Temat: Z wiatrem we włosach po Małym :)
Tak piękny późnojesienny weekend to zdarza się rzadko, postanowiłam więc, że przynajmniej niedzielę wykorzystam na górki
. Wpadła mi do głowy niezrealizowana z powodu grzybów lipcowa pętelka z Gancarza przez Groń JP II, Leskowiec i zejście Klimaską. No właśnie miało być Klimaską, ale chcąc zejść przed zapadnięciem zmroku zboczyłam wcześniej ze szlaku buków na drogę prowadzącą w Dolinę Rzyczańską ,wychodząc prosto na przystanek w Rzykach Jagódkach.
Razem jakieś 8,5 km drogi, w sam raz na niedzielny spacerek. ![]()
Wchodzę z domu dosyć późno, bo o 11.00 wdrapując się już tradycyjnie na Gancarz
. Wiało dzisiaj strasznie. Z kolorowej jesieni już niestety tylko resztki . ![]()
Z zielonej lipcowej paprociowej dżungli pozostały suche badyle.
w lipcu
tyle pozostało teraz z dżungli …
Gdzieniegdzie na dzikiej róży wiszą jeszcze dojrzałe owoce.
Nawet chaber łąkowy nie chce przestać kwitnąć. ![]()
Ogólnie w lesie jest bardzo sucho. Pod nogami głośno szeleści rudy dywan, miejscami bardzo gruby.
Buki pozrzucały już większość liści pozostawiając jedynie wysokie srebrne pnie i konary.
Na szczycie Gancarza spotykam sympatyczną parę, z którą zamieniam parę zdań. Kilka chwil oddechu i ruszam dalej na )( Pod Gancarzem.
Im bliżej przełęczy tym więcej turystów na trasie. Przed Groniem robią się już tłumy, ludzie wychodzą dosłownie zewsząd
, ale też nie ma się co dziwić
.
Wybieram ścieżkę przez Polanę Jaskula z racji widoczków, które dzisiaj naprawdę były niezłe
.
z lewej Gancarz – miejsce, z którego przyszłam
Psiaków różnej rasy i wielkości spotkałam dzisiaj niesamowite ilości. ![]()
Jestem przy schronisku. Widok dzikich tłumów skutecznie mobilizuje mnie do podejścia od razu pod kaplicę
.
Tu w spokoju spędzam na ławeczce kilka chwil delektując się ciepłem jesiennego słońca, po czym wchodzę na moment do kaplicy, która jest otwarta
. Nie byłam jeszcze nigdy w środku, korzystam więc z okazji.
Z tarasu widzę, że widoczki z Leskowca będą dziś piękne
.
Zbieram się więc szybko i zmykam szybko za bramę kaplicy w ulubioną bukową alejkę.
.
Bukowa alejka prowadząca na Leskowiec jest urokliwa o każdej porze roku, ale buki tuż przed szczytem Gancarza również bardzo dobrze wpisują się w wiersz Szantrocha
.
Buki na Leskowcu
Cześć Wam bracia, rycerze na beskidzkiej górze,
tym pniom waszym, sękatym piersiom bez zalęku,
co w największe jednako się wspierały burze,
a blizn chwałę zaszczytną w każdym noszą sęku.
Bezramienne kaleki! Potyrane czoła!
Nie wam spocząć! Już czarny zmierzch w okolicach knuje
Nowej burzy szturm walny.
/Tadeusz Szantroch/
W drodze na Leskowiec mijam kolejne tumy wchodzące i schodzące ze szczytu. Myślę, nie jest dobrze, sama nie będę, na pewno
. Nie byłam …
. Na szczycie robię sobie mały rest na focie Taterek i Babiej !
.
Teraz też czas na mmsy i smsy
(trzeba przecież znajomych troszkę podrażnić
), oraz nieco wzmocnić na ciele, ducha wzmocniłam na Groniu
. Niestety fotek nie udaje się zrobić bez udziału ludzi, ale co zrobić, taka uroda dnia.
Tłumy, wrzaski i „tłumonależne” ekscesy.… zmuszają mnie do jak najszybszego oddalenia się z tego miejsca, choć nie powiem, z racji Taterek siedziałabym tu jeszcze długo
. Ruszam więc czerwonym szlakiem buków w kierunku )( Beskidek.
Po drodze podziwiam widoczki z trasy m.in. piękny Beskid Śląski ze Skrzycznem w roli głównej
, Złotą Górkę, no i oczywiście Dolinę Rzyczańską
.
Jeszcze mnie na porosty bierze ... ![]()
pustułka pęcherzykowata – najczęściej wykorzystywany porost w lichenoindykacji - skali porostowej za pomocą której określa się poziom zanieczyszczenia powietrza na danym terenie. Porost ten należy do strefy IV – strefy osłabionej wegetacji – wskazuje na średnio zanieczyszczone powietrze.
Żeby wrócić przed zmierzchem postanawiam skrócić trasę zbaczając w prawo w znaną ścieżkę. Wracaliśmy nią kiedyś z Forumowiczami zimą
.
Na niej nareszcie odnajduję spokój, ciszy nie, bo ciągle wieje silny wiatr, a i ja idąc po suchych liściach robię tyle hałasu, że chyba wystraszyłam wszystko
. Jestem już do końca trasy samiutka jak palec.
Łapię ostatnie promyki zachodzącego słońca przebijające się w konarach ogołoconych z liści drzew. ![]()
Tak sobie głośno szurając schodzę do samych Rzyk Jagódek tuż przed 16:00
.
Było pięknie
. Warto było się wybrać, pomimo tych tłumów na trasie
. Podobną wycieczkę robiłam pamiętam w 2011 roku, nieco krótszą, bo kończyłam na czarnym szlaku do Rzyk Jagódek
. Było to 30 października, tuż przed Świętem Zmarłych. Na szlaku serduszkowym paliły się pamiętam znicze.
Mały był wtedy jeszcze skąpany w złocie i rudościach
.
