Temat: 1022 czyli chwilowy nawrót zimy w Beskidach
Z lekkim poślizgiem spowodowanym przyczynami "technicznymi" zaległa relacja sprzed tygodnia ![]()
Sobota 10.04.2010r.
Wyruszyliśmy z Andrychowa przed 7 rano w składzie Asia zwana Krysią, Andrzej, Grześ, Ufok i ja. Jeszcze nie wiedzieliśmy co się stało. Dojeżdżamy do Jordanowa i w zasadzie tu dochodzą do nas pierwsze informacje. Robi się tak jakoś... nieswojo. Postanawiamy jednak kontynuować wypad. Ponad godzinny asfalting do Naprawy. Tu siadamy na mały rest w knajpie przy zakopiance. Pierogi, piwo, gulasz. Ok 14 ruszamy na niebieski na Luboń Mały. Wychodzi słońce. Robi się po prostu ciepło i wiosennie. Nie na długo jednak. Gdy dochodzimy na polanę Surówki, zaczynają się nad nami zbierać ciemne chmury. Za chwilę z nieba sypie drobna śnieżna kaszka. Im bliżej Lubonia, tym śniegu zaczyna przybywać. Robi się biało. Wyrywam z Grzesiem na prowadzenie, reszta ekipy zostaje z tyłu. Dochodzimy na schronisko, w którym jest już kilka znajomych pyszczków. Dzwjedziak, CzarownicaZpogodnej, Mikrut, Lisica, dakOta, Zuzik, kotOla, Achim, Mat, Pete, Angi, Lowell ,Kierowników dwóch, Karol, Djinn, Marol... Reszta dociera później. Reszta czyli Pudelek, Kaper, Karolek i Spad. Jako ostatni późnym wieczorem dochodzi Antyklina.
Na schronisku życzenia urodzinowe dla naszego szanownego osiemnastolatka z forum beskidzkiego Pete'a oraz Wujka SamoZło Angi'ego (tego wszyscy znacie)
. Prezenty, uściski, kilka rundek honorowych wokół schroniska, ostatnia w życiu szklanka mleka
Niestety jeszcze tego samego wieczora opuszcza nas Czarownica i Lowell. Schodzą do pozostawionego w Rabce Zarytem samochodu w niezłej zadymce, a co najgorsze po ciemku. Trochę się martwimy, jednak po ok. 2 godzinach dostaję info od Admina, że zeszli bezpiecznie. Ulga ![]()
Rano tradycyjne wspólne śniadanie, pogaduchy przy schroniskowym stole. Na zewnątrz niezmiennie sypie. Większość ekipy schodzi na dół - ja zostaję. Wieczór spędzam w towarzystwie Berniego, Pietrusia i Romusia, który popołudniu dociera z Zarytego. Czyli już kameralnie.
Rano budzi mnie słońce. Jest cudnie , morze mgieł ponad które wyłaniają się szczyty Wyspowego. Ciepło. Pakuję graty i zaczynam samotne zejście do Rabki Zaryte. Tu łapię busa do Zdroju. Dwie godzinki oczekiwania na ciufę do Kalwarii przy wyśmienitej kwaśnicy na świńskim ryju i piwku i pędzę do domu.
Miło było Was znów zobaczyć Czuby kochane. Kiedy powtórka???
Komplet foto-pstryków na Picasa po kliku w obrazek:
Jan Himilsbach