Zima (znowu
)
Wyprawa szósta z wycofem 
Trasa: Puławy Dolne – Tokarnia – Przybyszów - Wahalowski Wierch – Komańcza – Duszatyn – Chryszczata – baza Rabe - )( Żebrak - Wołosań – Cisna – Małe Jasło i wycof do Cisnej
W nocy dopadało trochę śnieżku i rankiem ruszyliśmy białą drogą łapiąc czerwonego
w kierunku Komańczy.
W Puławach Górnych – już kiedyś o tym pisałam – jest spora emigracja z Zaolzia skupiona wokoło zboru zielonoświatkowego. W wielu gospodarstwach otwarto agroturystykę, umożliwiając noclegi i wyżywienie korzystającym z pobliskiej stacji narciarskiej 
Sama wieś Puławy dzieli się na Dolne i Górne. Dawniej zamieszkana była głównie przez Łemków, obok których mieszkali Polacy, Żydzi. Stała tu cerkiew, a dzisiaj pozostał tylko cmentarz...

Pasmo Bukowicy - mało znane, bez atrakcyjnych widoków bo idzie się głównie lasem, ale bardzo przyjemne na wędrówkę pieszą, jazdę rowerem czy biegówki. Ten odcinek jest dość długi. Liczy do Komańczy prawie 28km.

Stokami Kiczery wędrujemy w kierunku Zrubania (Skibiec).
W okolicy Rezerwatu Bukowica robimy pierwszy postój na gorącą herbatkę i spotykamy pierwszych i jedynych turystów na tej trasie.

Będziemy Gdańszczan jeszcze kilka razy mijać. Na razie każdy idzie w swoim tempie 
Leśna wędrówka przez Smokowiska, śniegu jest tak w sam raz i idzie się całkiem przyjemnie.

Czasami coś tam widać
Farma wiatraków 

W rejonie Wilczych Bud spotykamy leśników i ucinamy sobie z nimi krótką pogawędkę, a to o niedźwiedziu, a to o wilkach.
Żądnego z tych zwierząt na trasie nie spotkaliśmy, ale za to dwukrotnie drogę przebiegły nam piękne stada jeleni. Każdorazowo stadu parunastu sztuk łani towarzyszył dorodny byk. Nigdy nie widziałam ich z tak bliska
Pozostając w „leśnym temacie” mijamy Hubertową kapliczkę. Śnieg przyjemnie prószy, ale momentami wzmaga się wiatr.

Kolejny odpoczynek wypada nam w wiacie pod Tokarnią – szkoda, że jest tak „przewiewna”bo wiatr dość mocno daje się we znaki i przydałby się jakiś zaciszny kącik 

Gadańszczanie już tam są. Mieli w planie zejście do Woli Piotrowej, ale decydują się wędrować jednak do Komańczy.
Przed nami atak szczytowy na górę z przekaźnikiem czyli Tokarnię. Coś jakby nawet się przejaśniło i jest szansa na jakieś widoczki.

W odkrytym terenie wiało niemiłosiernie 


… aleśmy górę zdobyli!
… bez widoków 
„Po drugiej stronie” wiatr się uspokoił i schodzimy raźno do Przybyszowa
Przybyszów to kolejna wieś, której już nie ma. Wieś bardzo stara bo pochodząca z XVI wieku, położona w dolinie potoku Płonka, ale całkowicie wysiedlona po II wojnie światowej...
Pozostały tylko groby...

Jest też pasieka, więc latem chyba tu jednak ktoś zagląda?

Na Wahalowskim Wierchu jesteśmy już po zmroku. I tu się zaczyna zabawa 
Szczyt i jego okolice to ogromne, trawiaste polany przykryte teraz nawianym śniegiem. Wystarczy zrobić krok w niewłaściwym kierunku, a człowiek zapada się po doopę w śniegu
Gdzie są oznaczenia szlaku? Pewnie na tyczkach, ale gdzie te tyczki?
Nie będzie przesadą jeżeli napiszę, że tylko dzięki gps,owi dotarliśmy jakoś do słupka z oznaczeniem szczytu. Trzymanie się elektronicznego śladu pozwoliło unikać zapadania się w zaspy. Pod koniec dnia, kiedy człowiek jest już zmęczony – to było ważne!
Pokonując polanę szczytową widzieliśmy kilka razy światła latarek jednak jakoś dziwnie z boku.
To byli Gdańszczanie. Jak się potem okazało sporo błądzili w okolicach szczytu bo korzystali tylko z mapy (nie pamiętam już jakiego wydawnictwa), a ona niestety nie była dokładana.
Z Wahalowskiego Wierchu można zejść do bazy w Jaworniku
(jeszcze o niej będzie)
Kiedyś była to baza studencka prowadzona przez Orkiestrę św. Mikołaja z Lublina, ale została zlikwidowana w 2002r. Obecnie co nieco zostało z zabudowań. Można tam w zimie awaryjnie zanocować a latem to nawet warto
Szczęśliwi, że bez błądzenia po ciemku udało nam się przyjść ten teren ruszyliśmy do Komańczy. Droga bardzo mi się dłużyła, byłam już zmęczona, a przy wolnym tempie jakoś mi tej drogi powoli ubywało
więc co rusz odpoczywałam na plecaku i sprawdzałam ileż to jeszcze tej drogi przed nami.

Coby nie narazić się na „dziwne leśne spotkanie” a i dla poprawy samopoczucia postanowiliśmy pośpiewać
Piotr to człek umuzykalniony i grający (bynajmniej nie na nerwach) ja zaś z podeptanym przez słonia uchem 
Ciężko nam było ustalić wspólny repertuar. Zaczęliśmy więc od śpiewania kolęd, a potem na warsztat poszły piosenki z przedszkola – do przedszkola chodziliśmy oboje
Były więc: Czarne jagódki, Tak się zachmurzyło, Kotek Puszek.... no i Czterej Pancerni i Pies (w naszym przedszkolu czołgiem była ogrodowa ławka)
Kiedy zobaczyliśmy światła schroniska PTTK w Komańczy strasznie się ucieszyliśmy. Będzie ciepły posiłek!
Nic bardziej złudnego. W tym miejscu – zaraz przecież przy szlaku – odprawiona nas z kwitkiem sugerując udanie się na prywatną kwaterę.
Poszliśmy.
Tam już odpoczywali Gdańszczanie 
Ostatnio edytowany przez jolanta (2015-03-01 10:06:58)
Wokół góry, góry i góry...i całe moje życie w górach, ileż piękniej drozdy leśne śpiewają,niż śpiewak płatny na chórach. Wokół lasy, lasy i wiatr...i całe życie w wiatru świstach. Wszyscy, których kocham, wita was modrzewia ikona złocista. (J.Harasymowicz) 