Temat: Ile razy trzeba upaść aby powstać na nowo czyli Jawornica - Potrójna
Można by rzec jakieś przysłowie Ile razy trzeba upaść, aby powstać raz na zawsze...?, tak właśnie wygląda moja wczorajsza trasa przez Jawornicę na Potrójną
Ale po kolei
Co chciałem się gdzieś wybrać przez zimę w BM, to choróbsko mnie dopadało i ledwie się człowiek wyleczył to coś następnego dopadało i tak prawie trzy miesiące się prze wegetowało na dole.
Jako, że wypadła pogoda wyśmienita w sobotę, a ja tylko czekałem na taką, aby się zdopingować w górę, to w końcu się zmotywowałem i ruszyłem.
Na początku myślałem, że zaliczę krótki spacerek po polanach na stoku Jawornicy. Coś na rozgrzewkę


ale wraz z każdym metrem chciało się iść wyżej i wyżej. Nogi same niosły a aura ku temu sprzyjała
[img]h0ttps://lh3.googleusercontent.com/-HF1u42vTll0/T2XPh0wC0EI/AAAAAAAAI9M/DLjZko3sU-w/s800/bol%25C4%2599cina%2520nawie%25C5%259Bnica%252C%2520jawornica%252C%2520potr%25C3%25B3jna%252C%2520bol%25C4%2599cina%2520kryjaki%2520017.jpg[/img]
Widać w końcu na niebie jak szybko białe smugi przelatujących samolotów się rozpływają. To świadczyć może tylko o jednym. Będzie dobra widoczność.
Szybko dochodzę do najwyżej położonej polany od strony północnej pod Jawornicą aby zachwycać się panoramą na Gminę Andrychów

Widać dobrze też Andrychów

czy Pańską Górę
ale także moją Bolęcinę, z której startowałem

Po drodze na tą polankę przechodziłem w okolicy pięknie przybranej kapliczki oraz przez wąwozik, na którym można było spotkać przepiękne kaskady i szum wiosennych potoków


No i tu się myśl nasuwała czy iść dalej W końcu zaczął się pojawiać śnieg a zatem i samo przejście będzie już od tego momentu uciążliwsze. Bez zastanowienia zacząłem się wspinać ku górze. Szło się coraz toporniej, gdyż im wyżej tym bardziej natura o sobie daje znać. Po pewnym czasie udaje się dojść do szlaku

a stąd już kawałeczek na szczyt. Udało się Cel ponadprogramowy został osiągnięty. Jestem zadowolony z siebie,a le kondycja Hmm Wiele do życzenia. Postanawiam doglądnąć naszą społeczną pracę. Od razu sentyment ze spotkań wcześniejszych z forumowiczami. Rzut oka na krzyż

i ruiny schroniska

i człowiek by szedł dalej.
Jedno mnie ino zasmuciło, że nikt jednak nie docenia prac społecznych i zawsze znajdą się tacy co muszą po sobie zostawić ślad. Na krzyżu zauważyłem w górnej części napisy oraz wyryte swoje nicki na ławeczce. Nie rozmyślając zbyt długo postanawiam spróbować swoich sił idąc w kierunku Potrójnej. Najwyżej zawrócę i zejdę inną ścieżką. Ścieżka choć wyglądała na przetartą wcale taką w rzeczywistości nie była. Początkowo się fajnie szło. Zapadałem się po kostkę, no może trochę więcej. Po kilku dziesięciu metrach jednak już śniegu ubitego mniej było, a każdy kolejny krok powodował, że się zapadłem po kolana. Trasę, którą pokonuje się latem w niecałą godzinę mogłem z góry pomnożyć razy dwa. Pomimo niejednego upadku czy to na ręce bądź na twarz bo to trzeba było się zebrać i iść dalej No w końcu nie będę czekał do lata
Po prawie dobrej godzinie dotarłem do wycinki

a tu mogłem się nacieszyć okiem w drugą stronę (zachodnią)

Po pół godzinie dochodzę na szczyt, aby ujrzeć takie cacko

Pomimo, że ostatni odcinek był najgorszym z możliwych. Śniegu miejscami po metr to i tak się opłacało dojść w to miejsce
Panorama dookoła rewelacyjna a i piwo na szycie smakuje inaczej. Schodzę na chwilę do Ani i Rafała, aby "złocistego" jeszcze się zaspokoić i pokonwersować, bo w końcu kawał czasu mnie tu nie było
Rafał grzebie przy samochodzie, a Ania dotrzymuje mi towarzystwa. Wszyscy oczywiście doglądamy prac Rafała Jak to się w Polsce przyjęło "Jeden robi a reszta nadzoruje". Z jednego browara zrobiły się trzy, a i czas mile leciał . W końcu słoneczko to i poopalać się można było, a gdzie najlepiej opala jak nie w górach ![]()

Po prawie dwóch godzinach opuszczam gospodarzy i kieruję się na Bolęcine przez Czarny Groń. Nie zależnie czy człowiek podchmielony czy trzeźwy idzie się tak samo. Nogi same się kierują jak mają iść.
Słoneczko się obniża a ja ostatni raz zaglądam na Królową

Po drodze spoglądam jeszcze na wschodnią cześć BM

i tą niższą część

aż po pewnym czasie dochodzę na dół. Nawet nie zauważyłem jak szybko mnie nogi z góry zniosły. Od kapliczki schodziło się już przyjemniej bo śniegu
było już sporadycznie.
Na dole jeszcze ostatnie spojrzenia na BM

i na trasę jaką się przeszło

Na samym końcu udało się mi jeszcze znaleźć oznaki wiosny

Reasumując
Trochę wypocin to kosztowało, ale pierwsze koty za płoty.
Człowiek pozytywnie naładował sobie akumulatorki oraz dotlenił się przy słonecznej aurze jak i przy śpiewie ptaków.
A trasa cóż. Miały być polany a wyszło jak wyszło.
więcej fotek na picasie
Największą ozdobą naszego Beskidu [...] są jego urocze doliny. Wprawdzie dawno już straciły one charakter pierwotności i dzikości, [...] ale mimo wszystko nie są pozbawione swoistego wdzięku, chociaż wszędzie już widoczne są ślady rąk ludzkich.
- Jan Galicz