwieram złociste i rozwieszam szmaty. Okazuje się że będziemy sami, ktoś tam miał jeszcze być ale podobno wystraszyli się pogody
.
Wobec tego "moszczę gawrę" i zabieram się za kolację, w międzyczasie otwieram zasobnik zielarski produkcji litewskiej, Staszek wyciąga "Jeglówkę" i tak se siedzimy i gadamy
. Stachu mówi, że faktycznie było na Gibasach dwóch quadowców, pojechali dziarsko w kierunku Gibasów Gronia, ale za jakiś czas wrócili. Dedukujemy, że poddali się na podjeździe w tym samym żlebie, którym my zjechaliśmy, tam kończyły się ślady w kierunku Gronia.
Gadu, gadu, Mody w końcu zasypia ok. 23:00 więc zanoszę go do łóżka, Stachu wisi na radyjku, słuchamy co tam "na dole", wiatr wieje, śnieg sypie, w tak pięknych okolicznościach przyrody kładę się spać ok. 0:30. {Enter} ![]()
Niedzielnym rankiem okazuje się że w nocy sporo napadało, po śladach quadowców nie ma nawet śladu, nie mówiąc nawet o tym co myśmy wydeptali. Dodatkowo jest piękna, mlecznobiała i gęsta mgła, widoczność ok. 50 metrów, ale widać że się pogarsza z minuty na minutę, do tego sypie całkiem gęsty śnieżek. Szykuję śniadanie, potem spokojne pakowanie przy kawie. Mody w międzyczasie zabiera się za robienie bałwana, ale śnieg dalej jest lekko zmrożony więc nie bardzo mu idzie
. Otwieram złociste i przypatruję się z boku, pstrykając trochę fotek. W końcu Mody się poddaje, wchodzimy do chaty żeby się ogrzać i pozbierać resztę gratów.
Ze względu na warunki drogowe decyduje się na zmianę trasy, spodziewając się że na Gibasów Groniu i na Anuli będzie jeszcze gorzej niż w sobotę i umachamy się jak dzikie świnie. Jako że pogoda się nie polepsza, startujemy ok. 10:00, a Stachu stwierdza, że przespaceruje się z nami kawałek. Idziemy zielonym aż do miejsca, w którym skręca on o 270 stopni w prawo do góry, tam żegnamy się ze Staszkiem, zostawiamy szlak i schodzimy w dół w kierunku Chatki pod Potrójną. Na dole w dolinie Kocierki przepiękna bajkowa zima, świerki uginają gałęzie pod naporem śniegu, wszędzie biało, cicho i tylko woda szemrze...
W międzyczasie pogoda się stabilizuje, mgła rzednie, śnieg jest trochę mokry ale świeży więc idzie się dość przyjemnie. Nakładamy więc nieco drogi, odpuszczamy Olafa i kierujemy się na )( Zakocierską, a stamtąd już czerwonym w kierunku stoku.
Po dotarciu do wyciągu okazuje się, że trzeba popylać z buta na dół, za to stok właściwie pusty i niezbyt śliski, więc maszerujemy dość raźno i szybko osiągamy dolną stację, potem jeszcze tylko po raz kolejny 1km asfaltowej ślizgawki i ładujemy się do samochodu, szybki obiad w Łękach (karczma albo zajazd, nie wiem ale polecam
) i za półtorej godziny witamy się w domu z resztą rodzinki.
zdjęcia na Picasie - link w sygnaturze
Ostatnio edytowany przez Akall (2012-01-09 12:34:57)