Temat: W kolorowym Beskidzie Zielonym :)
Beskidzie zielony! W trzy rzędy sadzony!
Beskidzie graniczny! Beskidzie kochany!
I chłodem jelenim, i mgłami owiany...
Gdzież czasy są owe, gdym konno tam hasał,
Gdym serce i oczy po tobie ja pasał? […]
/Wincenty Pol/
Tak się złożyło, że znowu odwiedziłam jesienią Beskid Niski, zwany Zielonym
a że pogoda szczególnie dopisała wycieczka była podwójną radochą
. Niski w październiku to oszałamiająca feeria barw, nie można oczu oderwać od cudownej mozaiki kolorystycznej. Żałuje tylko, że nie zaliczyłam tym razem górek, ale odbiję to sobie inną jesienią
.
Udało mi się natomiast odwiedzić miejsca w powiecie gorlickim, w których jeszcze nie byłam, a także wrócić do tych, które już znam
. W relacji będzie mały miszmasz, dlatego, że tak właśnie było tj. wszystkiego po trochu !
DZIEŃ 1
Żeremia na Ropie za Blechnarką, tuż przy granicy polsko - słowackiej ![]()
Ale za to jakie. Nigdy nie widziałam jeszcze tak fajnie podciętych albo „podgryzionych”
drzew przez bobry, a co najciekawsze drzewa stały cały czas w pionie.
Wiosną to się musi tu dziać …
.
Przydrożne krzyże to nieodłączny element krajobrazu Beskidu Niskiego. Drewniane, metalowe, ale przede wszystkim betonowe pięknie wkomponowały się w przyrodę stanowiąc z nią jedność.
Krzyż przydrożny z 1903 r. w Blechnarce – małej wsi łemkowskiej założonej w XVI w. przez polskich zasłużonych w bojach rycerzy Gładyszów z Szymbarku, założycieli wielu miejscowości w Beskidzie Niskim.
Tak mówi historia o "dobrym rycerzu" Gładyszu: „Aby w końcu wymieniony Jan Gładysz sam las wyżej położony tak koło Zdyni, jak również rzeki Ropy przytoczonej, łatwiej i dogodniej wycinać czy karczować i ludzi tam osadzać był w stanie, wszystkim przybyszom osadzonym lub tym, którzy będą osadzeni od dnia, w którym tam się osiedlą, na okres 20-letni dajemy i przyznajemy pełną i całkowitą wolniznę...
... Ze specjalnej naszej łaski nadaliśmy mu cały gaj względnie las nasz po obu brzegach rzeki zwanej Ropa w górę ciągnący się i na wszystkich brzegach wszystkich potoków do Ropy wpadających, z lewej strony zaczynając od źródła Obłazecz, które zowie się Słotwina, który ciągnie się od rzeki Bolan zwanej. Z prawej zaś strony zaczynając, od potoku zwanego Soczesczny, aż do góry, która sam potok z rzeką zwana Bata dzieli, nadto na wszystkich potokach, które sam przez się do Ropy wpadają, jako też ,które sie zlewają i tamże wpadają, mianowicie Uniewicza i Zasuta Ropicza, Odersne, Smerekowiec Mały i Smerekowiec Wielki, Rzegietów, aby dookoła osadzał wsie, wsie budował, miasta zakładał....”
/www.beskidniski.pl/
Kwiatoń
W Kwiatoniu byłam już kilka razy i za każdym razem zatrzymuję się przy łemkowskiej cerkwi św. Paraskewy, dawnej cerkwi greckokatolickiej, obecnie kościoła katolickiego. Nabożeństwa w obrządku wschodnim odbywają się w niej bardzo rzadko, okazjonalnie. Najczęściej są to śluby lub pogrzeby …
. Do tej pory nigdy nie udało mi się zajrzeć do środka świątyni – dopiero tym razem
. Trafiliśmy na przewodnika, który właśnie oprowadzał turystów i skorzystaliśmy z okazji. Obiekt w ostatnich latach przeszedł renowację zarówno na zewnątrz jak i w środku. Obecnie trwają jeszcze prace przy osuszaniu fundamentów. Dodam tylko, że cerkiew w Kwiatoniu należy do najpiękniejszych łemkowskich cerkwi drewnianych w Polsce, można nawet rzec, że jest sztandarowym przykładem północno-zachodniego łemkowskiego budownictwa sakralnego. W tym roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
płócienna płaszczenica – prawdopodobnie z XV w.
Bardejov
W Bardejovie też już byłam kilka razy, ale zawsze chętnie wracam na urokliwy średniowieczny ryneczek z gotycką Bazyliką Mniejszą pw. św. Idziego, późnogotyckim - wczesnorenesansowym ratuszem i gotycko – renesansowymi kamieniczkami. Bardejov ma też najlepiej zachowane mury obronne z XIV-XVI w. na Słowacji.
W 2000 r. bardejowska Starówka została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Warto pokonać ponad 200 wąskich i bardzo krętych schodów na wieżę bazyliki i obejrzeć panoramę okolicy i Stare Miasto z góry
.
W drodze powrotnej udało mi się w końcu (za każdym razem jakoś czasu nam brakowało, żeby tam zajrzeć) odwiedzić dwie odcięte od świata, można nawet powiedzieć zapomniane, łemkowskie wsie – Przysłup i Nowicę. Dzisiaj Nowica i Przysłup to jedno, choć nie wszyscy chętnie się z tym godzą. Jadąc od Koniecznej spotkać można jedynie drogowskaz kierujący do Nowicy (nowszej części Przysłupu). Obie wioski leżą u stóp Magury Małastowskiej. Autobus tutaj nie dojeżdża, swój kurs kończy na Małastowie.
Przysłup
Na Przysłupiu spotykamy pana malującego chyba ropą (charakterystyczny zapach) ogrodzenie wokół cerkwi, położonej malowniczo na wzgórzu. Opowiada nam nieco o samej miejscowości i jej mieszkańcach. Prawdziwych Łemków już tu nie ma. Tych co wysiedlono w 1947 r. nigdy tu już nie powrócili. Niektórzy nawet nie chcą, nie ma po co – mówi. Także łemkowskich chyży już we wsi niewiele stoi i raczej wszystkie są już opuszczone. Cerkwi nie udaje nam się zwiedzić, gdyż osoby, która mogłaby nam ją otworzyć akurat w tym dniu nie ma.
Po wizycie w Przysłupiu udajemy się do Nowicy.
Nowica
Nowica to jak tu mówią „nowsza część” Przysłupu. Wioska podobnie jak Przysłup niewielka. Zatrzymujemy się w „centrum” przy cerkwi pw. św. Paraskewy
. Znowu ta święta ? Trzeba przyznać, że ów święta nie bardzo jest znana nam – katolikom. Odrobinę przybliżę więc jej osobę. ![]()
![]()
Jej imię z języka greckiego na język polski brzmiałoby: Piątek. Otrzymała je na cześć męki Jezusa Chrystusa. Paraskewa była świętą mniszką kościoła prawosławnego. Czczona jest przede wszystkim na Bałkanach. W Polsce znajduje się ponad 30 cerkwi pod jej wezwaniem m.in. w Górzance, Radrużu, Kwiatoniu i w Nowicy.
Po śmierci rodziców Paraskewa udała się do Ziemi Świętej, a później na Pustynię Jordańską. Tam naśladowała surowe, samotne życie eremitów, żywiąc się korzonkami traw pustynnych. Po wielu latach pustelniczego życia objawił się jej anioł i polecił, aby wróciła do ojczyzny. Wcześniej odwiedziła jednak Konstantynopol, by pokłonić się wszystkim świętym miejscom. Zmarła w wieku 27 lat, a jej ciało pochowano w rodzinnej wiosce. Po wielu latach jej nienaruszone zwłoki przeniesiono do cerkwi w Epibacie. Grób świętej stał się źródłem licznych uzdrowień: ślepi odzyskiwali wzrok, chorzy zaczynali chodzić.
/źródło: wikipedia/
Pukamy do drzwi sołtysa, ponieważ on posiada klucz do cerkwi, którą chcielibyśmy zwiedzić
. Ludzie w Beskidzie Niskim są niezwykle mile nastawieni do turystów
. Bardzo chętnie opowiadają o swoim ciężkim życiu i historii i dlatego chce się tu wracać
.
Ten drewniany budynek po lewej to kostnica – nie ukrywam, że poczułam mały dreszcz na plecach, przechodząc obok … ![]()
Cerkiew w Nowicy – ikonostas
W ikonostasie - ostatnia ikona po prawej na dole – św. Paraskewa ![]()
Jednak nie tylko cerkiew zatrzymała nas w Nowicy na kila dobrych godzin. Tuż przy cerkwi naszą uwagę przykuła stara drewniana łemkowska chata, z klepiskiem na podłodze i gontem na dachu
.
Przed chatą zobaczyliśmy żywą duszę
, więc postanowiliśmy zagadać
.
Właścicielem chaty okazał się Pan Szymon Modrzejewski założyciel Stowarzyszenia „Magurycz” <– na tej stronie możecie przeczytać wszystko o tych pozytywnie zakręconych ludziach
.
Pan Szymon oprowadził nas po swoich włościach, a w międzyczasie opowiedział bardzo dużo o działalności stowarzyszenia
. Spędziliśmy z nim prawie 3 godziny
.
Pan Szymon trafił do Nowicy jesienią 1989 r. Kupił dom, przyjeżdżał coraz częściej, a od 12 lat mieszka tu na stałe. W łemkowskiej chyży z lat 20. XX w., parterowej chacie, w której dawniej ludzie mieszkali przez ścianę z inwentarzem, na podłodze było klepisko, na dachu drewniany gont. Prąd doprowadzono w 1996 r., bieżącej wody, kanalizacji czy gazu nie ma do dziś. Ale chata jest duża, ma przestrzeń na kamieniarskie narzędzia Szymona. Bo Szymon remontuje nagrobki. To właśnie za ich sprawą znalazł się w zapomnianej przez świat łemkowskiej wsi.
Pasją Pana Szymona jest odnawianie starych, zniszczonych i zapomnianych nagrobków oraz krzyży przydrożnych i to nie tylko w Beskidzie Niskim, ale i w Bieszczadach, także na kresach naszego kraju, na Ukrainie, Białorusi, nawet Serbii. Odsyłam do Stowarzyszenie „Magurycz”
Hasłem przewodnim Stowarzyszenia jest „Na cmentarzu czujesz, że żyjesz!
– no tak …, nic dodać, nic ująć …
![]()
Powiem szczerze, warto było spędzić tyle czasu z tym niezwykle miłym i oddanym całym sercem swojej pasji człowiekiem
.
Jeśli ktoś z Was interesuje się tą tematyką, albo chce zorganizować z Panem Szymonem warsztaty lub spotkanie na temat odnawiania starych pomników, to pan Szymon otwarty jest bardzo na takie spotkania, może również przeprowadzić szkolenia i warsztaty z kamieniarstwa – wystarczy tylko się z nim skontaktować. Poniżej podaję namiary. ![]()
szymon@magurycz.org
tel. 0505-91-96-59
Oczywiście można też przez stronę www.magurycz.org
Odnawiać, ratować pomniki i krzyże mogą nie tylko dorośli
. Stowarzyszenie „Magurycz” organizuje wolontariackie obozy dla młodzieży, gdzie młodzi ludzie uczą się pod okiem fachowców jak dbać o zabytki kultury sepulkralnej
. Powiem szczerze – naprawdę fajna sprawa !
Byłam pod ogromnym wrażeniem tego spotkania
.
Strona Stowarzyszenia „Magurycz”
Pełen wrażeń dzień zakończyliśmy kolacją w łemkowskiej karczmie w Wysowej
i przepięknym zachodem słońca nad Jeziorem Klimkowskim, gdzie nad brzegiem roiło się od wędkarzy. ![]()
c.d.n.



