Temat: A ja nie wiem po co, lubię chodzić ciemną nocą ... :D
Trasa rodziła się tydzień wcześniej. Z dwóch wariantów wybrałyśmy za radą Staszka – trzeci
i nie żałujemy !
Może odrobinę darkheush kręcił nosem i chciał nam to wszystko poprzestawiać, ale weź tu przegadaj kobiety
. Nie miał szans !
Do Palenicy ruszyliśmy w komplecie wcześnie rano: Jolanta, Darek T., darkheush i ja.
Jak się potem okazało, „wcześnie” to pojęcie względne
, ponieważ parking w Palenicy był już w połowie zawalony, a przed kasą TPN-u zaczynała się tworzyć długa kolejka. Zdecydowanie sierpniowy weekend to najgorszy czas na wyjazdy w Tatry, no może jeszcze sezon krokusowy.
Ponoć w świąteczny czwartek zawracano wypełnione po brzegi autokary jadące z turystami w Tatry …
. Nie wyobrażam sobie, że mogłaby być jeszcze większa masa ludzi niż była tego dnia …
. Żeby zrobić fotkę górom trzeba się było dobrze nagimnastykować, a potem pobawić w fotoshopie …. ![]()
Chcąc stracić na chwilę z oczu dzikie tłumy i końskie taksówki pędzące do Moka, zawitaliśmy do Starej Roztoki, w której też ludzi nie brakowało
, za to schronisko z klimatem i nieco mniejszy gwar niż na asfalcie. ![]()
Po małym odpoczynku, ruszamy dalej. Na Włosienicy przeżyliśmy cudowne zniknięcie Joli, która na szczęście równie cudownie nam się odnalazła … .
.
Moko wyglądało jak nadmorski kurort w pełni sezonu
. Gdyby nie to, że byłam tu tylko raz jako dziecko i niewiele pamiętam, nie wybrałabym się tu w ogóle. Żal by mi jednak było tych pięknych widoczków. Innej opcji dotarcia tu jak tym koszmarnym asfaltem nie ma, szkoda. Po tym co tu zobaczyliśmy ewakuowaliśmy się w ekspresowym tempie żółtym, w kierunku Szpiglasowej Przełęczy.
fot: darkheush
Z żółtego widoki przednie więc wędrówka się trochę ślimaczy.
darkheush na umowę zlecenie dorabia jako nauczyciel topografii. ![]()
fot: darkheush
fot: Jolanta
Trochę lansu też przecież nie zaszkodzi ! ![]()
Jakiś kwiotek i motylek również musi być, tym bardziej, że zaczyna się sezon na wrzosy
. Darek T. nawet wśród nagich skał doszukuje się paprotników.
I pomyśleć, że ta niepozorna kupka kamieni po lewej to Mnich
Kolejny raz sprawdza się powiedzenie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. ![]()
Wrota Chałubińskiego zostają „na zaś”
.
Tak sobie dreptając w pełnym słoneczku, delektujemy się widoczkami.
W końcu docieramy na Szpiglasową Przełęcz i wdrapujemy się na Szpiglasowy Wierch.
Porę już mamy raczej na popołudniową kawę …
. Ludzi na przełęczy, szczycie i na łańcuchach przy zejściu do Piątki jak mrówek. Trzeba więc trochę czekać, żeby się tłum przerzedził.
Widoczki po drugiej stronie wynagradzają nam to czekanie
.
foto: darkheush
Po zejściu z przełęczy kierujemy się w stronę schroniska w DPSP.
Nie mogę się napatrzyć na kwitnące wrzosy, ![]()
źródliska z owocującą wełnianką,
szemrzący cichutko potok Roztoka, ![]()
kwitnącą wierzbówkę kiprzycę.
Do przepełnionego schroniska docieram z Jolantą o wiele za późno
, ale nie da się iść DPSP patrząc tylko pod nogi.
Niektórzy zdążyli już za ten czas wypić pifo/a
i zawrzeć nowe znajomości
. Część turystów rezerwuje sobie ławki na zewnątrz, gdzie spędzą noc. Mają szczęście, bo ta akurat zapowiadała się wyjątkowo ciepła.
Wiemy już, że schodzić będziemy po ciemku …. Zresztą wiedzieliśmy to już na Szpiglasowej … .
, a ja chyba już rano pakując czołówkę jako pierwszą rzecz do plecaka.
Nie zatrzymujemy się więc długo przy schronisku, chcąc jak najszybciej pokonać ten najtrudniejszy odcinek Doliny Roztoki jeszcze za dnia. Łapiemy w ostatnich promieniach słońca Opalone i Miedziane.
fot: Jolanta
Obowiązkowo jeszcze krótki postój i fota przy Siklawie.
Wodospad, podobnie jak Wodogrzmoty, ubogi po gorącym lecie w wodę.
I zrobiło się ciemno …
. Najgorszy odcinek mieliśmy jednak już za sobą. Mimo wszystko schodzenie po ciemku, strasznie się dłuży. Zmęczenie po całodniowej wędrówce dawało o sobie znać, ale dobry humor nie opuszczał nas do końca dnia, no ba, do niedzieli ... .
W głowach mieliśmy cały czas sława psalmu śpiewanego tuż przed wyjazdem przez darkheusha „Choćbym nawet szedł ciemną doliną zła się nie ulęknę [...] / Psalm 23/.”.
Prorok, czy co …
???
Było cudownie
. W DPSP chciałbym jeszcze wrócić wiosną.
Dziękuję moim towarzyszom wędrówki za tą pełną wrażeń i humoru sobotę
, Staszkowi za wariant nr 3
, a Tatrom, że tak pięknie się nam tego dnia pokazały i pozwoliły przejść te prawie 25 km w pełnym słońcu
. Znowu mieliśmy szczęście ! ![]()
Poniżej po kliku na zdjęcie mój albumik z wycieczki
PS. Jeżeli coś poknociłam przy podpisywaniu szczytów, to proszę poprawić !
I tak jak coś zwalę na nauczyciela
![]()
A pod zdjęciem poniżej wersja wydarzeń darkheusha, proroka buntownika !
(oczywiście za zgodą autora
)

