Rano mam dłuuuugi rozruch, nie tylko tym razem – zawsze rano mam długi rozruch
Powoli piję kawę, lubię się budzić powoli. Na dodatek to jest dzień moich urodzin
Dostałam od Piotrka pyszną czekoladę, aleśmy ją zjedli już dzień wcześniej w drodze 
Piję więc swoją poranną kawkę w kuchni, gdzie nagle zrobiło się tłoczno. Skąd tylu ludzi?
Na naszej kwaterze jesteśmy my, Gdańszczanie i … zespół Geologów.
Nasz Gospodyni wynajmuje jedno z pomieszczeń na nich na biuro. Panowie pojawiają się w kuchence, aby zrobić sobie coś do jedzenia nim wyruszą do pracy w terenie.
Ciekawość zwyciężyła i ciąaaaaaagnę jednego z Panów za język
Dowiedziałam się na czym polegają poszukiwania gazu ziemnego na Podkarpaciu. Otóż... strategia poszukiwania gazu z łupków posiada swoją specyfikę. Geolodzy z „naszej” brygady wykonywali odwierty w „podejrzanych o gaz” miejscach i zakładali w nich niewielkie ładunki wybuchowe. Potem robili „pstryk”
Odpowiednia aparatura wyłapywała falę uderzeniową, która odbijała się od skał o różnych własnościach fizycznych i rejestrowana była na powierzchni za pomocą geofonów. Tak zebrany materiał programy komputerowe przetwarzały na przekroje geologiczne, które obrazowały głębokość zalegania, grubość i ułożenie warstw geologicznych, w tym tych, w których mogą się znajdować pokłady gazu ziemnego. Było to wszystko bardzo ciekawe i mam nadzieję, że nic nie pokręciłam 
Odcinek z Komańczy do Cisnej to ponad 9 godzin wędrówki. W zimie dla mnie nierealne, a i dla wielu pewnie też nie 
Jeszcze przed wyjazdem badałam temat, rozsyłałam wici. Od Wirtualnego Anioła Stróża
wiedziałam, że mniej więcej w połowie drogi jest baza studencka Rabe – czyli dla nas coś w sam raz.
Czy będzie jednak czynna? Trzeba do niej odbić około godziny drogi ze szlaku. Czy do niej trafimy? 
Przed opuszczeniem kwatery wykonuję do Wirtualnego telefon z zapytaniem czy wieści bazowe są pewne. Nie minęła godzinka – jest odpowiedź. Można iść śmiało.
Droga do bazy zajęła nam około ośmiu godzin, na dojście do Cisnej w zimowych warunkach nie było szans.
Tymczasem robimy zakupy w miejscowym sklepie i ruszamy w kierunku Prełuk. Prełuki są niewielką osadą - przysłowiowe „trzy chałupki na krzyż”, a przecież kiedyś wieś liczyła około 50 domów, miała swoją cerkiew... dziś tylko zostały kamienie i resztki cmentarza ukryte pod śniegiem.
W jednej z nielicznych obecnie chałup funkcjonuje agroturystyka.


Białą, odśnieżoną, cichą drogą wzdłuż rzeki Osławy wędrujemy przed siebie

Uwagę naszą przykuwa nieczynny wiadukt kolejki wąskotorowej.

Takie samo ujęcie widziałam kiedyś u Maurycego – robiło jeszcze lepsze wrażenie.
Niebawem dochodzimy do Duszatyna i przy zamkniętym o tej porze roku barze pięknie nazwanym „Dusza Jeziorek” robimy sobie popas.

Duszatyn to zaledwie kilka domów oraz długi barak. Po dawnych czasach zachował się jedynie żeliwny krzyż przydrożny, który mijamy na rozstajach dróg.

Spokojnie drepczemy sobie w kierunku Jeziorek Duszatyńskich, czasami nawet pokazuje się w zimowym lesie słoneczko
Śniegu jest tak w sam raz.

Jeziorka – w tej chwili dwa powstały na skutek oderwania zachodniego zbocza Chryszczatej i teraz jest tutaj Rezerwat Zwięzło.
Wydarzenie to upamiętnia skalny obelisk.

O tej porze roku powierzchnia jeziorek pokryta jest prawie w całości lodem.

Podobało nam się tam i po kolejnym odpoczynku ruszamy już w kierunku szczytu Chryszczatej

Górze tej niewiele brakuje do tysiączka i im bliżej szczytu tym bardziej odczuwa się niską temperaturę. Drzewa są mocno oblodzone, a oznaczeń szlaku pod tym lodem, śniegiem nie widać wcale. Znowu przysługę oddaje nam gps
Na szczycie stoi betonowa wieża geodezyjna z czasów zaborów, jesteśmy przy niej już po zapadnięciu zmroku.


Obok jest dość solidna, drewniana wiata.
Gdzieś na szczycie znajduje się także maleńki cmentarzyk, niestety musieliśmy go minąć w ciemnościach
Szybki posiłek, herbatka i granią kierujemy się do )( Żebrak, gdzieś po drodze powinniśmy odbić do bazy Rabe. Nasze mapy pokazują, że prowadzi tam lokalna ścieżka oznaczona żółtymi kwadratami.
W pewnej chwili Piotr spostrzega krzyż, a tuż przy nim rozpoczyna się ścieżka
Schodzimy ostro w dół, meandrujemy za znakami po lesie, śniegu jest zdecydowanie więcej, ale to tylko ułatwia schodzenie po stromym stoku.
Po około godzinie docieramy na miejsce, a tam... czeka na nas Bieszczadnik

Ech... jest wiele pięknych, przyjaznych wędrowcom miejsc... to z pewnością jest jedno z nich! 
Wokół góry, góry i góry...i całe moje życie w górach, ileż piękniej drozdy leśne śpiewają,niż śpiewak płatny na chórach. Wokół lasy, lasy i wiatr...i całe życie w wiatru świstach. Wszyscy, których kocham, wita was modrzewia ikona złocista. (J.Harasymowicz) 