No co Ty Piotruś - Ciebie poinformowałabym z pewnością o takowym wydarzeniu 
piotr napisał/a:Wybacz Babciu, ale pierwsza myśl jaka mi zaświtała po zobaczeniu tego tematu była taka: "oho Jola się ostatnio nie odzywała, bo zaliczała kolejny długi dystans" 
Dla mnie problem związany z takimi trasami (a może jest to jakaś obsesja?) jest główny zasadniczo jeden (nie licząc pogody): "co będę jadł i pił i czy dam radę to unieść na plecach" 
I dlatego logistyka jest tu na pierwszym miejscu
Mam świadomość, że ogranicza mnie kilka rzeczy, a przede wszystkim wiek i siły fizyczne. Jeżeli idę sama to naprawdę trzeba to wszystko dobrze zaplanować, aby nie taszczyć niepotrzebnych rzeczy, chociaż jak wiadomo, niektóre z nich trzeba mieć na wypadek różnych sytuacji na szlaku.
Wspominasz o jedzeniu
Przygotowując się do wyprawy staram się rozeznać czy będę mogła kupić na bieżąco jedzenie, pozyskać wodę i w związku z tym nie nosić zbyt wiele "na zapas". Zawsze mam tzw. "żelazną porcję" czyli sucharki, suszone mięsko i owoce - na wypadek nieprzewidzianych sytuacji. Mięsko nauczyłam się suszyć od synka
Jeżeli wiem, że będzie cywilizacja nie zabieram kocherka, wrzątek zawsze gdzieś się wycygani
lub kupi.
Od Ciebie nauczyłam się mieć zawsze paczuszkę kaszki kus-kus
- do tego wrzątek i awaryjny posiłek gotowy.
Chętnie spróbowałabym liofilizatów, przydadzą się z pewnością na odludnym terenie.
Są jednak dość drogie...
Czy ktoś z Was ich próbował? Pleciłby coś w sensownej cenie?
Wokół góry, góry i góry...i całe moje życie w górach, ileż piękniej drozdy leśne śpiewają,niż śpiewak płatny na chórach. Wokół lasy, lasy i wiatr...i całe życie w wiatru świstach. Wszyscy, których kocham, wita was modrzewia ikona złocista. (J.Harasymowicz) 