Temat: Mój GSB
Od dawna chciałem to zrobić.
Główny Szlak Beskidzki kusi chyba każdego z nas.
W tym roku wreszcie udało się dopiąć to i owo i wyruszyć przed siebie.
Szlak można przejść w całości,jednym ciągiem ale można go dzielić na etapy wg.uznania a nawet na pory roku(jak znakomicie to czyni nasza forumowa Jolanta
).
Ja miałem plan na przejście połowy GSB w 8 dni,chciałem ruszyć z Ustronia i zawędrować do Krynicy.
W przeddzień wyprawy gdy zważyłem plecak to lekko się wystraszyłem
,ponad 19 kg to chyba deczko za dużo,pomyślałem.
Nigdy nie chodziłem z tak ciężkim plecakiem i choć kondycje mam całkiem całkiem,to trochę ten plecak mnie przeraził(i całkiem słusznie,niestety).
W plecaku znalazły się w sumie wszystkie niezbędne rzeczy pozwalające na swobodny biwak pod namiotem.
Miejsca zabrakło m.in.na lustrzankę z dobrym szkłem(wtedy zdjęcia byłyby ładne)ale pod tym względem byłem nastawiony minimalistycznie na 3xn tj.najmniejsza,najprostsza i najtańsza małpka Canona do kieszeni i...dobre i to
W niedziele 6 lipca o godz.5,40 melduje się w Ustroniu przy magicznej czerwonej kropce.
Pogoda piękna +18,ruszam więc ostro na Równicę.
Przy Kamieniu Ewangelików 3 panów odprawia nabożeństwo,pozdrawiam ich a oni mnie błogosławią na dobrą drogę.
Po godzinie od startu melduje się na Równicy gdzie w ciszy i spokoju(co tutaj będzie się działo za kilka godzin
),zjadam sobie śniadanko i wcieram w ciało krem przeciwko komarom,kleszczom i inszym meszkom.

Po śniadanku jazda w dół,przecież trzeba wreszcie sprawdzić prawe kolano.
Tymczasem na horyzoncie pojawia się główny cel dzisiejszego dnia: Stokłosica i Wielka Czantoria

Fajnie i szybko schodzę do Jaszowca(kolanko na razie jest super),przechodzę Wisłę i już jestem w...Ustroniu Polana.

Jest punkt 8,miasteczko jeszcze śpi...

No nic,koniec tego opieprzania,czas wreszcie się spocić.
Ruszam w górę,600m przewyższenia robi swoje,dostaje pierwsze baty,pierwsza butelka wody się kończy.
Po godzinie i 20 minutach jestem na górze i wsród pierwszych wyciągowych turystów robię za misia z Krupówek.
Patrzcie dzieci na tego pana,on na nogach i z takim plecakiem i w takim skwarze

Szybciutko uciekam z tego miejsca by po kilku minutach leżeć w trawce pod Wielką Czantorią.

Na wieże nie chce mi się iść,zjadam jakiegoś batonika,popijam czymś dobrym
i w drogę.
Ludzie znikają,jestem sam,samiusienki.Cóż za cudowne uczucie.

Około południa melduje się na Soszowie.
Wyciąg chodzi więc i turystów moc
Tymczasem schron zamknięty,jakiś remont chyba robią.

Obiad będzie więc na Stożku.
Tymczasem w oddali,po słowackiej stronie zaczyna grzmieć
Szybko mijam Cieślar

i Stożek Mały

W Śląskim podoba mi się duża ilość koszy na śmieci,bardzo ładnie

W schronisku na Stożku jem obiad w postaci żurku z jajkiem i kiełbaską.
Zapijam to wszystko zimnym piwkiem(wszak jestem na wakacjach
)
Na koniec kupuje butelke wody mineralnej za...8zł ,moim zdaniem ta cena to skandal ale cóż
Piwo w schronisku niech kosztuje nawet 20zł ale woda,bez gazu,za 8zł to już przegięcie!
Cóż,trzeba iść dalej.O jaka fajna data:

Podchodzę na Kiczory(989m)
Tuż przed szczytem spotykam chłopaczka
w moim wieku,który dzisiaj kończy GSB.
Wędruje z Bieszczadów 13 dzień więc niezły z niego kozak!
Robi odcinki po 40km ale idzie na lekko z 8kg plecakiem.
Bardzo sympatycznie nam się rozmawia ale trzeba ruszać dalej.

Przy zejściu z Kiczor,GSB jest troche zmieniony i zarazem wydłużony o około 1 , 1,5km.
Prowadzi utwardzoną drogą,w odkrytym terenie.


Idąc tą zmienioną częścią GSB,w palącym słońcu(w cieniu było ponad 30st.)miałem skojarzenia z włoską autostradą słońca ![]()
Szlak gwałtownie odbija w lewo i po kilkuset metrach wspinania dochodzę do starych znaków.
Na starym przebiegu szlaku było jedno domostwo,być może jakiś konflikt sprawił że przebieg szlaku został zmieniony

Około 17g dochodzę do Kubalonki,Stecówka tuż,tuż.

A co mi tam,idę na lewo.
Na dzisiaj wystarczy kamieni i korzeni.

Przed 19g jestem na Stecówce,schron zamknięty na cztery spusty.
Dzwonię,szefo mówi że likwiduje biznes ale mogę się rozbić obok wiaty.
To mi wystarcza,jestem szczęśliwy


Robię kolację sobie i kumplowi


Potem jeszcze mały obchód po terenie

będzie nowy kościółek

W namiocie zerkam na garmina który naliczył mi ponad 35km,choć Compass podaje 33,2km.
Być może to wina tej zmiany na szlaku przed Kubalonką.
Zresztą czy to ważne?
Jest pięknie,jestem zmęczony ale bardzo szczęśliwy.
Dobranoc...
cdn




























































