Temat: Koskowa Góra – lubię wracać tam, gdzie byłam już
Każdy z nas ma takie miejsca do których lubi wracać bo jest w nich jakaś magia
Dla mnie jednym z takim magicznym miejscem jest Koskowa Góra i trudno nawet powiedzieć na czym ta magii polega...
Czy chodzi o tę szachownicę pól?
A może o cudne widoki z tego pokrytego polanami szczytu…
Z pewnością jednak w tą magię wpisuje się cudna kapliczka stojąca na )( pod szczytem…
To był jeden z tych upalnych dni. Tym razem wędrowałam na Koskową Górę z Makowa Podhalańskiego żółtym szlakiem. Po drodze jest w ciekawy sposób upamiętnione miejsce śmierci czterech partyzantów, którzy zginęli w 1945r.
Obok kapliczki maryjnej, na drzewach umieszczona szkice postaci tych osób.
W zasadzie idzie się lasem, więc upal nie doskwierał zbytnio. Po drodze jest jednak kilka miejsc widokowych, a tuż przed szczytem rozpoczynają się cudne widokowe polany.
Wędrówkę zakończyłam na )( Przysłop w Żarnówce, gdzie ze szczytu dotarłam idąc częściowo niebieskim szlakiem w kierunku Jordanowa, a potem bezszlakowo na do Żarnówki
Kto jeszcze nie był w tym miejscu – niech wybierze się koniecznie. Po kliku albumik z wycieczki.
Moja wędrówka obfitowała nie tylko w doznania estetyczne, ale i w duże emocje…
Po około godzinnej wędrówce z Makowa, w okolicach Stańkowej idąc szlakiem zauważyłam nikły dym… przez myśl przebiegło – kto też pali w taki upał ognisko – może przy wyrębie lasu?
Ponieważ nic jednak nie było widać, ani słychać rozglądałam się czujnie…
i nagle taki oto obrazek…
Zapaliła się wysoka, uschnięta sosna. Samozapłon nastąpił w jej dolnej części i gdy tam dotarłam objął już około 1/5 pnia.
Okropnie się przestraszyłam… z nerwów nie pamiętałam telefonu do straży pożarnej.
Z początku dziewiątki, ale potem… co? 8 czy 7 a może kolejna dziewiątka?
Zadzwoniłam więc na pierwszy numer z dziewiątkami jaki przyszedł mi go głowy. Zgłosił się komisariat w Jordanowie, a dyżurujący policjant przekazał wiadomość do OSP Białka wraz z moim numerem telefonu. Od tej pory strażacy kontaktowali się już bezpośrednio ze mną.
Dotrzeć do miejsca pożaru wcale nie było im łatwo. O wozie strażackim na wąskiej ścieżce trzeba zapomnieć. Po około dwu godzinach dotarły do mnie dwie terenowe Toyoty ze strażakami. Panowie w pełnym rynsztunku – pot lał się z nich niemiłosiernie.
Oczekując na strażaków - przez te dwie godziny miałam okazję obserwować, że wnętrze uschniętego drzewa „paliło się” jak dobrze rozhajcowany grill. Niewielki na szczęście wiatr powodował, że przez dziury po sękach dym wyfruwał jak z fajki. Póki drzewo stało nie było gwałtownego niebezpieczeństwa, ale gdyby pień przepalił się i reszta runęłaby w podszyt ogień rozniósłby się zapewne błyskawicznie.
Zostawiłam pożar w dobrych rekach i ruszyłam realizować swój cel
Teraz już zawsze będę pamiętać – pożar w lesie – dwie dziewiątki i następna cyfra o jeden mniejsza czyli 998