Temat: Jałowiec w pechowy dzień
Przyznaję się bez bicia - pomysł "ukradłem" Darkheushowi, którego przy okazji pozdrawiam, życząc szybkiego powrotu do zdrowia
Wahałem się jeszcze nad Pieninami, ale pewne względy natury organizacyjno-rodzinnej oraz odległość zdecydowały, że postanowiłem odwiedzić zimą szczyt na którym, wstyd się przyznać, jeszcze nigdy nie byłem. A zimowe Pieniny wpisuję do kajetu z adnotacją "do wykonania".
Startuję więc z Krakowa jeszcze przed 6:00 w padającym drobnym śnieżku. Miasto jak to w niedzielę wcześnie rano jest całkiem wymarłe. Gdzieś w okolicach Mogilan na "Zakopiance" uświadamiam sobie ze zgrozą, że nie wziąłem... aparatu fotograficznego, a jestem już na tyle daleko, że nie ma sensu wracać. No tak - nie dość, że mamy 13 stycznia to jeszcze 2013 roku, więc pechowej tradycji stało się za dość. Jedyną deską ratunku zostaje moja poczciwa Nokia E52 z 3,2 mpix aparatem.
Na szczęście podróż przebiega bez przeszkód i szybko melduję się w Stryszawie Górnej. A tam mam do wyboru dwa szlaki - żółty z Rostok i Zielony przez Siwcówki. Szybko się orientuję, że ten pierwszy nie wiadomo gdzie idzie i na pewno nie jest przetarty. Wracam więc do zielonego i smaruję nim do góry. Jest lekki mrozik (ok. -8), pada drobny śnieżek, ale mój szlak jest przetarty, a ilość śniegu w lesie jest umiarkowana. Szybko docieram więc do Przełęczy Kolędówki i robię postój na pierwsze śniadanie. Widać zabudowania Kolędówki i Zawoję w dolinie i na tym w zasadzie koniec. Teraz zmieniam szlak na żółty, który również jest dobrze przetarty a nawet ubity przez skuter śnieżny, dzięki czemu szybko docieram w okolice Schroniska Opaczne. Schronisko jest nieco poza szlakiem, ale postanawiam je odwiedzić i się trochę ogrzać oraz uzupełnić spalone kalorie. Jako, że na obiad jest zdecydowanie za wcześnie w schronisku zamawiam chleb ze smalcem i popijam go swoją herbatą z sokiem malinowym. Tutaj poznaję też sympatycznego turystę z Chrzanowa, z którym będę stale się spotykał na szlaku, aż w końcu razem dojdziemy z powrotem do Stryszawy Górnej. Posilony i nieco rozgrzany ruszam w dalszą drogę i wspinam się na Jałowiec (1111 m), który wita mnie przebłyskami słońca. Ze szczytu widać fragmenty Małej Babiej Góry oraz Babiej Góry i na tym koniec - o Pilsku, Skrzycznem, Baraniej i innych atrakcjach można w zasadzie zapomnieć. Teraz zmieniam szlak na niebieski, który przebiega głównie lasem i jest częściowo nieprzetarty. Na szczęście śniegu jest najwyżej do pół łydki i dogania mnie kolega z Chrzanowa, więc umilamy sobie przecieranie szlaku pogawędką. W okolicach przysiółka Lechówka spotykamy dużą grupę piknikujących tubylców, którzy palą ognisko, pieką kiełbaski i rozgrzewają się gorzałką. Nie chcąc przeszkadzać w wesołej zabawie dziarsko schodzimy zielonym szlakiem do doliny i żegnamy się przy moim "tureckim" samochodzie, który nosi już ślady bytności w tej okolicy naszych dwojga forumowiczów - Lowella79 i Hanusi (za tego "gamonia" na przedniej szybie należy się porządne lanie przy następnym spotkaniu
). Całość trasy (bez postojów) ok. 4 h 40 min.
I Kilka fotek (z komórki, czyli bez szaleństwa):![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Moje galerie: https://get.google.com/albumarchive/105 … source=pwa
