Odp: ??/14 - czyli polskie zimowe osiem tysięcy
Ehh tyle czasu przy minus 35 stopniach i dalej ich nie widać
Wkrótce warunki mają się pogorszyć i pewnie wszyscy będą uciekać w dół.. oby chłopaki wrócili do bazy..
Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Ehh tyle czasu przy minus 35 stopniach i dalej ich nie widać
Wkrótce warunki mają się pogorszyć i pewnie wszyscy będą uciekać w dół.. oby chłopaki wrócili do bazy..
nadzieja umiera ostatnia
Niestety w tym momencie nadzieja chyba umarła.
Jak mówi Hajzer, lokalizacja Tomasza Kowalskiego jest pewna na 99,9 procent - na przełęczy w wysokości 7900 metrów. Podkreślił jednak, że nie ma sił i środków, by ktokolwiek do niego doszedł. - Tym bardziej, że możemy przypuszczać, że Tomek tam nie przetrwał - dodaje.
Według niego, można też przypuszczać, że Maciej Berbeka odpadł od stoku w przepaść na wysokości około 7700 metrów. Artur Hajzer zaznaczył, że znalezienie ciał teraz jest praktycznie niemożliwe. Na ślady himalaistów trafią prawdopodobnie dopiero letnie ekspedycje, które będą wchodziły na Broad Peak w lipcu.
I chyba najbardziej przemawiające do rozumu słowa Krzysztofa Wielickiego:
Bazując na moim doświadczeniu, nie ma żadnych szans. Jest ciężko... Bardzo ciężko...
Z tego co pamiętam z książki Alka Lwowa - szanse przetrwania w "strefie śmierci wysokościowej" nie liczą się w dniach - liczą się w godzinach!!! I to nawet dla tych najlepszych i najlepiej zaaklimatyzowanych...
Źródła cytatów - onet.pl
Żal chłopaków. Pozostaje chyba tylko pochylić czoła i zapalić świeczkę, co niniejszym czynię (*)
Przy okazji, nie wiem czy pamiętacie, ale poprzedni sukces na Gasherbrumie I też był naznaczony tragedią, wprawdzie nie Polaków, ale innej międzynarodowej grupy złożonej z Gerfrieda Goeschla (Austria), Cedrica Hahlena (Szwajcaria) oraz Nissara Hussaina (Pakistan), która w tym samym czasie próbowała zdobyć szczyt nową drogą:
http://polskihimalaizmzimowy.pl/pages/p … -i-472.php
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiat … 03861.html
wielka szkoda
|*|
Nie ma już żadnych szans na odnalezienie żywych Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego. Prawdopodobnie ich ciała nigdy nie zostaną znalezione![]()
[']
Nadzieja zgasła
i powoli zaczynamy się oswajać z tym, że chłopaków już nie ma wśród żywych. Pojawiają się też, jak to zwykle po takich tragediach bywa, gdybania i oskarżenia … . Zostawiam tu artykuły „wspomnienia” (po kliku na zdjęcie) i wypowiedź Martyny Wojciechowskiej, która mnie osobiście ze wszystkich, które do tej pory czytałam i słuchałam, najbardziej się podoba, ponieważ trafia myślę w istotę himalaizmu. Pewnie każdy z nas inaczej widzi i ocenia tą tragedię, tylko czy można oceniać pasję, którą jest sport ekstremalny jak wspinaczka wysokogórska, w której, tak jak i zresztą w innych ekstremalnych dziedzinach sportu, możliwość utraty życia jest po prostu zawsze brana pod uwagę.
Wielkie Wyczyny niosą ze sobą wielkie ryzyko…
Ale prawda jest taka, że każdy ponosi to ryzyko na własną odpowiedzialność. Każdy z Himalaistów, który wyruszył na zimową wyprawę na Broad Peak, jeden z ostatnich szczytów niezdobytych zimą przez człowieka, wiedział, na co się decyduje. To pasjonaci, ale przede wszystkim profesjonaliści i doświadczeni wspinacze. 6 marca świętowaliśmy wielki sukces polskiego himalaizmu, ale zdobycie szczytu to tylko połowa drogi. Dopiero po zejściu do Bazy można mówić o pełnym triumfie. Jednak dwójka z czterech wspinaczy, którzy zdobyli Broad Peak zimą jako pierwsi ludzie na świecie nie wróci już do domu i to jest tragedia. Tragedia, którą należy rozpatrywać w kategoriach nieszczęśliwego wypadku.
Wspinaczka w Górach Wysokich w takich warunkach jest prawdopodobnie najtrudniejszą rzeczą, jakiej można się jeszcze podjąć w dzisiejszych czasach. Trudniejszą niż lot w kosmos. Nie ma możliwości prowadzenia realnej akcji ratunkowej, nie ma możliwości wysłania helikoptera na taką wysokość, lokalizator GPS niewiele zmienia skoro i tak nie można nikogo ściągnąć na dół i zapewnić mu bezpieczeństwa. Być może Himalaiści źle ocenili swoje możliwości, może powinni postąpić inaczej i nie atakować szczytu, skoro byli za słabi – można dziś pytać. Ale nikt z nas tam nie był i nikt nie wie, jak było na pewno. Karakorum i wysokość ponad 8 tys. m n.p.m. to nie jest miejsce, gdzie można usiąść i pogadać „to co teraz robimy?” A już na pewno nie wolno nam oceniać tego wydarzenia sprzed ekranu telewizora czy komputera. Prawda jest taka, że mamy dziś wszystko, dlatego wydaje się nam, że możemy zapanować nad Naturą, zracjonalizować cały świat, który nas otacza. A tymczasem Matka Natura przypominała nam wszystkim o tym, jak w rzeczywistości. I po prostu nie potrafimy się z tym pogodzić.
Jak sądzicie, co wygania wspinaczy z namiotu w ekstremalnie niskie temperatury, skłania do narażania życia? „Jak ktoś ma w sobie tę cholerną chęć pisania historii, głód sukcesu, będzie parł do przodu. To musi w człowieku tkwić” – powiedział mi Krzysztof Wielicki w wywiadzie dla National Geographic przed samym wyjazdem na wyprawę w Karakorum. Każdy ze Wspinaczy, którzy 6 marca stanęli na szczycie miał tę potrzebę pisania historii. I zrobili to. Weszli, jako pierwsi ludzie na świecie, zimą na Broad Peak (8.041 m n.p.m.) i nikt już tego nie zmieni.
Czy warto ryzykować? Czy można narażać nasze rodziny na taki stres? Po co nam polska flaga na tym wierzchołku? Postęp uzależniony jest tylko od takich ludzi, którzy mają potrzebę przesuwania granic naszych możliwości, sprawdzania, co jest dalej, głębiej, wyżej…
Przede wszystkim jednak każdy z nas ma prawo do własnych wyborów – tyle wiem na ten temat. I nie ośmielam się oceniać wyborów innych. Tak jak nie chcę, żeby ktoś oceniał mnie i moje decyzje.
Rodzinom Macieja Berbeki i Tomka Kowalskiego składam wyrazy głębokiego współczucia z powodu zaginięcia Ich bliskich. Krzysztofowi Wielickiemu, Adamowi Bieleckiemu i Arturowi Małkowi gratuluję i życzę bezpiecznego powrotu do domu. Widziałam się z nimi wszystkimi przed wylotem na Broad Peak, wiozłam Ich samochodem na dworzec, rozmawialiśmy, śmialiśmy się… Musielibyście zobaczyć jacy byli szczęśliwi, podekscytowani, wdzięczni losowi za szansę zdobywania tego szczytu. Wiem, że gdybym wtedy zapytała ich po kolei o ryzyko, to każdy z nich powiedziałby to samo - że jest ono wliczone w ten sport i że je akceptują. Że wierzą, że wrócą bezpiecznie, ale pewności nie mają, bo mieć nie mogą. Nikt z nas nie może. Tylko Himalaiści wiedzą, czym są dla Nich Góry i jak wiele są w stanie dla nich poświęcić. M.
[ * ]
Darkheush dopiero teraz zaskoczyła mi jakaś sprężynka w głowie odnośnie tytułu wątku. Otóż będę się upierał, że Polacy zdobyli zimą nie 9 a 10 ośmiotysięczników, bo mam wrażenie, że z jakichś powodów została pominięta w tym zestawieniu Sziszapangma z 2005 na którą wspiął się wtedy nieodżałowany Piotrek Morawski. Wprawdzie jego towarzyszem we wspinaczce był sympatyczny Włoch Simone Moro, ale to również jest przynajmniej w części polskie zimowe zdobycie ośmiotysięcznika. Zatem Polacy zdobyli zimą następujące ośmiotysięczniki:
1) Mt. Everest
2) Kangczendzongę
3) Lhotse
4) Czo Oju
5) Dhaulagiri
6) Manaslu
7) Annapurnę
8) Sziszapangmę
9) Gasherbrum I
oraz 10 ) Broad Peak
2 ośmiotysięczniki (Gasherbrum II i Makalu) zostały zdobyte przez przedstawicieli innych narodowości, zaś dwa inne (K2 i Nanga Parbat) ciągle czekają na swoich pierwszych zimowych zdobywców.
Upieraj się Piotruś i nie powiem, że nie masz racji, jednak wątek był założony równo rok temu, gdy "padł" Gasherbrum I, więc lista, którą przytoczyłeś była uboższa o Broad Peak'a ![]()
No tak - obaj mamy rację, zatem może zmiana tytułu by się przydała?
Np. polskie zimowe ośmiotysięczniki?
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
[ Wygenerowano w 0.021 sekund, wykonano 11 zapytań ]